chłopiec bawi się na placu zabaw
W Polsce w ostatnich latach zamiast przedwiośnia od razu wchodzimy w pogodę typowo majową. fot. Jonathan Meyer/Pexels

Zima w Polsce potrafi skończyć się z dnia na dzień. Jeszcze niedawno dzieci wychodziły z domu w czapkach i puchowych kurtkach, a już w weekend na placach zabaw pojawiły się krótkie rękawy i szorty. Przy 15-16 stopniach wielu rodziców naprawdę nie wie już, jak właściwie ubrać dziecko. Niektórzy przeginają.

REKLAMA

Z zimy prosto w letnie temperatury

Jeszcze tydzień temu wiele z nas rano skrobało szyby w samochodach i narzekało na mróz, który nie chciał odpuścić, mimo tego że w dzień bywało już dosyć ciepło. Dzieci wychodziły do szkoły i przedszkola w czapkach i cienkich puchówkach. A potem, właściwie z dnia na dzień, przyszła wiosna. Temperatura nagle skoczyła do 15-16 stopni. Słońce zaczęło świecić tak, że człowiek automatycznie chciał zdjąć z siebie połowę zimowej garderoby.

Takie nagłe przejścia między porami roku w Polsce zawsze wywołują mały chaos. Najlepiej widać to na placach zabaw. W miniony weekend obserwowałam to z mieszanką rozbawienia i lekkiej frustracji. Mam wrażenie, że jako naród mamy ogromny problem z wypośrodkowaniem w kwestii ubioru w czasie sezonu przejściowego. Albo zimowe opatulanie dzieci po uszy, albo nagle wpadamy na drugi skrajny biegun.

Nie jestem zwolenniczką przegrzewania dzieci. Sama od dawna powtarzam, że przy piętnastu stopniach naprawdę nie trzeba już wyciągać puchowej kurtki i grubej czapki. Dzieci biegają, wspinają się i ruszają dużo więcej niż dorośli, więc bardzo łatwo się przegrzewają. Lżejsza kurtka, bluza, bezrękawnik albo czapka z daszkiem w zupełności wystarczą.

Ale to, co zobaczyłam w weekend na placu zabaw, było dla mnie jednak lekką przesadą. Między huśtawkami i zjeżdżalniami biegały dzieci w krótkich spodenkach i koszulkach z krótkim rękawem, jakby był środek czerwca. Słońce rzeczywiście grzało, ale przecież wciąż jest dopiero początek wiosny. Wystarczyło, żeby na chwilę zaszło za chmurę albo zawiał chłodniejszy wiatr, a od razu robiło się znacznie mniej przyjemnie.

Moje dzieci oczywiście natychmiast zauważyły tę ubraniową wolność. Zaczęły się protesty i przekonywanie, że skoro inne dzieci mogą biegać w krótkich spodniach i koszulkach, to oni też chcą. Tłumaczenia o wietrze, o zmiennej temperaturze i o tym, że dopiero co była zima, nie robiły na nich większego wrażenia. Dla dziecka argument w postaci kolegi w krótkim rękawie jest zwykle najmocniejszy.

Nigdy nie wiadomo, jak się (i dziecko) ubrać

Najbardziej rozbawiło mnie jednak to, co wydarzyło się trochę później. Kiedy słońce zaczęło chować się za blokami, a temperatura zaczęła spadać, te same dzieci, które jeszcze chwilę wcześniej biegały w krótkich rękawach, zaczęły nagle zakładać na siebie kolejne warstwy. Bluzy, kurtki, kamizelki. W pewnym momencie wyglądało to tak, jakby ktoś nagle przypomniał sobie, że jednak jest dopiero marzec.

Dla rodzica taki okres przejściowy jest szczególnie wymagający. Wychodząc z dziećmi z domu, czuję się trochę jak wielbłąd na wyprawie przez pustynię. Rano jest jeszcze zimno i wilgotno, więc dzieci potrzebują cieplejszych rzeczy. W południe robi się prawdziwa patelnia. Po południu znów robi się chłodno. W efekcie do torby trafiają bluzy, czapki, bezrękawniki, a czasem i dodatkowe skarpetki.

Zdarza się, że mam wrażenie, że szybkie przejście z zimy do wiosny dezorientuje nie tylko dzieci, ale przede wszystkim dorosłych. Wszyscy próbujemy zgadnąć, jaki jest właściwy moment, żeby zdjąć zimową kurtkę i pozwolić dzieciom na lżejszy strój. Jedni robią to bardzo ostrożnie i jeszcze długo trzymają się zimowych ubrań.

Jak w tym memie o milenialsach, którzy z tyłu głowy maja teksty babci o tym, że pierwsze ciepło jest zdradliwe i że "w marcu jak w garncu". Inni w pierwszym cieplejszym dniu wyciągają już prawie letnią garderobę.

Dlatego na placach zabaw w takich dniach widać zabawne zestawienia. Obok siebie bawią się dzieci w zimowych czapkach, w bejsbolówkach i zupełnie bez nakrycia głowy. Jedne mają grube kurtki, inne krótkie rękawy. Rodzice spoglądają na siebie nawzajem i zastanawiają się, kto w tej sytuacji przesadza w jedną albo drugą stronę.

I wtedy dochodzę do wniosku, że nie tylko pogoda w Polsce potrafi być skrajna. My również mamy tendencję do skrajności. Zamiast spokojnie przejść z zimy do wiosny, często wykonujemy jeden wielki skok. A potem wszyscy pociągamy nosami, bo przesadziliśmy z ubraniami i się przegrzaliśmy, albo rozebraliśmy się za szybko i zmarzliśmy. I weź tu człowieku bądź mądry...