
Milenialsi coraz częściej wracają do tego, co znają z dzieciństwa – smaków, filmów, muzyki i analogowego stylu życia. Moda na nostalgię nie jest już sentymentalną ciekawostką, ale reakcją na przebodźcowanie i zmęczenie cyfrowym światem. Rok 2026 ma być momentem, w którym analogowe życie wraca do łask na dobre.
Powrót do przeszłości i mody "z tamtych lat"
Od pewnego czasu obserwuję, że wśród mojego pokolenia – milenialsów – panuje swoista "moda na nostalgię". Jako dorośli ludzie, często już także rodzice, coraz chętniej wracamy myślami do rzeczy, które kojarzą nam się z dzieciństwem. Odbywamy sentymentalne podróże do miejsc z przeszłości, sprawdzając, jak bardzo się zmieniły. Sięgamy po smaki dzieciństwa: słodycze, ulubione potrawy i przekąski, które po latach wracają na sklepowe półki.
Najsilniej nostalgia objawia się jednak w kulturze filmach, bajkach i muzyce z czasów naszego dorastania. Dzisiejsi rodzice z przyjemnością pokazują je swoim dzieciom, sami czerpiąc radość z powrotów do znanych obrazów i melodii. To powrót nie tylko do konkretnych treści, ale też do emocji i poczucia bezpieczeństwa, jakie im towarzyszyły.
Z dorastaniem w latach 80. i 90. wiąże się jeszcze jedna istotna kwestia – wychowanie w świecie całkowicie analogowym. Owszem, początek lat 2000. przyniósł raczkujący internet i coraz powszechniejsze telefony komórkowe, jednak przez długi czas funkcjonowaliśmy bez świadomości cyfrowego, zaawansowanego świata, w którym dziś żyjemy.
Tamte lata charakteryzowały się wolniejszym tempem życia, mniejszym stresem i większym skupieniem na aktywnościach, które pozwalały odpocząć głowie. Pierwsze sygnały powrotu do analogowości było widać już w 2025 roku, kiedy milenialsi pół żartem, pół serio przyznawali, że sięgają po "hobby dla emerytów" – szydełkowanie, robienie na drutach, ogrodnictwo czy domowe przetwory.
Dziś jednak ten trend przestał być żartem. Rok 2026 został ogłoszony – m.in. przez "Forbes" – rokiem odejścia od cyfrowego świata na rzecz życia analogowego.
To głównie reakcja na pęd życia
To reakcja na powszechne przebodźcowanie, zawrotne tempo życia i nieustanny przepływ informacji. Żyjemy w świecie, w którym bezrefleksyjnie scrollujemy ekrany przez wiele godzin, zamiast skupiać się na spokoju i dobrostanie psychicznym. Jako społeczeństwo jesteśmy zmęczeni i coraz częściej – świadomie lub podświadomie – szukamy sposobów na spowolnienie i obniżenie poziomu stresu.
Analogowe aktywności stają się więc swego rodzaju odtrutką na cyfrową nadprodukcję bodźców. Co ciekawe – i dość ironiczne – popularność tego trendu zaczęła się właśnie w mediach społecznościowych. Już w 2024 roku pisano o kiełkującym na TikToku trendzie "judytowania", inspirowanym postacią Judyty z filmu "Nigdy w życiu!".
Bohaterka po rozwodzie porzuciła wielkomiejskie życie, przeprowadziła się na wieś, zbudowała dom z ogrodem i postawiła na prostotę oraz codzienne rytuały niezwiązane z nowymi technologiami. To symboliczny, bardzo polski przykład tęsknoty za spokojem i sprawczością.
Rok później, w 2025 roku, podobne tendencje zaczęły być widoczne wśród przedstawicieli pokolenia Z. W mediach społecznościowych młodzi ludzie pokazywali swoją fascynację prostymi, analogowymi czynnościami oraz technologiami popularnymi w latach 80. i 90. – kasetami magnetofonowymi, aparatami analogowymi, walkmanami czy discmanami. Dla nich nie jest to wyłącznie moda, lecz także forma buntu wobec rzeczywistości, w której niemal co godzinę pojawiają się nowe technologie i cyfrowe nowinki.
Potrzebujemy wytchnienia w analogowym życiu
Jak tłumaczy "Forbes", młodzi ludzie są już tak mocno zanurzeni w cyfrowych rozwiązaniach, że sami zaczynają organizować sobie "odwyki" od technologii. Powrót do dawnych trendów sprawił, że na nowo docenili proste, czasochłonne zajęcia, które sprzyjają wyciszeniu układu nerwowego i dają poczucie realnego kontaktu z rzeczywistością.
Analogowe życie nie jest dziś ucieczką w przeszłość ani nostalgiczną fanaberią. To świadomy wybór i odpowiedź na świat, który stał się zbyt szybki, zbyt głośny i zbyt cyfrowy. Rok 2026, ogłoszony rokiem życia analogowego, pokazuje, że potrzeba zwolnienia tempa, autentyczności i namacalnych doświadczeń staje się coraz silniejsza – niezależnie od wieku i pokolenia.
Paradoksalnie to właśnie w epoce sztucznej inteligencji i algorytmów coraz więcej osób odkrywa wartość ciszy, powtarzalnych czynności i prawdziwych relacji – z ludźmi, przedmiotami i samym sobą. Analogowy trend nie neguje, że technologie są i są nam potrzebne. Przypomina jednak, że to człowiek, a nie ekran, powinien być w centrum codziennego życia. Jeśli rok 2026 ma czegoś nauczyć, to tego, że czasem, by iść naprzód, trzeba na chwilę się zatrzymać.
Źródło: businessinsider.com.pl
