Na zdjęciu wyciągnięta ręka - symbol prośby o pomoc
14-letni chłopiec nie wytrzymał presji. unsplash.com

14-letni Mateusz z Susza zginął po tym, jak został potrącony przez pociąg. Śledczy badają, czy chłopiec był wcześniej ofiarą nękania i hejtu w szkole i czy to przyczyniło się do jego śmierci.

REKLAMA

Śmierć 14-letniego Mateusza z Susza. Prokuratura bada wątek przemocy rówieśniczej

Trwa śledztwo w sprawie tragicznej śmierci 14-letniego Mateusza z miejscowości Susz w województwie warmińsko-mazurskim. Chłopiec zginął 16 kwietnia po tym, jak znalazł się na torach kolejowych i został potrącony przez pociąg pendolino relacji Warszawa Zachodnia – Gdynia Główna.

Chłopiec wyszedł do szkoły, ale nigdy do niej nie dotarł. Zamiast tego pojechał rowerem na pobliskie torowisko. Zginął na chwilę przed godziną 9.

Ustalenia prokuratury

Jak informują śledczy, wszystko wskazuje na to, że nastolatek targnął się na własne życie. Postępowanie prowadzone jest m.in. w kierunku artykułu 151 Kodeksu karnego.

Prokuratura Rejonowa w Iławie bada, czy do tragedii mogły przyczynić się osoby trzecie. Śledczy sprawdzają m.in. wątek uporczywego nękania oraz przemocy rówieśniczej.

Z ustaleń wynika, że dzień przed zdarzeniem mogło dojść do incydentu w szkolnej szatni, który może mieć związek z naruszeniem nietykalności cielesnej chłopca. Ten wątek również jest analizowany.

W ramach śledztwa zabezpieczono telefony komórkowe oraz rozpoczęto przesłuchania świadków, w tym nieletnich. Materiał dowodowy ma zostać przekazany do sądu rodzinnego.

Śledczy potwierdzają także, że tuż przed śmiercią chłopiec wysłał wiadomość do swojej matki. Jej treść została zabezpieczona i jest analizowana w kontekście prowadzonego postępowania.

Prokuratura podkreśla, że sprawa jest na wczesnym etapie, a wszystkie okoliczności zdarzenia są nadal wyjaśniane.

Reporterski obraz Susza. "Tu jest dzicz"

Dziennikarka Aleksandra Tchórzewska w reportażu naTemat pokazuje, że 14-letni Mateusz nie miał już sił dłużej żyć — "Tu jest dzicz, w tym Suszu". Jej rozmówczynie — matki byłych i obecnych uczennic miejscowej szkoły podstawowej — opowiadają o mechanizmach znieczulicy, które miały trwać latami.

Amelia, absolwentka szkoły w Suszu, mówi reporterce, że nawet śmierć kolegi niczego w placówce nie zmieniła. Relacjonuje, że na korytarzach wciąż dochodzi do aktów okrucieństwa wobec zmarłego:

– Sprawcy nękania chodzą po szkole i drwią z tej tragedii. Śmieją się: "zaraz też rzucę się pod pociąg" naTemat.pl. Wyzywają Mateusza nawet po śmierci – wyznaje Amelia w rozmowie z reporterką.

Z tej samej szkoły osiem lat wcześniej — jak relacjonuje Tchórzewska — inna matka, Justyna, musiała zabrać swoją córkę, która również była ofiarą wyzwisk i plucia we włosy. Dziewczynka zostawiła matce list pożegnalny. Mieszkańcy Susza w rozmowach z reporterką opisują system wzajemnych powiązań, który ich zdaniem chroni rzekomych oprawców i paraliżuje nauczycieli.

Prawnik o odpowiedzialności nieletnich

Reporterka zapytała też o kwestię, która wzbudza najwięcej społecznych emocji — czy nieletni sprawcy nękania w ogóle mogą ponieść konsekwencje. Odpowiedzi udzielił jej mec. Oskar Skoczylas, adwokat i karnista.

Prawnik wyjaśnia, że utrwaliło się błędne przekonanie, jakoby nieletni pozostawali całkowicie bezkarni — tymczasem odpowiadają oni przed sądem rodzinnym na podstawie ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich, która posługuje się szerszym niż Kodeks karny pojęciem demoralizacji.

Podkreśla on jednak, że celem takich postępowań nie jest odwet, ale wychowanie młodego człowieka, który dopuścił się czynu zabronionego naTemat.pl. System zakłada, że osoby poniżej pewnego wieku wymagają oddziaływań wychowawczych, a nie kar represyjnych.

Mec. Skoczylas dodaje, że w skrajnych przypadkach można rozważać również odpowiedzialność dorosłych — dyrekcji lub nauczycieli — np. na podstawie przepisów o narażeniu na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia, choć w praktyce przypisanie odpowiedzialności karnej bywa bardzo trudne. Bardziej realna jest odpowiedzialność dyscyplinarna na podstawie Karty Nauczyciela.

Przemoc rówieśnicza — problem, który nie kończy się po dzwonku

Wątek przemocy rówieśniczej, który bada prokuratura, wpisuje się w coraz poważniejszy problem społeczny. Psychologowie alarmują, że współcześnie szkolna przemoc trwa 24 godziny na dobę — klasowe grupy w komunikatorach i media społecznościowe sprawiają, że dziecko nie znajduje wytchnienia nawet po powrocie do domu.

Badania pokazują, że dwoje na troje dzieci w Polsce doświadczyło przemocy rówieśniczej. Eksperci zwracają uwagę, że wyśmiewanie i zastraszanie przez rówieśników może przybierać różne formy — od werbalnych ataków po wykluczenie i cyberprzemoc — a każda z nich zostawia trwałe ślady w psychice dziecka.

Jak rozmawiać z dzieckiem, które może przeżywać trudności

Specjaliści podkreślają, że kluczowe znaczenie ma codzienna, uważna obecność rodzica. Terapeutka Kelsey Mora wskazuje, że rozmowa to podstawa w budowaniu relacji z dzieckiem — dzieci, które na co dzień widzą, że w domu można mówić o emocjach, łatwiej przychodzą po wsparcie w kryzysie.

Pomocne może być też proste pytanie. Warto czasem po prostu zapytać swoje dziecko, czego się boi — taka rozmowa, prowadzona w spokojnej atmosferze, pozwala wychwycić ukryte lęki, które nastolatek może ukrywać. Szczególnie że starsze dzieci i młodzież często boją się odrzucenia, oceny i porażki wśród rówieśników — a tego typu emocje zwykle nie są widoczne gołym okiem.

Jeśli potrzebujesz wsparcia

Jeśli ty lub twoje dziecko przeżywacie trudny czas, warto sięgnąć po pomoc specjalistów.

  • Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111 (bezpłatny, anonimowy)
  • Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym: 800 70 2222 (całodobowy, bezpłatny)
  • Kryzysowy Telefon Zaufania: 116 123 (codziennie 14:00–22:00)
  • W nagłej sytuacji zagrożenia życia: 112 lub najbliższy oddział ratunkowy / szpital psychiatryczny.

    Pamiętaj — proszenie o pomoc to oznaka siły, nie słabości.