
Milenialsów zapewniano, że dyplom, praca i wysiłek wystarczą, by zbudować stabilne życie. Dziś wielu z nich mierzy się z wypaleniem zawodowym, wysokimi kosztami życia i brakiem poczucia bezpieczeństwa. Pokolenie 30- i 40-latków coraz częściej odkrywa, że obietnica świetlanej przyszłości nie znalazła potwierdzenia w rzeczywistości.
Milenialsów oszukano na temat "świetlanej przyszłości"
Pokolenie dzisiejszych 30- i 40-latków, które tworzą m.in. rodzice i pracownicy, to generacja mierząca się z wieloma wyzwaniami na różnych płaszczyznach życia.
Oczywiście każde pokolenie funkcjonuje w określonych realiach historycznych, politycznych i gospodarczych, dlatego musi dostosowywać się do zmieniających się warunków codzienności. Milenialsi robią to jednak w czasie, gdy z wielu stron dotykają ich kolejne kryzysy.
Kiedy wchodzili w dorosłość i podejmowali decyzje dotyczące swojej ścieżki zawodowej, często słyszeli, że kluczem do sukcesu, awansów i dobrych zarobków są studia wyższe. Dziś mamy pokolenie pracowników wypalonych zawodowo, przyzwyczajonych do pracy ponad siły, co jednak nie zawsze przekłada się na adekwatne wynagrodzenie i poczucie docenienia.
Coraz częściej obserwuje się także bezrobocie wśród osób z wyższym wykształceniem, posiadających wiedzę, doświadczenie i kompetencje. Do tego dochodzi doświadczenie inflacji oraz brak majątku pokoleniowego. To pierwsza generacja, która w zdecydowanej większości, aby zamieszkać we własnym domu lub mieszkaniu, była zmuszona zaciągać kredyt hipoteczny na 25-30 lat.
Jak podaje "Business Insider", polscy milenialsi zarabiają mniej niż ich rówieśnicy na Zachodzie i rzadziej posiadają nieruchomości na własność czy osiągają niezależność finansową. W ekonomii zjawisko to określa się mianem "efektu blizny" – osoby te wchodziły na rynek pracy w okresie wysokiego bezrobocia, co przełożyło się na ich późniejsze niższe dochody. Wpychano ich także w "elastyczne formy zatrudnienia", które często oznaczały umowy pozbawione stabilności i bezpieczeństwa.
Nie maja pieniędzy i bezpieczeństwa
Dodatkowo pokolenie to doświadczyło masowej emigracji zarobkowej. Gdy milenialsi mieli około 20 lat, wielu z nich wyjeżdżało do pracy do Norwegii, Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Część pozostała na stałe, a osoby, które wróciły, często odczuwają skutki tych decyzji do dziś – między innymi w postaci osłabionych więzi rodzinnych.
Nawet ci, którzy zdołali się dorobić i wrócić do Polski, by prowadzić własne firmy, nierzadko funkcjonują w większym dystansie emocjonalnym wobec rodziców i rodzeństwa.
Jest to również pokolenie wychowane w kulturze nadmiernej pracy, ambicji i przekonaniu, że tylko ciężką pracą można osiągnąć sukces. Dziś wielu 30- i 40-latków nadal funkcjonuje w warunkach niepewności zawodowej, często na umowach niestabilnych, w branżach niedających poczucia bezpieczeństwa.
To z kolei wpływa na decyzje życiowe – coraz mniej osób decyduje się na stałe związki, małżeństwo czy rodzicielstwo. Niskie i niepewne dochody, brak stabilnych umów oraz ograniczony dostęp do mieszkań sprawiają, że milenialsi rzadziej decydują się na kredyty, a coraz rzadziej mogą też liczyć na wsparcie rodzinne w postaci odziedziczonych nieruchomości.
Plusem dla tego pokolenia jest rosnący popyt na pracę milenialsów, wynikający z niekorzystnych zmian demograficznych. Według prognoz Polskiego Instytutu Ekonomicznego do 2035 roku rynek pracy skurczy się o ponad 2 miliony pracowników, co oznacza, że obecni 30- i 40-latkowie nadal będą potrzebni pracodawcom. Jak podaje "Business Insider", "największe braki dotkną edukacji, przemysłu i ochrony zdrowia".
Być może w przyszłości milenialsi w wieku 40-50 lat odczują większą stabilizację zawodową i finansową, jednak w obliczu alarmująco niskiego wskaźnika dzietności nie musi to oznaczać poprawy ogólnej sytuacji życiowej. Pojawiają się nawet prognozy, że nie tylko wydłuży się wiek emerytalny, ale również, że część dzisiejszych rodziców może nie dożyć momentu przejścia na emeryturę w tradycyjnej formie, ze względu na zmiany w strukturze systemu gospodarczego i demograficznego.
Ciąży na nich ciężar odpowiedzialności
Jak zauważa wielu ekspertów, milenialsi to tzw. pokolenie kanapkowe – żyjące pomiędzy odpowiedzialnością za dzieci a koniecznością opieki nad starzejącymi się rodzicami. Wisi nad nimi presja niedoboru usług publicznych oraz brak stabilizacji w wielu obszarach życia.
Jednocześnie jest to pokolenie, które jako pierwsze w tak świadomy sposób podchodzi do rodzicielstwa – często konfrontując się z własnymi doświadczeniami z dzieciństwa i próbując je przepracować, by świadomie budować relacje z własnymi dziećmi.
Doświadczenie rodzicielstwa przez milenialsów również ma swoją specyfikę. W wielu przypadkach mieszkają daleko od swoich rodzin (bo np. wyjechali do pracy czy na studia do większego miasta), co sprawia, że nie mogą korzystać z codziennego wsparcia dziadków w takim stopniu, jak wcześniejsze pokolenia. Brak bliskiej, regularnej pomocy w opiece nad dziećmi – zarówno w wymiarze organizacyjnym, jak i emocjonalnym – oznacza większe obciążenie dla młodych rodziców.
W efekcie codzienność rodzicielska staje się bardziej wymagająca i mniej "wspólnotowa" (o ile nie stworzysz sobie swojej nowej "wioski" zbudowanej najczęściej ze znajomych), co również może wpływać na decyzje o posiadaniu mniejszej liczby dzieci lub rezygnacji z powiększania rodziny. Wszystkie te czynniki sprawiają, że doświadczenie milenialsów jest wyjątkowo złożone i wielowymiarowe.
To pokolenie funkcjonujące na styku wysokich oczekiwań społecznych, niepewności ekonomicznej i zmian demograficznych. Ich sytuacja w dużej mierze pokazuje, jak bardzo współczesny świat pracy i rodziny oddalił się od modeli znanych wcześniejszym generacjom.
Źródło: businessinsider.com.pl, pie.net.pl, ec.europa.eu, stat.gov.pl
Zobacz także




