
Zima w mieście cieszy dzieci, ale dla wielu rodziców szybko staje się koszmarem. Nieodśnieżone chodniki, lód i wysokie hałdy śniegu sprawiają, że spacer z wózkiem bywa niewykonalny. Najbardziej poszkodowani są rodzice małych dzieci i osoby z niepełnosprawnościami.
Śnieg w mieście nie zawsze jest fajny
Za oknem od prawie 2 tygodni mamy iście zimową aurę – dzieci się cieszą ze śniegu, dorośli wzdrygają się na samą myśl o przebywaniu na mrozie. Niskie temperatury i opady śniegu utrzymają się wg prognoz pogody w naszym kraju jeszcze jakiś czas. Ten fakt wielu cieszy – szczególnie rodziców i dzieci, które w I turze, czyli już w 2. połowie stycznia, będą miały ferie zimowe.
Dzięki pogodzie nawet ci, którzy nigdzie nie wyjadą, będą mogli pobawić się z dziećmi na śniegu i będą mieli okazję, by pójść na sanki czy zorganizować kulig. Niestety, śnieg w mieście nie jest dla wszystkich taką atrakcją. Dla rodziców niemowlaków i małych dzieci oraz dla opiekunów osób na wózkach inwalidzkich przejście przez miasto zimą to jak przemierzanie toru przeszkód.
Spacer z dzieckiem w wózku, który latem był przyjemnością, zimą jest czasami niewykonalne. Nieodśnieżone chodniki, warstwa ubitego śniegu, lód i wysokie hałdy przy przejściach sprawiają, że zwykłe wyjście z domu bywa wyzwaniem ponad siły.
W wielu miastach chodniki przez długie dni w ogóle nie są odśnieżane. Śnieg zalega na nich warstwami, a po kilku dniach zmienia się w twardą, nierówną skorupę. Pchanie wózka w takich warunkach wymaga ogromnego wysiłku, a czasem jest po prostu niemożliwe. Są miejsca, gdzie przejście całkowicie blokują metrowe zwały śniegu zepchnięte z jezdni. Nie da się ich ominąć, nie da się przez nie przejechać, a często nie ma też jasnej informacji, kto odpowiada za ich usunięcie.
Zaśnieżony chodnik? Rodzice zmuszeni do przejścia ulicą
Szczególnie trudna sytuacja dotyczy osiedli i chodników wzdłuż ruchliwych ulic, także na terenach wiejskich. Teoretycznie są one dla pieszych, w praktyce zimą przestają spełniać swoją funkcję.
Rodzice z wózkami schodzą na jezdnię, ryzykując bezpieczeństwo, albo zawracają, bo dalsza droga jest nie do pokonania. Podobnie osoby z niepełnosprawnościami poruszające się na wózkach – dla nich nawet niewielka warstwa śniegu może oznaczać całkowitą barierę. Nie ma więc co się dziwić, że wielu rodziców rezygnuje zimą z wyjść na świeże powietrze.
Sama pamiętam, jak przyszło mi iść z wózkiem dosłownie ulicą, bo długi odcinek chodnika praktycznie w środku miasta w ogóle nie był odśnieżony. Zamiast spaceru rodzice wybierają pozostanie w domu, bo każda próba przedarcia się przez zaspy z niemowlakiem w wózku kończy się zmęczeniem, złością i poczuciem bezsilności. A przecież ruch, nawet krótki spacer, jest ważny i dla dzieci, i dla dorosłych.
Problem nie dotyczy tylko rodzin z małymi dziećmi. To także codzienność seniorów, osób poruszających się o kulach czy na wózkach inwalidzkich. Miasta, które na co dzień mówią o dostępności i równości, zimą często o tych hasłach zapominają.
Warto przypomnieć, jak wygląda to od strony prawnej. Zgodnie z przepisami obowiązek odśnieżania chodników spoczywa zazwyczaj na właścicielach lub zarządcach nieruchomości przylegających do chodnika. Jeśli chodnik znajduje się bezpośrednio przy posesji, to jej właściciele odpowiadają za jego uprzątnięcie.
W przypadku chodników miejskich, placów czy przejść odpowiedzialność ponosi gmina lub miasto, ale wszyscy wiemy, jak to z tą odpowiedzialnością bywa w dużych miastach. Problem w tym, że w praktyce granice te bywają niejasne, a brak reakcji oznacza, że przez wiele dni nikt nic z tym nie robi. A skutki tej bierności najbardziej odczuwają najsłabsi.
