smutna kobieta
Nauczyciele dzwonią i nie mogą się dodzwonić. Telefon wsparcia pęka w szwach. fot. Pexels.com

Telefon zaufania dla nauczycieli uruchomiony przez Fundację Twarze Depresji cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Liczba połączeń jest tak duża, że dyżury trzeba było rozszerzyć o dodatkowy dzień. Rozmowy ujawniają skalę problemów – od pracy z uczniami po poważne kryzysy zawodowe i prywatne.

REKLAMA

Od listopada działa ogólnopolski telefon zaufania dla nauczycieli prowadzony przez Fundację Twarze Depresji. Zainteresowanie przerosło oczekiwania organizatorów — w samym kwietniu odebrano 30 połączeń, a rozmowa potrafi trwać nawet 50 minut. To dowód, że nauczyciele potrzebują przestrzeni, której system im nie daje.

Telefon nie milknie — bezpłatne wsparcie dla pedagogów

Numer jest bezpłatny, a rozmowy prowadzą psychologowie. Początkowo linia była czynna tylko raz w tygodniu – w poniedziałki. Od marca, ze względu na ogromne zainteresowanie, dyżury odbywają się także we wtorki w godzinach 13–17.

Inicjatywa nie wzięła się znikąd. Coraz głośniej mówi się o tym, że pedagodzy są pozostawieni sami sobie również w sytuacjach zewnętrznych ataków — pisaliśmy o tym w tekście nauczyciele chcą mieć rzecznika swoich praw, do MEN trafił ważny dokument, w którym opisaliśmy interpelację posła Marcina Józefaciuka w sprawie powołania Rzecznika Praw Nauczycieli i Pracowników Oświaty. Argumentacja jest ta sama, co fundacji: bez wsparcia zostanie jeszcze mniej osób gotowych pracować z dziećmi.

Jak mówi psycholog i koordynator poradni fundacji Antonina Dudek-Olejniczak:

"W naszej Fundacji działa też 5 dni w tygodniu telefon zaufania dla dorosłych, może z niego korzystać każdy obywatel, ale uruchomiliśmy osobny dla nauczycieli, gdyż uważamy, że jest to grupa zawodowa szczególnie niezaopiekowana pod kątem psychologicznym".

Kolejka po rozmowę — jedno połączenie nawet 50 minut

Zainteresowanie przerosło oczekiwania organizatorów. W samym kwietniu odebrano 30 połączeń. Problemem okazał się czas rozmów – jedna może trwać nawet do 50 minut. To oznacza, że w ciągu jednego dyżuru można pomóc tylko kilku osobom.

"Dużo nauczycieli skarżyło się, że czekają długo w kolejce, że nie mogą się dodzwonić. Wynikało to m.in. z tego, że telefoniczna rozmowa z naszym psychologiem może trwać do 50 min. Jeżeli w ciągu dnia są to cztery długie rozmowy, to pozostali oczekujący nie mogą się dodzwonić. Dlatego uruchomiliśmy telefon także w drugi dzień" – tłumaczy przedstawicielka fundacji.

Na początku nauczyciele dzwonili głównie z pytaniami dotyczącymi pracy z uczniami. Chcieli wiedzieć, czy dobrze reagują w trudnych sytuacjach i jak wspierać dzieci z ADHD, spektrum autyzmu czy depresją.

Z czasem rozmowy zaczęły dotyczyć spraw osobistych. Coraz częściej pojawiały się tematy mobbingu, konfliktów w pracy i przeciążenia obowiązkami. Dużym problemem okazał się też brak równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, co prowadzi do wypalenia zawodowego.

Skala tego zjawiska jest dziś dramatyczna. Pisaliśmy o niej w tekście od prestiżu do wstydu, nauczyciele wstydzą się swojego zawodu — według badania dobrostanu zawodowego Librusa aż 67,5 proc. nauczycieli zmaga się z wyczerpaniem, a 56,2 proc. cierpi na związane z nim problemy somatyczne: kłopoty ze snem, napięcie, lęk. Telefon zaufania to dla wielu z nich pierwszy kontakt ze specjalistą — bo na gabinet w swojej miejscowości czekaliby miesiącami.

Rodzice i system dokładają presji

Każda próba egzekwowania zasad może kończyć się konfliktem. Rodzice coraz częściej reagują negatywnie na działania nauczycieli, a nawet zgłaszają skargi do dyrekcji i kuratorium.

Nauczyciele muszą dokumentować niemal każdy krok swojej pracy. Do tego dochodzą ciągłe zmiany w systemie edukacji. Szkoła zamiast stabilności doświadcza nieustannej rewolucji. Doskonale obrazuje to artykuł nauczyciele odchodzą ze szkół, "nie będę pracowała za miskę ryżu" — w którym pedagodzy wprost przyznają, że nieustanne pretensje rodziców i poczucie braku szacunku to dziś jeden z głównych powodów rezygnacji z zawodu, na równi z niskimi pensjami.

W efekcie wielu nauczycieli rezygnuje z pracy. Młodzi nie chcą wchodzić do zawodu, a doświadczeni pracownicy decydują się na wcześniejsze emerytury.

Dane ZUS pokazują skalę zjawiska. Od 1 września 2024 do 31 marca 2026, tylko w województwie podkarpackim przyznano 98 wcześniejszych emerytur nauczycielom – 35 w Jaśle i 63 w Rzeszowie. Trend jest ogólnopolski i potwierdzają go inne raporty branżowe — nie tylko pensje i stres, ten jeden powód sprawia, że nauczyciele odchodzą opisuje, że zjawisko obejmuje już 18 europejskich krajów, a do klasycznych powodów (zarobki, biurokracja) dochodzą czynniki, których wcześniej w ogóle się nie brało pod uwagę — w tym sam hałas w szkolnych korytarzach.

Co dalej z linią dla nauczycieli?

Każde 30 połączeń w miesiącu to zarazem dobra i zła wiadomość. Dobra — bo pokazuje, że nauczyciele chcą rozmawiać i sięgają po pomoc, jeśli jest realnie dostępna. Zła — bo pokazuje, że ta pomoc jest jednym dyżurem, który się zakorkował. Fundacja Twarze Depresji utrzymuje cały swój model konsultacji wyłącznie z darowizn, więc rozszerzanie linii zależy od finansowania, a nie od decyzji ministerstwa. Pytanie tylko, czy resort oświaty kiedyś samo postawi na profesjonalne wsparcie psychologiczne dla pedagogów — czy ten obowiązek dalej będzie spoczywał na fundacjach.

Źródło: nowiny24.pl

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl