Na zdjęciu opatulone dziecko w czapce i kurtce
Intencje mamy przeważnie są dobre – zwykle chce, żeby dziecko było porządnie ubrane, innym razem po prostu musi przyspieszyć sam proces ubierania. Na pewno cierpi na tym nauka samodzielności. . storyblock.com

Do naszej redakcji napisała mama, która podczas rodzinnej uroczystości nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Jedenastolatek, a mama zakłada mu "czapeczkę", "zapina kurteczkę" i pyta, czy nie chce siku. "Ja rozumiem troskę, ale to już była przesada" – pisze autorka listu.

REKLAMA

Do naszej redakcji napisała jedna z mam, oburzona zachowaniem pewnej nadopiekuńczej mamy podczas rodzinnej uroczystości. "Nie mogłam na to patrzeć" – zaczyna swój list. "Wiem, że każda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej, ale to, co zobaczyłam, naprawdę przekroczyło granice zdrowego rozsądku."

Impreza rodzinna jakich wiele

Spotkanie odbyło się z okazji urodzin jednego z członków rodziny. Przy dużym stole zasiedli dorośli, dzieci biegały wokół. W powietrzu czuć było ten typowy gwar rodzinnych spotkań – rozmowy, śmiech, zapach jedzenia.

Wszystko byłoby zupełnie zwyczajne, gdyby nie jedna scena

Mama jedenastoletniego chłopca – jedynaka, jak później dodała autorka listu – od początku zachowywała się wobec syna tak, jakby miał co najwyżej cztery lata. Najpierw nakładała mu wszystko na talerz: ziemniaki, "kotlecika", trochę surówki. Chłopiec jednak kręcił nosem: "Tego nie lubię" – grymasił na wszystkie propozycje. "A może tego spróbujesz? Albo może ziemniaczki bez sosu?" – próbowała go dopytać mama. Kiedy w końcu chłopiec westchnął i z wielką łaską zjadł dwa kęsy, mama odsunęła talerz i zaczęła dopytać o potrzeby fizjologiczne: "A może chcesz siku? Dawno nie robiłeś."

"Wtedy już naprawdę było mi ciężko utrzymać kamienną twarz" – pisze nasza czytelniczka. Wszyscy zaczęli patrzeć po sobie, niedowierzając w to, co widzą.

Przygotowanie do "wyprawy" na spacer

"Ale kulminacja nastąpiła później. Po obiedzie dzieci zaczęły się szykować na plac zabaw. Wybiegły do przedpokoju w podskokach, a za nimi – któż inny – nadopiekuńcza mamuśka. Zanim jej syn zdążył cokolwiek powiedzieć, ona już klękała przed nim z czapką w rękach. Najpierw 'czapeczka', żeby cię nie przewiało. I 'kurteczka', bo wcale nie jest tak ciepło – mówiła zapinając szczelnie guziki, wróć – 'guziczki' powinnam powiedzieć."

Chłopiec, zawstydzony, próbował się wyrwać, ale bez skutku

"Pozostałe dzieci patrzyły na to z mieszaniną zdziwienia i rozbawienia. Ja stałam z boku i myślałam: błagam, mamo, przestań. On ma jedenaście lat, nie jedenaście miesięcy."

Czytelniczka przyznaje, że długo nie mogła przestać o tym myśleć. "Nie chcę oceniać, ale trudno było mi na to patrzeć spokojnie. Przecież ten chłopiec za chwilę wejdzie w okres dojrzewania, a ona nadal mówi do niego zdrobnieniami i zakłada mu 'czapeczkę'. Widać było, że jest mu zwyczajnie wstyd przed innymi dzieciakami."

Na koniec nasza czytelniczka dodała: "Każda z nas bywa nadopiekuńcza, ale w pewnym momencie trzeba pozwolić dziecku oddychać. Ja naprawdę rozumiem troskę, ale to już była przesada. I trochę – tak szczerze – bardzo smutny widok."