matka pracująca z niemowlakiem na rękach
Matki pracujące zawodowo mają słabszy rozwój kariery niż ojcowie. fot. Nataliya Vaitkevich/Pexels

Kobiety, które zostają matkami, wciąż płacą za to zawodową cenę – pokazują to zarówno raporty, jak i osobiste historie. Najnowsze analizy wskazują, że wzrost zarobków kobiet wiąże się ze spadkiem dzietności, podczas gdy u mężczyzn zależność działa odwrotnie. W dyskusji w sieci matki wprost napisały, dlaczego te statystyki wcale ich nie dziwią.

REKLAMA

Kobiety, będące matkami, mają trudniej w pracy

Różne badania pokazują, że kobiety i mężczyźni w pracy zawodowej są traktowani odmiennie – i to nie tylko ze względu na samą płeć. Jakiś czas temu pisałam o tym, że według raportu portalu Pracuj.pl kobiety są w pracy stygmatyzowane z powodu bycia matkami, podczas gdy ojcostwo działa na mężczyzn wręcz odwrotnie.

Badania potwierdziły, że kariera kobiet po narodzinach dzieci często zwalnia, a czasem wręcz zatrzymuje się w miejscu. Pracodawcy nie zawsze są przychylnie nastawieni do rezygnacji z nadgodzin czy częstszych zwolnień związanych z chorobą dziecka. Jednocześnie mężczyźni, którzy zostają ojcami, bywają postrzegani jako bardziej atrakcyjni pracownicy – odpowiedzialni, stabilni i efektywni.

Teraz trafiłam na Threads na post dotyczący innego badania związanego z rodzicielstwem i pracą. Użytkownik o nicku @keniok00 napisał:

"Badanie Fertility and Family Labor Supply z 2024 roku wskazuje, że wraz ze wzrostem wynagrodzenia mężczyzn mają oni więcej dzieci, a wraz ze wzrostem wynagrodzenia kobiet mają one ich mniej. Podobno wynika to z 'efektu substytucyjnego'. Poświęcenie czasu na pracę staje się bardziej opłacalne niż na inne czynności, w tym wychowywanie dzieci. Dla mężczyzn było odwrotnie – więcej zarabiam, więc stać mnie na więcej dzieci. Możecie mnie poprawić, jeśli źle wyłapałem wnioski z tego badania".

Pod postem pojawiło się wiele odpowiedzi – szczególnie poruszonych kobiet. Część z nich była oburzona wnioskami, że wraz ze wzrostem zarobków mężczyźni chcą mieć więcej dzieci. Według komentujących może to oznaczać, że ich partnerki rezygnują z pracy zawodowej i zamykają się w domu, poświęcając się rodzeniu i wychowywaniu dzieci.

I nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że u kobiet wraz ze wzrostem zarobków chęć posiadania większej liczby dzieci statystycznie maleje.

To na matkach odbija się życie rodzinne

Analizy z 2024 roku, o których pisze autor posta, pokazują, że decyzje dotyczące liczby dzieci są silnie powiązane z aktywnością zawodową, a zmiany podatkowe oddziałują w różny sposób na kobiety i mężczyzn. Wzrost wynagrodzeń netto kobiet wiąże się ze spadkiem dzietności, natomiast wyższe dochody mężczyzn sprzyjają jej zwiększeniu.

Istotnym czynnikiem jest fakt, że wartość zawodowa kobiety w badaniu została uznana za niższą po urodzeniu dziecka. Mnie najbardziej uderza zależność, o której w badaniu nie mówi się wprost. To wciąż najczęściej matki organizują życie rodzinne, ogarniają logistykę, zajmują się dziećmi i domem.

Niezależnie od tego, jak głośno mówimy o partnerstwie, to kobiety procentowo częściej dźwigają ciężar codzienności. Dzięki temu mężczyźni mają większą przestrzeń na rozwój, awanse i pełne zaangażowanie w pracę zawodową. Kobiety natomiast po zakończeniu etatu rozpoczynają drugi – jako żony i matki. Przy większej liczbie dzieci czas na rozwój zawodowy dramatycznie się kurczy.

Jedna z mam napisała w komentarzu:

"Oj tak, tak to bym miała nie 3, a 5 dzieci, gdyby ktoś je urodził, zajął się noworodkiem, a na moją pracę i karierę to by nie wpłynęło. Mogę płacić, mogę się zajmować, jeździć do lekarza w miarę możliwości, planować wspólny czas – ale niekoniecznie pozwolić sobie na 1,5 roku nieobecności w pracy, gdzie moje stanowisko przepadnie... 3 razy już przez to przechodziłam".

Inna dodała:

"W moim korpo wszystkie kobiety na wysokich stanowiskach to bezdzietne singielki. Jak poznałam mojego męża, zarabiałam więcej od niego. Po paru latach i dwójce dzieci on zarabia trzy razy więcej. Wszystkie przerwy w pracy pozbawiły mnie podwyżek i awansów, chociaż w teorii nadal jestem zatrudniona. Nie mogłam zmienić pracy na lepiej płatną, starając się o ciążę, będąc w ciąży czy zajmując się niemowlakiem. Dodam, że niczego nie żałuję – dzieci dają mi więcej szczęścia niż praca".

Możemy mieć albo rodzinę, albo karierę

To wciąż smutne realia, z którymi kobiety chcące być matkami i jednocześnie rozwijać karierę muszą sobie radzić. Najczęściej oznacza to, że któryś z tych obszarów życia ponosi koszt. W przypadku mężczyzn wraz ze wzrostem zarobków i liczby dzieci rośnie satysfakcja i poczucie stabilizacji – co samo w sobie jest bardzo wymowne.

Może więc zamiast dziwić się wynikom badań, warto zadać sobie pytanie, jak realnie wygląda podział obowiązków rodziców i społeczne oczekiwania wobec rodziców. To, że wciąż będziemy alarmować o niskiej dzietności i nic nie robić ze świadomością społeczną o równym podziale ról w rodzicielstwie, nie sprawi, że nagle młodzi będą decydowali się na dzieci.

Dopóki macierzyństwo będzie wiązało się z zawodowym hamulcem, a ojcostwo z premią wizerunkową, dopóty statystyki będą wyglądały podobnie. Jeśli chcemy mówić o świadomym wyborze rodzicielstwa przez kobiety i mężczyzn, musimy najpierw stworzyć im warunki, w których koszt rodzicielstwa – finansowy, emocjonalny i zawodowy – nie będzie w tak nierówny sposób obciążał jednej strony.