Na zdjęciu nauczycielka z dziećmi robi dekorację szkolną.
Nauczyciele wykonują dodatkową pracę, której nie mają w swoich obowiązkach. pexel.com

Nauczyciele nie tylko uczą, ale często wykonują też szereg dodatkowych zadań, które nie zawsze mają bezpośredni związek z dydaktyką. W wielu szkołach to właśnie oni odpowiadają za rzeczy, które tak naprawdę nie należą do ich oficjalnych obowiązków.

REKLAMA

Szkoła to nie tylko lekcje, sprawdziany i oceny. To także cała masa dodatkowej pracy, bez której placówka miałaby utrudnione funkcjonowanie. Problem w tym, że bardzo często wykonują ją nauczyciele, mimo że nie zawsze mają ją wpisaną w zakres obowiązków. I nie chodzi tu o pojedyncze sytuacje, ale o codzienność w wielu szkołach.

Nie tylko nauczanie, ale wszystko wokół

W teorii nauczyciel odpowiada za edukację, wychowanie i opiekę nad uczniami. W praktyce często zajmuje się także rzeczami, które w innych miejscach pracy należą do zupełnie innych specjalistów.

Prowadzenie szkolnej kroniki, robienie zdjęć z wydarzeń, przygotowywanie dekoracji, pisanie scenariuszy uroczystości, aktualizowanie strony internetowej czy prowadzenie szkolnych profili w mediach społecznościowych — to tylko część zadań, które trafiają do nauczycieli. Często tylko dlatego, że ktoś musi to zrobić, a nauczyciel potrafi i do tego jest dostępny.

Środowisko pedagogiczne od lat mówi o tym głośno. Nauczyciele wściekli o podwyżki — takie nagłówki regularnie pojawiają się w mediach, ale za frustracją finansową kryje się coś głębszego: poczucie, że nikt nie widzi ogromu pracy, która dzieje się poza tablicą.

Z przyzwyczajenia i z poczucia misji

Przez lata w wielu szkołach wytworzył się model, w którym dodatkowe obowiązki są czymś oczywistym. Starsi nauczyciele traktują to jako element pracy. Młodsi bywają zaskoczeni skalą tych zadań. Na forach nauczycielskich pedagodzy regularnie dyskutują, czy do ich obowiązków naprawdę należy obsługa wszystkich szkolnych wydarzeń albo przygotowywanie materiałów promocyjnych. Teoretycznie nie zawsze. W praktyce bardzo często.

To jeden z powodów, dla których nauczyciele odchodzą ze szkół. Kumulacja niewidocznych obowiązków, brak ich uznania i wynagrodzenia sprawiają, że nawet osoby z powołaniem do zawodu tracą motywację.

Szkoła jak mała instytucja medialna

W ostatnich latach doszedł jeszcze jeden element — presja bycia widocznym jako placówka. Szkoły prowadzą profile w mediach społecznościowych, organizują coraz więcej wydarzeń, dni tematycznych, kiermaszów, pikników, akcji specjalnych. To wszystko wymaga czasu i zaangażowania, a najczęściej trafia właśnie do nauczycieli. Problem polega na tym, że to, co kiedyś było dodatkiem do pracy dydaktycznej, dziś bywa jej stałym elementem.

Co na to prawo?

W Karcie Nauczyciela nie znajdziemy wprost zapisów o prowadzeniu kroniki, robieniu zdjęć czy obsłudze szkolnych mediów społecznościowych. Przepisy mówią jednak, że nauczyciel — w ramach 40-godzinnego tygodnia pracy — wykonuje także "inne zajęcia i czynności wynikające z zadań statutowych szkoły". To bardzo szeroki zapis, który w praktyce daje dyrektorom duże pole do interpretacji.

Jak pokazuje analogiczny spór o wycieczki szkolne — MEN zdecydowało w sprawie wycieczek szkolnych uznając, że mieszczą się w zakresie obowiązków w ramach tych 40 godzin — logika ministerstwa jest taka sama w przypadku wielu innych "niewidzialnych" zadań.

Tym bardziej znaczące jest orzeczenie Sądu Najwyższego z lutego 2025 roku, które daje nadzieję na zmianę. Sąd uznał, że opieka nad uczniami, organizacja wydarzeń czy realizacja projektów edukacyjnych to pełnoprawne godziny nadliczbowe i nauczycielom zapłacą za nadgodziny, jeśli praca wykracza poza 40-godzinny tydzień pracy. To wyrok, który może zmienić sposób, w jaki szkoły i dyrektorzy przydzielają te "dodatkowe" zadania.

Między zaangażowaniem a przeciążeniem

Nie chodzi o to, że nauczyciele nie chcą angażować się w życie szkoły. Wręcz przeciwnie — często robią to z poczucia odpowiedzialności. Problem zaczyna się wtedy, gdy pomoc staje się systemem, a dodatkowe obowiązki przestają być wyborem. Teraz trwają też konsultacje nad nowym systemem ewidencji czasu pracy. MEN wprowadza zmiany w nadgodzinach — i choć intencja jest dobra, część środowiska obawia się, że nowe przepisy mogą sprawić, że wiele z tych niewidocznych zadań nadal nie będzie formalnie uznawanych ani opłacanych.

To temat, który od lat wraca w środowisku nauczycielskim. I choć nie ma jednego prostego rozwiązania, jedno jest pewne — skala tych "niewidzialnych" obowiązków zaczyna być coraz większa, a prawo wciąż za nią nie nadąża.

Źródło: strefaedukacji.pl