
Po porodzie byłam naprawdę zmęczona. Zawsze w biegu, ale też zawsze gotowa, żeby pojawić się tam, gdzie ktoś oczekiwał mojego uśmiechu i towarzystwa. A przecież czasem najlepsze, co możemy zrobić dla siebie i dla dziecka, to wreszcie odpuścić i wybrać ciszę.
Cisza, której tak bardzo potrzebowałam
Poród wspominam bardzo dobrze, ale to, co się działo później już niekoniecznie. Ból po cesarce, zarwane noce, karmienie piersią, wysysały ze mnie resztki sił, a mimo to nadal utrzymywałam kontakty towarzyskie, jak sprzed zajścia w ciążę.
Wszystkie te spotkania, "kawki", "herbatki" i wizyty, które wydawały się "ważne" w świecie innych mam, powoli zjadały mnie od środka. Czułam zmęczenie fizyczne, ale najgorsze było psychiczne – poczucie, że zawsze powinnam, muszę, nie mogę odmówić.
Decyzja, żeby odpuścić, nie przyszła do mnie tak od razu. Było w tym oczywiście poczucie winy, strach przed odrzuceniem i myśl, że zaraz ktoś pomyśli, że "olewam" i się "nie angażuję". Potem uświadomiłam sobie coś prostego: mój spokój jest ważniejszy. Moje dziecko zasługuje na mamę, która ma energię, a nie na mamę wyczerpaną i złośliwą.
Pierwsze "nie" było dla mnie najtrudniejsze
Pamiętam, jak po raz pierwszy odmówiłam przyjaciółce spotkania.
"Nie, dziś nie przyjdę do ciebie na kawę" – powiedziałam i serce mi zadrżało.
Nauczyłam się jednak, że prawdziwi przyjaciele zrozumieją, a ci, którzy mnie skrytykują, nie są w ogóle warci mojego czasu. Od tego momentu każde "nie" stało się takim balsamem na moją duszę.
Odpoczynek przestał już być luksusem, a stał się moim ratunkiem. Cisza po powrocie ze spaceru z dzieckiem, wieczory z książką i herbatą, bez pogoni za towarzystwem, zaczęły przywracać równowagę w moim życiu.
Zobacz także
Zmiana priorytetów
Zrozumiałam, że nie muszę być wszędzie i ze wszystkimi. Zaczęłam wybierać spotkania, które naprawdę dają mi radość, a reszta przestała istnieć w moim kalendarzu. Odkryłam, że nie muszę być obecna na wszystkich "mama-eventach".
Zaczęłam pytać samą siebie: czy ja naprawdę tego chcę, czy tylko boję się odmówić? Przestałam wychodzić z domu zmęczona tylko po to, żeby komuś było miło. Zamiast kolejnej kawy "na siłę", wybrałam spacer z wózkiem i ciszę w głowie.
Zamiast udowadniać, że "ogarniam wszystko", pozwoliłam sobie nie ogarniać nic poza tym, co najważniejsze. W końcu dotarło do mnie, że moje dziecko nie potrzebuje mamy towarzyskiej, tylko mamy spokojnej.
Czy mam poczucie winy? Ono czasem wraca, ale w takich sytuacjach zawsze sobie przypominam: odpuszczam dla dobra mojego i mojego dziecka. Dzięki temu jestem szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej obecna.
Cisza jako przywilej, nie luksus
Nie chodzi o to, żeby się izolować od znajomych, ale o to, żeby wybierać mądrze. Cisza, spokój, brak presji społecznej – to najlepszy prezent, jaki mogę sobie dać w macierzyństwie. Teraz wiem, że zdrowie psychiczne matki jest fundamentem szczęścia dziecka.
Odkąd nauczyłam się odpuszczać, moje życie naprawdę stało się lżejsze. Spotkania towarzyskie na siłę nie przynoszą szczęścia, tylko zmęczenie i poczucie winy. Lepiej czasem usiąść w ciszy, napić się herbaty i po prostu być – i dla siebie, i dla dziecka.
Droga Czytelniczko, a czy Ty umawiasz się na kolejne spotkania tylko po to, żeby "nie wypaść z obiegu"? Czy płacisz za to później cenę zmęczenia i poczucia winy? Prawdziwi przyjaciele nie znikną, jeśli powiesz "nie" i zostaniesz w domu. Warto czasem odpuścić, nie robić nic na siłę i nie spotykać się ze strachu, że stracisz znajomych.
Prawdziwa przyjaźń zrozumie i poczeka. Nie bój się słuchać swoich potrzeb i potrzeb swojego dziecka. Czasami cisza i spokój w domu są tym, czego naprawdę potrzebujesz.
