
Chwila nieuwagi jednego kierowcy potrafi całkowicie zablokować przestrzeń dla innych. W intrenecie pojawiło się zdjęcie "mistrza parkowania", który zablokował cały chodnik dla pieszych i rodziców z wózkami. W takich sytuacjach to piesi muszą się dostosować, często kosztem własnego bezpieczeństwa. Najbardziej odczuwają to ci, którzy i tak mają najmniej swobody w poruszaniu się po mieście.
Miasta nie są stworzone dla rodziców z dziećmi – przekonałam się o tym wielokrotnie, przemieszczając się z wózkiem zarówno chodnikami, jak i komunikacją miejską, na przykład po Warszawie.
W niektórych miejscach chodniki są bardzo wąskie, w innych auta parkują w taki sposób, że trudno przejść pieszym, a co dopiero rodzicom z wózkami czy osobom z niepełnosprawnościami poruszającym się na wózkach inwalidzkich.
Już nie wspominając o braku wind czy podjazdów przy przejściach podziemnych – takie rozwiązania w urbanistyce nie powinny mieć miejsca, a jednak wciąż się zdarzają. Największym problemem z perspektywy matki, która porusza się po mieście z wózkiem i nie ma do dyspozycji samochodu, są jednak inni kierowcy.
Parkowanie na chodniku blokuje pieszych i rodziców z wózkami
Często kierowcy nie zwracają uwagi na to, że ich sposób parkowania skutecznie uniemożliwia przejście pieszym i osobom z wózkami w miejscach do tego przeznaczonych. Mam tu na myśli przede wszystkim parkowanie na chodnikach w taki sposób, który fizycznie uniemożliwia przejście. Jestem kierowcą i wiem, że w dużych miastach, zwłaszcza w centralnych dzielnicach, znalezienie miejsca parkingowego bywa trudne.
To jednak nie uprawnia nikogo do parkowania w sposób utrudniający poruszanie się innym użytkownikom – na przykład zajmowania całej szerokości chodnika i zmuszania pieszych do schodzenia na jezdnię.
Takie przechodzenie z chodnika na ulicę, poruszanie się nią i powrót na chodnik z wózkiem jest nie tylko uciążliwe, ale przede wszystkim niebezpieczne. Zawsze istnieje ryzyko, że nadjedzie samochód, którego kierowca nas po prostu nie zauważy – a szokujące sceny w Warszawie, gdzie pieszy zostaje potrącony przez kierowcę wyjeżdżającego z parkingu, pokazują, że takie zagrożenie jest jak najbardziej realne.
Wirusowe zdjęcie i komentarz: „kobiety z wózkiem pozdrawiają egoistę"
Skala problemu widoczna w sieci
Ostatnio zdjęcie przedstawiające taką sytuację wywołało w sieci spore poruszenie. Na portalu „Tablica-rejestracyjna" kierowcy, piesi i inni uczestnicy ruchu mogą dodawać zdjęcia wraz z widocznymi numerami tablic rejestracyjnych pojazdów.
Pomijając kwestie publikacji danych, RODO czy stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uznał, że numery rejestracyjne nie są danymi osobowymi i mogą być publikowane, w serwisie widać przede wszystkim skalę problemu. To obrazy sytuacji, w których kierowcy zupełnie nie liczą się z innymi uczestnikami ruchu. Pod jednym z najnowszych zdjęć, dodanym 1 kwietnia 2026 roku, pojawił się komentarz: „Kobiety z wózkiem pozdrawiają egoistę".
Rodzice z wózkami mają szczególnie „pod górkę"
Na fotografii widać samochód zaparkowany na granicy jezdni i chodnika, tuż przy słupie znaku drogowego. W efekcie piesi być może mogliby się przecisnąć, choć z trudem, ale przejście obok auta i słupa z wózkiem dziecięcym na klatce schodowej i w miejskiej przestrzeni jest praktycznie niemożliwe. Rodzice i opiekunowie dzieci są w tej sytuacji zmuszeni ominąć przeszkodę i pokonać ten fragment drogi ulicą.
Jako matka wielokrotnie znajdowałam się w podobnych sytuacjach. Z wózkiem, torbami i dzieckiem próbowałam przeciskać się między samochodami, słupami i krawężnikami, często rezygnując z bezpieczeństwa i schodząc na jezdnię.
Dziś żałuję, że ani razu nie zdecydowałam się wezwać policji. W wielu takich przypadkach kierowca bez wątpienia otrzymałby mandat, a może następnym razem zastanowiłby się dwa razy, zanim zostawił auto w tak nieodpowiedni sposób.
Wstyd i empatia – co naprawdę może zmienić sytuację?
Publikowanie zdjęć z widocznymi tablicami rejestracyjnymi może dla niektórych być formą zawstydzenia, które skłoni do zmiany zachowania. Nie mam jednak pewności, czy to rzeczywiście skuteczna metoda i czy wstyd jest w stanie cokolwiek tu zmienić na dłuższą metę.
Warto zauważyć, że problem dotyczy szerszego kontekstu – braku szacunku wobec słabszych uczestników ruchu. Gdy matka biegnąca z dzieckiem do autobusu spotyka się z brakiem empatii ze strony kierowcy, a rodzice muszą walczyć o każdy centymetr przestrzeni, problem przestaje być jednostkowy – staje się systemowy.
Również kwestia miejsca parkingowego dla rodzica z dzieckiem od lat budzi kontrowersje, bo choć przepisy formalnie nie chronią takich miejsc, ich zajmowanie przez osoby bez dzieci dobitnie pokazuje, jak mało kierowcy myślą o potrzebach innych.
Nie bez powodu organizacje miejskich aktywistów od lat apelują o zmiany prawne. W Polsce piesi i kierowcy wciąż toczą spór o to, do kogo należy chodnik – a Ministerstwo Infrastruktury odrzuciło już postulat zakazu parkowania całych aut na chodnikach, uznając go za nieracjonalny.
Chciałabym zaapelować o coś znacznie prostszego – o empatię i szacunek wobec innych. Bo poza czubkiem własnego nosa warto czasem dostrzec, że nie jesteśmy jedynymi uczestnikami ruchu drogowego.
Zobacz także
