Na zdjęciu nauczycielka wyciera tablicę.
Wiele szkół zatrudnia nauczycieli tylko na czas zajęć dydaktycznych. pexel.com

Część nauczycieli co roku "traci pracę" tuż przed wakacjami. Dane MEN pokazują skalę zjawiska, które coraz częściej staje się standardem, przy okazji budząc poważne pytania o stabilność systemu edukacji.

REKLAMA

Choć szkoły od lat zmagają się z brakami kadrowymi, równolegle narasta inny problem — część nauczycieli co roku traci pracę tuż przed wakacjami. Dane Ministerstwa Edukacji pokazują, że to nie jednostkowe przypadki, ale zjawisko, które dotyczy tysięcy osób.

Umowy "od września do czerwca" — schemat zamiast wyjątku

Chodzi o nauczycieli zatrudnianych na czas określony, najczęściej od września do końca czerwca. Taka umowa wygasa wraz z zakończeniem roku szkolnego, co oznacza, że w wakacje pedagodzy zostają bez wynagrodzenia, bez składek i bez pewności zatrudnienia od września.

Jak wynika z danych resortu edukacji, w roku szkolnym 2024/2025 zawarto ponad 106 tys. umów na czas określony. Z tej liczby aż 8,5 tys. zakończyło się w czerwcu, czyli tuż przed wakacjami.

Choć Karta Nauczyciela dopuszcza umowy czasowe, powinny być one stosowane tylko w konkretnych sytuacjach, np. na zastępstwo lub ze względu na organizację pracy szkoły. Okazuje się jednak, że coraz częściej stają się standardem. Skutkiem tego jest to, że nauczyciele funkcjonują w ciągłej niepewności. Nie wiedzą, czy po wakacjach wrócą do tej samej szkoły, a co gorsze — w wakacje nie mają dochodu ani płaconych składek.

Pisaliśmy o tym szerzej w tekście umowa do czerwca, do widzenia w wakacje, dane MEN pokazują brutalną prawdę — to właśnie tam znalazły się pierwsze pełne liczby z Systemu Informacji Oświatowej, które ujawniły, że problem dotyczy ponad 8 procent nauczycieli zatrudnionych na umowach czasowych. Wcześniej środowisko mówiło o "kilkuset przypadkach" — okazało się, że skala jest nawet kilkadziesiąt razy większa.

Warto podkreślić, że to nie tylko problem pracowniczy. To także kwestia stabilności szkoły jako miejsca, w którym dzieci budują relacje i poczucie bezpieczeństwa.

Co to oznacza dla uczniów?

Rotacja kadry nie pozostaje bez wpływu na uczniów. Nauczyciel, który nie ma pewności zatrudnienia, trudniej buduje długofalowe relacje z klasą. Szkoła, w której co roku zmienia się część zespołu, traci ciągłość i stabilność.

A to właśnie one są kluczowe, szczególnie dla młodszych dzieci i nastolatków, którzy potrzebują przewidywalności i poczucia stabilności. To zresztą tylko jeden z powodów, dla których pedagodzy odchodzą z zawodu — szerzej tłumaczyliśmy to w tekście nauczyciele odchodzą ze szkół, "nie będę pracowała za miskę ryżu", gdzie sami rozmówcy wskazują na łańcuch przyczyn: niskie pensje, brak szacunku, biurokrację i właśnie niepewność zatrudnienia.

MEN: przepisy są, trzeba je stosować

Resort edukacji podkreśla, że podstawową formą zatrudnienia powinna być umowa na czas nieokreślony. Umowy terminowe są wyjątkiem, ale (jak pokazują dane) w wielu szkołach stały się praktyką. Jednocześnie MEN wskazuje, że w przypadku nadużyć nauczyciele mogą dochodzić swoich praw np. w sądzie lub zgłaszać sprawy do Państwowej Inspekcji Pracy.

To podejście resortu skomentowaliśmy już wcześniej w artykule duża grupa nauczycieli w wakacje zostaje bez pieniędzy, wiceminister "radzi": idźcie do sądu. Wiceminister Henryk Kiepura odsyła pedagogów do sądów pracy i PIP, ale w praktyce mało kto z tego korzysta — większość boi się konfliktu z dyrekcją albo liczy, że umowa zostanie przedłużona we wrześniu. Prawnicy oświatowi mówią wprost: dopóki to pracownik ma "pójść do sądu" zamiast pracodawcy stosować się do prawa, mechanizm będzie działał dalej.

To zresztą nie pierwszy raz, gdy resort odsyła nauczycieli z konkretnym problemem na drogę proceduralną zamiast zaproponować realne rozwiązanie. Doskonale pokazuje to spór o nadgodziny — pisaliśmy o nim w tekście nauczyciele chcieli uczciwego rozliczenia nadgodzin, nowa propozycja da im zarobić… mniej, gdzie według wyliczeń związkowców propozycja MEN sprawi, że dyplomowany nauczyciel za godzinę ponadwymiarową dostanie 40 zł zamiast 85 zł. To dokładnie ta sama logika: problem realny, odpowiedź kosmetyczna.

Problem, który wraca co roku

To nie jest nowy temat. Środowisko nauczycielskie od lat zwraca uwagę na ten mechanizm. Z jednej strony słyszymy o brakach nauczycieli w szkołach, z drugiej — o osobach, które co roku "wypadają" z systemu na dwa miesiące. Skala tej luki jest dziś dramatyczna i opisaliśmy ją w analizie od prestiżu do wstydu, nauczyciele wstydzą się swojego zawodu, gdzie cytujemy badanie Librusa: aż 67,5 proc. polskich nauczycieli zgłasza wypalenie zawodowe, a ponad połowa cierpi na związane z nim problemy somatyczne — od bezsenności po lęk.

I choć formalnie wszystko odbywa się w ramach obowiązujących przepisów, skala zjawiska budzi coraz większe wątpliwości. W sumie trudno mówić o stabilnym systemie edukacji, jeśli jego fundament — czyli nauczyciele — funkcjonuje w tak niepewnych warunkach. Tym bardziej że w tle dzieje się jeszcze niż demograficzny, powolny spadek liczby uczniów i równoległa dyskusja o reformach systemowych. Każdy z tych elementów z osobna byłby do udźwignięcia. Razem składają się na obraz zawodu, do którego coraz mniej osób chce wchodzić.

Źródło: strefaedukacji.pl