
Ministerstwo Edukacji Narodowej szykuje duże zmiany w rozliczaniu czasu pracy nauczycieli. Nowe przepisy mogą sprawić, że nadgodziny będą trudniejsze do uzyskania i gorzej płatne. Zdaniem dyrektora szkoły Roberta Górniaka, wielu nauczycieli może być zaskoczonych tym, co zobaczą na swoich paskach wynagrodzeń.
Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło propozycje zmian dotyczących organizacji pracy nauczycieli. Kluczowe jest wprowadzenie nowej definicji czasu pracy. Ma to być czas, w którym nauczyciel pozostaje do dyspozycji pracodawcy, zarówno w szkole, jak i w innym wskazanym miejscu.
Zmienić ma się także sposób rozumienia nadgodzin. Będą one liczone dopiero po przekroczeniu średnio 40 godzin pracy tygodniowo w danym okresie rozliczeniowym. Warto przypomnieć, że MEN szykuje zmiany w pensum nauczycieli od dłuższego czasu – środowisko pedagogiczne jasno mówi, jakich warunków oczekuje.
Ewidencja czasu pracy pod nadzorem dyrektora
Jedną z największych zmian ma być obowiązek prowadzenia ewidencji czasu pracy. To dyrektor szkoły będzie decydować, czy będzie ona prowadzona w formie papierowej czy elektronicznej oraz jak dokładnie będzie wyglądać raportowanie.
Co ważne, nadgodziny będą uznawane tylko wtedy, gdy zostaną zlecone przez dyrektora lub zgłoszone przez nauczyciela. To oznacza większą kontrolę nad tym, co faktycznie zostanie uznane za dodatkową pracę.
Tymczasem nie brakuje głosów, że etat nauczyciela na 18 godzin to złudzenie – pedagodzy pracują znacznie więcej niż wynika z pensum, a ich obowiązki wykraczają daleko poza lekcje przy tablicy. Nowy system ewidencji po raz pierwszy miałby to realnie uwidocznić.
Groźba „znikania" nadgodzin
Do propozycji MEN odniósł się Robert Górniak, dyrektor szkoły w woj. śląskim i autor profilu „Dealerzy Wiedzy". Jego zdaniem zmiany mogą mieć poważne skutki:
„Najbardziej radykalnym skutkiem wprowadzenia takiego rozwiązania może być drastyczne ograniczenie przyznawanych nauczycielom godzin ponadwymiarowych."
Rozliczenie w skali miesięcy zamiast tygodni
Górniak zwraca uwagę, że nadgodziny będą rozliczane w dłuższych okresach.
„Nadgodziny będą rozliczane w okresach 4- lub 6-miesięcznych. A więc kto w jednym tygodniu wypracuje 20 nadgodzin, ale w kolejnych 4 tygodniach wykaże tylko po 35, nadgodziny zostaną 'wchłonięte' przez braki w tych kolejnych tygodniach."
Wycieczki szkolne poza standardowym czasem pracy
Nowe przepisy zakładają także, że nie wszystkie aktywności będą wliczane do czasu pracy.
„Wycieczki nie będą się liczyć do tak ewidencjonowanego czasu pracy, bo za wycieczkę będzie osobny dodatek, uzależniony od jej długości."
To temat, który już wcześniej wywołał ogromne emocje w środowisku. Gdy MEN zdecydowało w sprawie wycieczek szkolnych, nauczyciele zaprotestowali – część gron pedagogicznych w akcie solidarności zawodowej ograniczyła organizowanie wyjazdów z uczniami.
Dyrektor jako arbiter rozliczeń
Nowy system może zwiększyć rolę dyrektora szkoły. To on będzie zatwierdzał nadgodziny albo sugerował ograniczenie obowiązków.
„Można się spodziewać, że dyrektorzy będą się wnikliwie przyglądać zadaniom wpisywanym przez nauczycieli do ewidencji i kwestionować ich zasadność, polecając ograniczenie tych właśnie czynności."
Niższe stawki za nadgodziny — zaskoczenie na pasku wypłaty
Duże emocje budzi sposób wyliczania wynagrodzenia za nadgodziny. Stawka ma być liczona na podstawie całkowitego czasu pracy, a nie tylko pensum.
„Średnią miesięczną liczbę godzin pracy, a nie liczbę godzin pensum. (...) To też będzie źródłem zaskoczenia na paskach wynagrodzenia, jak dyplomowany nauczyciel zobaczy 40 zł za każdą nadgodzinę zamiast spodziewanych 85 zł."
Tymczasem, jak alarmują dane porównawcze, nauczyciele słusznie narzekają na zarobki – w stosunku do krajów o podobnym poziomie gospodarczym polscy pedagodzy zarabiają nawet cztery do pięciu razy mniej. Jeśli zaproponowany system obniży jeszcze stawki za nadgodziny, może to pogłębić problemy z rekrutacją do zawodu.
Zobacz także
Źródło: portalsamorzadowy.pl
