płaczące dziecko
Płaczące dziecko w miejscu publicznym to dla rodzica spore wyzwanie. storyblock.com

Jedna sytuacja z płaczącym dzieckiem w tramwaju pokazała dwie skrajnie różne postawy dorosłych kobiet. Jedna reakcja wpłynęła negatywnie na matkę dziecka, druga natomiast przyniosła jej realne wsparcie i ulgę w trudnej chwili. Ta historia pokazuje, jak empatia – lub jej brak – wpływa dziś na rodziców i dzieci w przestrzeni publicznej.

REKLAMA

Bycie z dzieckiem (lub dziećmi) w przestrzeni publicznej bywa dla rodziców naprawdę trudnym wyzwaniem. Najczęściej jesteśmy w takich miejscach po to, by coś załatwić – mamy konkretny cel i określone zadanie do wykonania. Musimy jednak pogodzić to z nieprzewidywalnością, która jest nieodłączną częścią opieki nad dziećmi – bez względu na miejsce.

Płaczące dziecko wywołało dwie różne reakcje u kobiet

Nigdy nie wiadomo, kiedy dziecko nagle będzie potrzebowało skorzystać z toalety, poczuje się zmęczone, przebodźcowane albo zapragnie natychmiast wrócić do domu. Nie chodzi o to, że współcześni rodzice – jak twierdzą niektórzy krytycy – pozwalają dzieciom "wchodzić sobie na głowę".

Chodzi raczej o to, że matki i ojcowie dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zwracają uwagę na emocje oraz stan psychofizyczny swoich dzieci i starają się dostosować do ich potrzeb, szanując ich odczucia i granice. O jednej z takich sytuacji, w której mama próbowała ukoić emocje dziecka, napisała użytkowniczka Threads:

"Trudna sytuacja dziś w tramwaju – syn płakał, nie umiałam go ukoić, a jakaś baba na siedzeniu za nami coś fuknęła, skomentowała niemiło i się przesiadła (luz, też bym się przesiadła, jakbym mogła, ale po co te komentarze?). Natomiast pani motornicza... słuchajcie, otworzyła drzwi od swojej kabiny (siedzieliśmy na samym przedzie) i zapytała, czy młody chce zamknąć wszystkie drzwi w tramwaju przyciskiem w jej kabinie. Nie chciał co prawda, ale mnie się tak miło zrobiło, że chciała nas wesprzeć".

Brakuje nam wszystkim empatii

W tej jednej scenie widzimy dwie postawy, z których żadna nie wymagała wielkiego wysiłku. Zarówno pasażerka, jak i motornicza mogły zareagować na płaczące dziecko na różne sposoby, ale każda wybrała inną reakcję.

To doskonale pokazuje, jak niewiele potrzeba, by okazać empatię, życzliwość i wsparcie. Czasem wystarczy jedno pytanie lub drobny gest, który rozładuje napięcie, odwróci uwagę dziecka od trudnych emocji i pomoże mu się uspokoić.

Z kolei reakcja oceniającej, negatywnie nastawionej pasażerki sprawiła jedynie, że źle poczuła się mama malucha – osoba, która i tak była w trudnej sytuacji. W takich momentach postawa otoczenia ma ogromne znaczenie – może dodać rodzicom otuchy i poczucia zrozumienia albo sprawić, że po całym zdarzeniu zostaną z wyrzutami sumienia, wstydem i niechęcią do wychodzenia z dzieckiem z domu.

Pod postem kobiety pojawiło się wiele innych przykładów, które podawali rodzice. Tacy, którzy spotkali się z brakiem życzliwości i wręcz nienawiścią w różnych publicznych miejscach. Wszystkie te historie są okropnie smutne.

To właśnie z takich doświadczeń biorą się głosy wielu rodziców, którzy mówią wprost, że w przestrzeni publicznej spotykają się z hejtem, a dzieci traktowane są jak problem, a nie naturalna część społecznego życia. Tymczasem odrobina empatii nie kosztuje nic, a może naprawdę wiele zmienić.

Czytaj także: