
Pierwsze wiosenne słońce przynosi radość, ale także rodzicielskie dylematy. Spacer z dzieckiem po chorobie może być prawdziwym testem decyzyjności – czapka, kurtka, bezrękawnik? Każda decyzja wydaje się zbyt ważna, bo nie chcemy, aby dziecko znów się rozchorowało.
W powietrzu wreszcie czuć wiosnę – zima w tym roku była wyjątkowo długa, mroźna i nieugięta. Kiedy więc nastały cieplejsze dni i można włożyć okulary przeciwsłoneczne oraz cieńszą kurtkę, wszyscy ochoczo wyszliśmy z domów, by skorzystać z pięknej pogody.
Od ponad tygodnia place zabaw, parki i deptaki wypełniły się rodzinami z dziećmi, spacerowiczami i opiekunami z psami.
Spacery po chorobie przyprawiają rodziców o ból głowy
Wśród nich są także ci, którzy jeszcze chwilę temu chorowali – w naszym kraju wciąż odnotowuje się wiele zachorowań na grypę, COVID-19 i RSV. Rodzice dzieci po infekcjach często są przewrażliwieni i wyjątkowo ostrożni, jeśli chodzi o ubiór czy zakres swobody, na jaką pozwalają swoim pociechom.
Wiecie, chodzi o tę przysłowiową czapeczkę, którą zakładamy, bo boimy się, że dziecku przewieje uszy. Albo o bezrękawnik, który każemy mu włożyć, żeby nie zmarzło. Albo o siadanie na piasku, bo "dopiero co była zima i ziemia jest jeszcze zmarznięta".
Ostatnio o tych dylematach rodziców dzieci po chorobach nagrała świetny film Monika Janiczek, twórczyni cyfrowa. Trafiłam na jej nagranie na Facebooku – widać, że stało się wiralem, bo wielu rodziców ma podobne doświadczenia, jak autorka wideo. Na filmie widzimy dziecko na spacerze z mamą, która wciąż nie może zdecydować, czy powinno mieć czapkę, czy może już zdjąć kurtkę na placu zabaw. W opisie czytamy:
"[...] Pierwsze ciepłe słońce w lutym, 15 stopni Celsjusza… a ja bez zmian. Paranoja. Załóż czapkę, bo dopiero co byłaś chora. Nie, zdejmij, bo się spocisz. A może jednak załóż... Dobra, trzymaj w ręce na wszelki wypadek. Spacer z dzieckiem po chorobie to nie spacer tylko test decyzyjności".
Zobacz także
Ciężko nam odpuścić, chociaż dla zdrowia – warto
Nagranie ma charakter humorystyczny, jest zabawne, ale pokazuje coś, z czym wielu rodziców naprawdę zmaga się jesienią i wiosną. Z jednej strony wiemy, że przegrzewanie dzieci nie służy ich odporności. Z drugiej, nie chcemy, by znów się rozchorowały, zwłaszcza tuż po infekcji, kiedy organizm może być jeszcze osłabiony.
Eksperci podkreślają, że gdy w lutym jest 15 stopni, nie powinniśmy kierować się kalendarzem, lecz realnymi warunkami za oknem. A jednak z tyłu głowy wciąż słyszymy dociekliwe pytania babć i cioć: "A gdzie ma czapeczkę?", "W tej lekkiej kurtce na pewno je przewieje".
Dziecko naprawdę wie, kiedy jest zimno
Jako mama zawsze wtedy zastanawiam się, jak znaleźć w tym wszystkim złoty środek i po prostu zachować zdrowy rozsądek. Bo przecież każde dziecko jest inne – jedno biega i poci się nawet w chłodniejszy dzień, inne marznie szybciej i rzeczywiście potrzebuje dodatkowej warstwy. Najtrudniejsze jest chyba zaufanie własnej intuicji, oddanie decyzji o ubiorze dziecku (ono naprawdę wie, kiedy mu zimno!) i obserwacja go zamiast kurczowego trzymania się schematów.
Może właśnie ta wiosna jest dobrym momentem, by trochę odpuścić – sobie i dzieciom. Pozwolić im sprawdzić, czy faktycznie jest im ciepło, czy zimno. Dać czapkę do plecaka zamiast na siłę wciskać ją na głowę. I pamiętać, że odporność buduje się także przez kontakt z naturą, ruch i świeże powietrze, a nie tylko przez kolejną warstwę ubrania.
