
Kryzys demograficzny to problem nie tylko Polski, ale i innych krajów, w tym Rosji. Władze sięgają tam po coraz bardziej kontrowersyjne metody, by zwiększyć dzietność i wpłynąć na decyzje kobiet. Granica między polityką społeczną a ingerencją w prywatne życie zaczyna się niebezpiecznie zacierać.
Kryzys demograficzny dotyka nie tylko Polskę
Kryzys demograficzny w Polsce od kilku lat jest realnym i poważnym problemem. Młodzi ludzie coraz rzadziej decydują się na posiadanie dzieci, a wskaźnik dzietności już od dawna nie zapewnia zastępowalności pokoleń.
To oznacza, że w perspektywie najbliższych dekad możemy zmierzyć się z poważnymi wyzwaniami gospodarczymi, a także – całkiem prawdopodobnie – z koniecznością podniesienia wieku emerytalnego.
Nie jest to jednak zjawisko zaskakujące. Socjologowie od lat podkreślają, że spadek dzietności jest naturalnym etapem rozwoju społeczeństw.
Co ciekawe, z bardzo podobnym – a w niektórych aspektach nawet poważniejszym – problemem zmaga się Rosja. Już w 2023 roku Władimir Putin podczas oficjalnego wystąpienia alarmował o kryzysie demograficznym, odwołując się do przeszłości i wielodzietnych rodzin naszych prababek. Podkreślał, że rodzina powinna stać się "normą" i fundamentem państwa – nie tylko w sensie społecznym, ale też duchowym i moralnym.
Sytuację Rosji dodatkowo pogorszyła wojna w Ukrainie. W jej wyniku życie straciło wielu mężczyzn, a kolejni opuścili kraj, uciekając przed mobilizacją. Już wcześniej liczba urodzeń była niska, ale w ostatnich latach problem znacząco się pogłębił. Obecnie wskaźnik dzietności wynosi tam około 1,4 – dla porównania w Polsce w 2025 roku było to zaledwie 1,1, podczas gdy do prostej zastępowalności pokoleń potrzebny jest poziom 2,1.
Rosyjskie władze od lat próbują odwrócić ten trend. Wprowadzono różnego rodzaju zachęty finansowe – od ulg podatkowych po świadczenia dla kobiet w ciąży, obejmujące nawet nieletnie uczennice. Przywrócono również stalinowski program "Matki Bohaterki", w ramach którego kobiety rodzące co najmniej dziesięcioro dzieci otrzymują państwowe odznaczenia i nagrodę finansową o wysokości miliona rubli.
Rząd namawia do współżycia w pracy
Na tym jednak nie koniec. W przestrzeni publicznej pojawiały się nawet sugestie, by młodzi ludzie wykorzystywali przerwy w pracy na współżycie, a władze wprowadziły tworzenie rejestrów ciąż czy rozważały ograniczanie dostępu do urządzeń cyfrowych dla bezdzietnych par. Wszystko po to, by – w teorii – zachęcić obywateli do zakładania rodzin, zamiast spędzania wieczorem czasu na np. oglądaniu seriali.
Równolegle wprowadzono rozwiązania o charakterze ideologicznym. W Rosji obowiązuje zakaz tzw. propagandy bezdzietności, czyli promowania stylu życia bez dzieci. Choć aborcja pozostaje legalna, w niektórych regionach ogranicza się możliwość informowania o niej, a część prywatnych klinik rezygnuje z wykonywania zabiegów w obawie przed konsekwencjami.
W 2026 roku pojawiły się kolejne pomysły. W całym kraju zorganizowano modlitwy o wzrost dzietności i ograniczenie liczby aborcji. Jak cytuje "The Telegraph", modlitwa brzmiała następująco:
"Módlmy się do Pana, aby nasi bracia i siostry, dręczeni grzesznymi myślami o dzieciobójstwie, zostali wyrwani z tej bezmyślnej ciemności i doszli do pokuty i zrozumienia prawdy". Słowa modlitwy zatwierdził nawet Święty Synod Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.
Zobacz także
Nie chcesz dzieci? Wyślą cię na terapię
Jednocześnie Ministerstwo Zdrowia wprowadza kontrole zdrowia reprodukcyjnego. Kobiety podczas wizyt lekarskich mają deklarować swoje plany prokreacyjne – a jeśli nie planują dzieci, mogą zostać skierowane na konsultację psychologiczną, by "wypracować pozytywne nastawienie do macierzyństwa". Co znamienne, podobne pytania nie są przewidziane w ankietach dla mężczyzn.
W opinii części rosyjskich władz i komentatorów to już nie tylko kwestia polityki społecznej, ale wręcz przetrwania narodu. Pojawiają się głosy, że bez tego dojdzie do zagłady.
A teraz wyobraźmy sobie, że ktoś w Polsce wpada na pomysł, by ratować demografię w podobnym stylu – z obowiązkowymi deklaracjami, "korygowaniem" poglądów kobiet i subtelnym sugerowaniem, że ich główną rolą jest jednak rodzenie dzieci. Już niedawno był taki, który mówił o wprowadzeniu "mody na dzieci".
Oczywiście wszystko w trosce o przyszłość państwa, gospodarki i – jakże by inaczej – moralności. Feministki zapewne znów przesadzają, bijąc na alarm, że to ograniczanie wolności. Przecież chodzi tylko o to, żeby kobiety "myślały właściwie". A że przy okazji ktoś zacznie im zaglądać w najbardziej prywatne decyzje życiowe?
Cóż, najwyraźniej w imię wyższych celów granice prywatności też potrafią się dziwnie szybko przesuwać. I kto wie – może to wcale nie jest tak odległy scenariusz, jak niektórym się wydaje.
Źródło: wysokieobcasy.pl
