Na zdjęciu kobieta trzymająca dziecko na rękach.
Kobiety do zapłodnienia in vitro wybrały dawcę. Po latach okazało się, że nasienie zostało podmienione. unsplash.com

Wybrały jednego dawcę i zaufały klinice. Dopiero po narodzinach dziecka pojawiło się poczucie, że coś się nie zgadza. Testy DNA potwierdziły podejrzenia – użyto niewłaściwego nasienia.

REKLAMA

Miało być spełnienie marzenia o rodzinie. Zamiast tego jest historia, która dziś budzi ogromne emocje i stawia pytania o bezpieczeństwo procedur in vitro.

Laura i Beth zdecydowały się na leczenie niepłodności w klinice na północnym Cyprze. Obie wykorzystały własne komórki jajowe i wybrały jednego, konkretnego dawcę nasienia. Zależało im na tym, żeby ich dzieci były biologicznie spokrewnione. Były zapewniane, że tak się właśnie stanie.

„Od początku coś mi nie pasowało"

Pierwsze dziecko przyszło na świat bez komplikacji. Przy drugim porodzie pojawiły się jednak wątpliwości.

— Po narodzinach Jamesa bardzo szybko poczułam, że coś jest nie tak — przyznała Laura. Chodziło o wygląd dziecka, który wyraźnie odbiegał od tego, czego się spodziewały. Na początku próbowały to sobie tłumaczyć, ale z czasem niepokój nie znikał. Chłopiec miał ciemne oczy i oliwkową karnację — niezgodną z danymi dawcy, jakie im przedstawiono. Przez lata żyły więc z poczuciem, że coś mogło pójść nie tak.

Testy DNA nie pozostawiły złudzeń

Po niemal dekadzie zdecydowały się na badania DNA. Wyniki były jednoznaczne — żadne z dzieci nie zostało poczęte z nasienia wybranego dawcy. Co więcej, nie są ze sobą biologicznie spokrewnione. Dla kobiet był to ogromny szok. — Miałyśmy konkretny profil dawcy, jego historię, informacje o zdrowiu. Dziś nie mamy nic — przyznały.

To nie jest odosobniony rodzaj problemu. Jak ujawniło BBC, już wcześniej co najmniej setki dzieci przyszły na świat z genem raka z powodu groźnej mutacji w nasieniu dawcy — materiał genetyczny z jednej europejskiej kliniki trafił do ośrodków w całej Europie, zanim ktokolwiek wychwycił problem.

To nie jest pojedynczy przypadek

Jak ustaliło BBC, podobne sytuacje mogą dotyczyć także innych rodzin korzystających z klinik w tym regionie. Kilka z nich wykonało testy DNA, które potwierdziły ich obawy.

Sprawa trafiła do władz, a lokalne ministerstwo zdrowia zapowiedziało wszczęcie dochodzenia. Eksperci podkreślają, że pojedyncze błędy w procedurach in vitro zdarzają się bardzo rzadko. Jednak sytuacja, w której podobne nieprawidłowości dotyczą kilku rodzin, może wskazywać na poważniejsze zaniedbania systemowe.

Dlaczego akurat Cypr Północny? Turystyka medyczna i jej ryzyka

Północny Cypr od lat przyciąga osoby szukające leczenia niepłodności. Kliniki oferują niższe ceny, szeroki wybór dawców i procedury niedostępne w wielu innych krajach. Problem w tym, że system kontroli jest tam znacznie mniej restrykcyjny niż np. w Wielkiej Brytanii czy krajach Unii Europejskiej.

To sprawia, że pacjenci decydują się na leczenie w miejscach, gdzie standardy nie są tak ściśle nadzorowane. Zjawisko wyjazdów za granicą po medyczną pomoc w zajściu w ciążę nie jest nowe — surogacja to żyła złota nie tylko na Ukrainie, a Polacy od lat korzystają z klinik w krajach o mniej rygorystycznym prawie, gdzie procedury są tańsze, ale jednocześnie mniej nadzorowane. Specjaliści od dawna ostrzegają: brak regulacji oznacza zerowe bezpieczeństwo dla pacjentów.

Warto przypomnieć, że leczenie niepłodności to nie tylko in vitro — a tam, gdzie in vitro jest konieczne, kluczowe jest podejście multidyscyplinarne i pełna transparentność kliniki, w tym informacje o dawcach i stosowanych procedurach.

„Nie chodzi o wygląd. Chodzi o prawdę"

Dla rodzin to nie jest tylko kwestia medycznego błędu. To pytanie o tożsamość dzieci i prawo do prawdy.

— Nie chodzi o to, żeby dziecko wyglądało jak my. Chodzi o to, żeby nie musieć go okłamywać — mówi jedna z kobiet, która również podejrzewa nieprawidłowości w leczeniu.

To wyzwanie, z którym mierzą się rodziny na całym świecie — niezależnie od tego, czy korzystają z komórki jajowej dawczyni, czy nasienia dawcy. Jak opisuje mamadu.pl historia matki, która zajdła w ciążę dzięki in vitro z komórką jajową dawczyni, prawo dziecka do wiedzy o swoim pochodzeniu to temat, z którym rodziny muszą się zmierzyć od samego początku — opartym na prawdzie, nie na tajemnicy.

Standardy, które różnią życie od dramatu

Przypadek Laury i Beth pokazuje, jak wielka jest różnica między kliniklą działającą w sprawdzonym systemie regulacji a placówką funkcjonującą poza nim. W Polsce i w krajach UE kliniki in vitro działają według ściśle określonych norm. Jak podkreślają specjaliści, w klinikach leczenia niepłodności przynoszących dobre efekty przestrzeganie najwyższych standardów jakości i bezpieczeństwa to fundament, a nie opcja — właśnie dlatego możliwe jest minimalizowanie ryzyka powikłań.

„Wciąż jesteśmy rodziną"

Mimo wszystko, rodziny podkreślają jedno — ich relacje się nie zmieniły. Dzieci wiedzą już, że nie łączy ich więź biologiczna, ale nie wpłynęło to na ich wzajemną relację.

— Wychowaliśmy się razem. Wciąż jesteśmy rodziną — mówią.

Źródło: bbc.com/polska