przyjaciółki i matki podczas spotkania
Gdy zostaje się rodzicem wiele znajomości jest poddanych weryfikacji. fot. Danik Prihodko/Pexels

Po urodzeniu dziecka część moich bezdzietnych znajomości po prostu się rozluźniła. Nie było kłótni ani dramatów – zmieniły się potrzeby, tempo życia i możliwości. W trzecim odcinku cyklu "Mamo, odpuść sobie" napisałam, dlaczego pozwoliłam niektórym relacjom odejść i przestałam mieć z tego powodu wyrzuty sumienia.

REKLAMA
To trzeci odcinek naszego cyklu "Mamo, odpuść sobie". Będziemy w nim opisywać, co warto zostawić za sobą, żeby odetchnąć i poczuć spokój w codziennym rodzicielstwie – od odpuszczenia porównań z innymi mamami, po pozwolenie sobie na małe niedoskonałości. Bo bycie mamą nie oznacza bycia idealną, a dbanie o siebie to nie luksus, tylko fundament zdrowia psychicznego.

Bycie mamą to rola, którą da się pogodzić z innymi

Kiedy zostałam mamą, myślałam, że wszystko da się pogodzić. Dziecko, pracę, związek, pasje i jeszcze spotkania z dawną paczką znajomych. Przecież to tylko kwestia dobrej organizacji – wmawiałam sobie i taki tez przekaz często słyszałam z mediów.

Dziś wiem, że to nie takie proste i że czasem trzeba sobie odpuścić. Nawet jeśli chodzi o wieloletnie znajomości.

Po urodzeniu pierwszego dziecka moje życie wywróciło się do góry nogami. Noce były krótkie, dni długie, a ja funkcjonowałam między karmieniem, spacerem a próbą złapania chwili snu.

W tym samym czasie moi bezdzietni znajomi żyli swoim rytmem. Spontaniczne wyjścia, weekendowe wyjazdy, kolacje planowane tego samego dnia – oczywiście z telefonem do mnie o 13:00, że o 18:00 wychodzimy do kina i na piwo.

Na początku bardzo chciałam nadążyć. Organizowałam opiekę, wymieniałam się z partnerem w opiece nad synkiem, kombinowałam, przekładałam drzemki. Ale coraz częściej czułam, że płacę za to zbyt wysoką cenę – byłam wiecznie zmęczona i sfrustrowana.

W końcu jednak ten etap życia zakończył się: nie było kłótni ani dramatycznych zerwań przyjaźni. Było za to naturalne i powolne rozluźnienie więzi.

Nie każda znajomość jest na całe życie

Z czasem zauważyłam, że przestajemy się rozumieć. Oni nie do końca pojmowali, dlaczego odwołuję spotkanie, bo dziecko ma gorączkę. Dlaczego nie mam siły siedzieć do północy. Dlaczego nie ekscytują mnie te same tematy co kiedyś.

A ja przestałam opowiadać o swoich trudnościach, bo widziałam czasami, jak bardzo powstrzymują się od przewracania oczami. Jakbym stała się stereotypową "matką Polką", która mówi tylko o dzieciach.

Może trochę się nią stałam, bo kiedy masz małe dzieci, to one wypełniają ogromną część twojego świata. Trudno udawać, że jest inaczej.

Najtrudniejsze były momenty, kiedy byłam skrajnie zmęczona. Niewyspana, przebodźcowana, zmęczona odpowiedzialnością. Wtedy spotkania z bezdzietnymi koleżankami bywały dla mnie wyzwaniem. Kiedy słyszałam, że są "wykończone", bo miały intensywny tydzień w pracy, w środku czułam irytację. Myślałam: gdybyś tylko wiedziała.

Dziś wiem, że to nie było sprawiedliwe. Każdy ma prawo do zmęczenia. Każdy dźwiga swój ciężar, ale w tamtym czasie moje emocje brały górę. A ja nie chciałam, żeby ta frustracja niszczyła relacje, więc czasem wybierałam dystans.

Macierzyństwo zmieniło też moje potrzeby. Tak jak w poprzednim felietonie pisałam, że odpuściłam obserwowanie innych matek w sieci, tak w życiu offline zaczęłam szukać ludzi, przy których nie muszę się tłumaczyć.

Którzy rozumieją, że odwołane spotkanie to nie brak szacunku, tylko infekcja w domu. Że czasem chcę pogadać o książce, a czasem wyrzucić z siebie żal po nieprzespanej nocy. Zrozumiałam też, że nie wszystkie znajomości są na całe życie i czasami coś się po prostu kończy.

Dziś moje przyjaźnie są bardziej wspierające

Z dawnej grupy została mi jedna bliska przyjaciółka. Zostałyśmy mamami mniej więcej w tym samym czasie. Paradoksalnie to właśnie macierzyństwo nas do siebie zbliżyło, choć nie rozmawiamy tylko o dzieciach.

Wspieramy się jako kobiety – w pracy, w kryzysach, w zwykłej codzienności. Kawa z nią nie jest raportem z postępów naszych dzieci. Jest chwilą oddechu dla każdej z nas, momentem, kiedy możemy się wyżalić na to co w pracy albo jak wkurza nas mąż.

Reszta znajomości po prostu się rozeszła. Bez żalu. Bez poczucia winy. Czasem wymienimy wiadomość, pogadamy chwilę podczas przypadkowych spotkań na zakupach, czasem polubimy swoje zdjęcia na Insta. I to wystarczy.

Dziś, z perspektywy mamy sześcio- i ośmiolatka, wiem jedno: nie wszystkie relacje są na całe życie w tej samej formie. Niektóre były idealne na etap studiów, inne na czas przed dziećmi. A potem naturalnie się skończyły albo zmieniły. I to jest w porządku.

Mamo, odpuść sobie poczucie winy, że nie masz już czasu i przestrzeni dla wszystkich. Że twoje życie kręci się wokół szkoły, pracy i logistyki. Że czasem wybierasz towarzystwo tych, którzy są w podobnym miejscu.

To nie znaczy, że stałaś się nudna, ani że zamknęłaś się w bańce matek. To znaczy tylko tyle, że chronisz swoją energię. A ona w macierzyństwie jest walutą cenniejszą niż kiedykolwiek wcześniej.