dziecko w wózku na spacerze
Rodzice z dziećmi są w przestrzeni publicznej gorzej postrzegani niż palacze. fot. Jose G. Ortega Castro/Unpslash

W Polsce od kilku lat rośnie niechęć do dzieci. Coraz więcej rodziców mówi o braku cierpliwości, empatii i zrozumienia w przestrzeni publicznej. Komentarze z sieci pokazują, że najmłodsi czasem są traktowani gorzej niż dorośli z nałogami. Jak można powiedzieć, że obok stref dla palaczy powinny być "strefy bez kaszojadów"?

REKLAMA

Polacy nienawidzą dzieci

W Polsce w ostatnich latach coś wyraźnie zmieniło się w społecznym postrzeganiu dzieci. W naszym kraju rodzi się ich coraz mniej, młodzi ludzie niechętnie decydują się na rodzicielstwo, więc maluchów w przestrzeni publicznej z roku na rok ubywa. Coraz bardziej odzwyczajamy się od tego, że dzieci płaczą, bywają niesforne, śmieją się i uczą życia społecznego poprzez doświadczenie.

Brak cierpliwości i empatii w zabieganym społeczeństwie

Żyjemy też w czasach pośpiechu – jesteśmy przemęczeni i przebodźcowani, a być może stąd bierze się nasz brak cierpliwości. Razem z nim pojawia się niestety także deficyt życzliwości i empatii. Wielu rodziców przyznaje, że coraz częściej mają dość oceniania w przestrzeni publicznej – spotykają się z oceniającymi spojrzeniami pasażerów w komunikacji miejskiej czy uszczypliwymi komentarzami w restauracjach, gdy przychodzą tam z dziećmi.

Zdaję sobie sprawę, że część tych nieprzychylnych reakcji może wynikać z wcześniejszych negatywnych doświadczeń – na przykład z udziałem rodziców, którzy nie stawiają dzieciom żadnych granic w przestrzeni publicznej. Jednak wiele takich sytuacji ma swoje źródło w zwykłej niechęci do dzieci tylko dlatego, że zachowują się… jak dzieci. To pokazuje, dlaczego dorośli w Polsce nie lubią dzieci – odpowiedzi bywają zaskakujące nawet dla samych rodziców.

Wiem to, bo sama jestem matką i również zdarzyło mi się doświadczyć takich nieprzyjemnych zachowań – mimo że nie zrobiłam niczego niewłaściwego, a moje dzieci należą do tych, którym zawsze zwracam uwagę i staram się, by były jak najmniej uciążliwe w urzędach czy przychodniach.

Spacer w chmurze dymu papierosowego

Ostatnio trafiłam na Threads na post matki, która napisała o tym, że podczas spacerów stara się wybierać takie trasy, by jej dziecko nie musiało wdychać dymu papierosowego:

"Jednym z największych wyzwań idąc z dzieckiem na spacer jest omijanie palaczy. Serio. Myślałam, że palenie przestaje być 'modne', ale nie. Ani to zdrowe, ani przyjemne wchodzić z dzieckiem w chmurę papierosowego dymu. Całym sercem jestem za wprowadzeniem stref, poza którymi palenie będzie zakazane. Stref oczywiście w formie zamkniętych pomieszczeń, żeby palacze nie musieli się dzielić tą trucizna z postronnymi osobami" – napisała użytkowniczka o nicku @prawodozdrowia.

Najmłodsi gorsi niż palacze

I dziś wydawałoby się, że palenie papierosów jest już powszechnie postrzegane jako szkodliwy nawyk. Tymczasem pod wpisem kobiety najwięcej osób zwróciło jej uwagę, że – oczywiście w ich opinii – jest roszczeniową matką, która nie chce, żeby jej dziecko było biernym palaczem. Pojawił się nawet komentarz: "I strefy wolne od dzieci, chciałbym posiedzieć w ciszy spokoju bez wrzasku kaszojadów".

Jest tego więcej, co wyraźnie pokazuje, że nasze społeczeństwo ma dziś mniej szacunku i zrozumienia dla dzieci (które przecież dorosną) niż dla dorosłych, którzy szkodzą nie tylko sobie, ale i swojemu otoczeniu. Tymczasem zdaniem ekspertów i wielu rodziców dzieci nie powinny być wykluczane w przestrzeni publicznej – można zrobić "wagony ciszy", a nie "bez dzieci".

Dzieci jako problem, a nie część społeczeństwa

To nie jest tylko kwestia pojedynczych komentarzy w internecie, ale szerszego trendu, który coraz częściej widać w codziennych sytuacjach. Dzieci zaczynają być postrzegane jako problem, który należy wyciszyć, ukryć albo usunąć z pola widzenia, zamiast jako naturalną część społeczeństwa. A przecież to właśnie one uczą się od nas – dorosłych – czym jest wspólnota, empatia i wzajemny szacunek.

Podobnie było w historii, gdy płaczące dziecko w tramwaju to dla wielu problem – tak dorośli uczą się nienawiści, a dzieci od najmłodszych lat odbierają sygnał, że ich obecność jest niechciana.

Hejt wobec rodziców a kryzys demograficzny

Jeśli więc reagujemy na ich obecność irytacją i niechęcią, trudno oczekiwać, że w przyszłości będą tworzyć bardziej wrażliwe i otwarte społeczeństwo. Trzeba też sobie głośno powiedzieć, że w takich warunkach ogólnego hejtu wobec rodziców i dzieci, nie ma też się co dziwić, że młodzi nie chcą albo boją się decydować na rodzicielstwo. Nieprzypadkowo Polska się wyludnia – rekordowo niska dzietność każe postawić pytanie, kto naprawdę nie chce dzieci – i czy aby na pewno problem leży tylko po stronie młodego pokolenia.

Gdybym codziennie miała do czynienia z takimi nieprzyjemnymi komentarzami i widziała jak ludzie traktują obecność dzieci, w życiu bym nie zdecydowała się na bycie rodzicem albo wyjście z dzieckiem w miejsca publiczne, bo bałabym się hejtu.