
Wystarczy chwila nieuwagi – albo świadome zignorowanie przepisów – by dać dzieciom bardzo konkretną lekcję, jak działa świat. Podczas majowej wycieczki rowerowej nauczycielka zauważyła coś, co trudno zignorować: dorosłych nagminnie przejeżdżających na czerwonym świetle. Jej refleksja pokazuje, że w przestrzeni publicznej uczymy nie tylko własne dzieci, ale całe młodsze pokolenie.
Przestrzeganie przepisów drogowych na rowerze
Wiosenne, pierwsze ciepłe dni oraz długi majowy weekend sprzyjają wycieczkom rowerowym i aktywnemu spędzaniu czasu na świeżym powietrzu.
Rodzice, którzy wybierają taką formę wspólnego czasu z dziećmi, nie tylko mają szansę nauczyć je przestrzegania przepisów ruchu drogowego. To także doskonała okazja do przekazywania zasad funkcjonowania w społeczeństwie.
Rodzic jako pierwszy wzór do naśladowania dla dziecka
Nie od dziś wiadomo, że dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych – w szczególności swoich rodziców. Kiedy widzą, jak mama czy tata respektują zasady ruchu drogowego albo właściwie zachowują się względem innych osób obecnych na chodniku, ulicy czy ścieżce rowerowej, naturalnie przejmują te wzorce.
To, że rodzic jest wzorem do naśladowania dla dziecka, nie jest tylko psychologicznym truizmem, ale codzienną lekcją, którą serwujemy najmłodszym przy każdej okazji – również tej, w której wsiadamy na rower.
Warto jednak pamiętać, że nie tylko nasze dzieci nas obserwują. Jesteśmy częścią większej społeczności, a nasze zachowanie widzą także inne dzieci i nastolatkowie, których mijamy na ulicy. To dla nich również sygnał, co jest akceptowalne, a co nie – i czy warto dane zachowania powielać.
Pani Zuzia o czerwonym świetle na warszawskich skrzyżowaniach
To wszystko może brzmieć dość ogólnie, ale ostatnio, podczas majówki, napisała o tym bardzo trafny post dr Zuzanna Jastrzębska-Krajewska, znana w mediach społecznościowych jako Pani Zuzia.
"Byliśmy dziś z dziećmi na rowerach. Na dużych skrzyżowaniach ze światłami nagminnie dorośli ludzie (sami mężczyźni) przejeżdżali na czerwonym świetle na rowerach. I ja rozumiem, że ludzie dorośli podejmują wiele decyzji. Również tych niezgodnych z prawem, mniej odpowiedzialnych.
Ale jest coś takiego jak postawa społeczna. Te sytuacje z jeżdżeniem na czerwonym świetle miało miejsce na naprawdę największych warszawskich skrzyżowaniach" – napisała na Facebooku nauczycielka, opisując sytuację widzianą na ulicach Warszawy.
Problem nie dotyczy zresztą wyłącznie obserwacji Pani Zuzi – z podobnym oburzeniem o tym, że inni rowerzyści łamią przepisy drogowe, wypowiadają się także sami cykliści, którzy widzą, że przejeżdżanie na czerwonym świetle czy ignorowanie pieszych psuje wizerunek całej grupy.
Dzieci (nie tylko nasze) nas obserwują
Jako matka, ale też osoba, która ma silne poczucie bycia częścią społeczeństwa, trudno się z tym nie zgodzić. Pani Zuzia zapewne pisała nie tylko z perspektywy rodzica, ale również nauczycielki – osoby, która na co dzień kształtuje postawy młodych ludzi i chce dawać dobry przykład. Sama wielokrotnie podkreśla, że wychowanie to nie tylko miłość, to też odwaga, by reagować na złe zachowania swojego dziecka – a ta sama zasada działa również wtedy, gdy chodzi o nasze własne, dorosłe wybory. W dalszej części wpisu Jastrzębska-Krajewska zauważa:
"I tak, ci ludzie nie są odpowiedzialni za moje dzieci. Ale dzieci uczą się przez naśladownictwo. Nie tylko przez obserwację swoich rodziców. Mamy na sobie odpowiedzialność społeczną za młodych ludzi. Tam też stali młodzi chłopcy, którzy czekali na czerwonym.
Dzieciaki nas obserwują. I myślę, że po prostu postawy w sprawach niebezpiecznych są szczególnie ważne. I oczywiście, nie chodzi o to, że mamy teraz być najświętsi. Ale ważne, żebyśmy wiedzieli, że przestrzeń publiczna to nie tylko wspólne dobro… i w sumie wiadomo, nie zmienię tym wpisem świata".
I właśnie w tym tkwi sedno problemu – w codziennych, pozornie drobnych wyborach, które podejmujemy bez większego zastanowienia.
Przejechanie na czerwonym świetle może wydawać się błahostką, zwłaszcza gdy nic się nie stanie – np. nie doprowadzimy do żadnego wypadku itp. Ale dla dziecka obserwującego taką sytuację jest to konkretna lekcja. Są przecież trzy rzeczy, których dzieci nauczą się od ciebie przez obserwację – i sposób, w jaki traktujemy zasady ruchu drogowego, plasuje się w ich czołówce.
Lekcja tego, że przepisy można naginać, jeśli jest wygodnie, i że bezpieczeństwo bywa kwestią uznaniową. A tu jeszcze często dochodzi fakt, że dorosłym można robić coś, co dla dzieci jest kategorycznie zabronione – nie mówię tu o spożywaniu alkoholu tylko o respektowaniu przepisów ruchu drogowego, które dla wszystkich są takie same.
Odpowiedzialność społeczna w przestrzeni publicznej
Nie chodzi o to, by żyć pod nieustanną presją bycia idealnym i dawania najlepszego przykładu wszystkim. Mechanizm jest podobny do tego, jaki ujawnia się w sytuacji, gdy dzieci wyśmiewali imię kolegi z przedszkolnej grupy, a wszystkiemu winni rodzice okazują się ich własni opiekunowie – maluchy bez refleksji powielają to, co usłyszały i zobaczyły w domu.
Chodzi raczej o świadomość, że w przestrzeni publicznej jesteśmy dla innych punktem odniesienia – nawet jeśli zupełnie się tego nie spodziewamy. Być może nie zmienimy świata jednym zachowaniem, ale możemy realnie wpłynąć na sposób myślenia choćby jednego dziecka, które akurat patrzy. A to już całkiem dużo.
Zobacz także
