Końcówka zimy dla wielu osób oznacza spadek energii, także dla rodziców.
Końcówka zimy dla wielu osób oznacza spadek energii, także dla rodziców. fot. SHVETS production/Pexels

Końcówka zimy dla wielu osób oznacza spadek motywacji, zmęczenie i poczucie, że funkcjonujemy na resztkach energii. Dla pracujących mam luty i marzec to czas infekcji, niewyspania i walki o każdy poranek. Sprawdź, jak poradzić sobie z chandrą przedwiośnia i odzyskać energię przed nadejściem wiosny.

REKLAMA

Końcówka zimy często oznacza spadek motywacji

Koniec lutego i marzec to dla mnie najtrudniejszy moment w całym roku. Wiem, że dla wielu moich znajomych, które są matkami również. Wiele osób narzeka na listopad, niektórzy mówią o styczniu, ale ja co roku największy spadek energii czuję właśnie teraz, kiedy zima teoretycznie się kończy, a wiosna wciąż nie może się na dobre rozgościć.

Śnieg topnieje i zamiast białych krajobrazów mamy wszechobecne błoto. Dzieci wracają do domu z mokrymi butami, kurtki trzeba prać częściej niż zwykle, a samochód wygląda tak, jakby brał udział w terenowym rajdzie.

Niby jest już trochę jaśniej i dłużej jest widno, niby w powietrzu da się wyczuć zapowiedź cieplejszych dni, ale moje ciało i głowa wcale za tym nie nadążają. Najchętniej przespałabym ten czas do kwietnia i obudziła się wtedy, gdy wszystko naprawdę zacznie odżywać.

Jestem mamą dwójki dzieci i pracuję na etacie, więc pod koniec zimy mam poczucie, że funkcjonuję na resztkach energii. Sezon infekcyjny ciągnie się w nieskończoność. W naszym przedszkolu aktualnie króluje grypa i RSV, a u was? Kiedy jedno dziecko kończy antybiotyk, drugie zaczyna kaszleć.

Nocy nie przesypiam ciągiem, bo podaję syrop na gorączkę, a rano potrzebuję ogromnej mobilizacji, żeby wstać i zacząć działać. Dzieci nie chcą wstawać do szkoły i przedszkola, ja nie chcę wstawać do pracy, ale wszyscy wiemy, że nie mamy wyjścia. Każdego dnia trzeba zebrać się w sobie, nawet jeśli w środku czujemy głównie zmęczenie i rozdrażnienie.

To jest trudny moment energetycznie, bo z jednej strony czujemy już obietnicę wiosny, a z drugiej wciąż towarzyszą nam deszcz, chłód i szarość. Brakuje słońca, brakuje prawdziwego ciepła, brakuje lekkości. Często powtarzam sobie, że to tylko tryb przetrwania i że za chwilę będzie łatwiej.

Sposoby na motywację przed początkiem wiosny

Wmawiam sobie, że gdy zrobi się cieplej, dzieci przestaną tak często chorować, a poranki przestaną być walką z własnym organizmem. Dzieciaki popołudniami wyszaleją się na placu zabaw, a ja będę mogła siąść na ławce w parku i odetchnąć świeżym powietrzem.

Jednak oprócz tej mantry próbuję też wprowadzać konkretne działania, które pomagają mi nie wpaść w marazm. Przede wszystkim obniżam wymagania wobec siebie. Marzec nie jest dla mnie miesiącem ambitnych postanowień ani wielkich życiowych zmian.

Nie planuję rewolucji w domu, nie zaczynam restrykcyjnej diety i nie dokładam sobie dodatkowych projektów. Jeśli obiad jest prosty, to jest w porządku. Mogę to być nawet krokiety, które zamroziłam kilka tygodniu temu "na czarną godzinę". Jeśli w weekend nie zdążę wyszorować całej łazienki, świat się od tego nie zawali. Świadome odpuszczanie daje ogromną ulgę.

Drugą rzeczą jest ruch i światło, nawet w minimalnej dawce. Staram się wyjść z dziećmi na spacer choćby na dwadzieścia minut, nawet jeśli pogoda nie zachwyca. Kiedy trafia się słoneczny dzień, wykorzystuję go maksymalnie, pracując przy odsłoniętych firankach i zasłonach. Światło naprawdę działa jak naturalny zastrzyk energii, a świeże powietrze poprawia nastrój bardziej, niż się spodziewamy.

Dbam też o drobne przyjemności. Nie czekam na wielkie wydarzenia, bo na te często trzeba długo oszczędzać albo planować je z wyprzedzeniem. Zamiast tego kupuję świeże kwiaty do domu, robię sobie dobrą herbatę i siadam z książką po pracy choćby na kilkanaście minut. Czasem pozwalam sobie na wieczór z serialem bez poczucia winy, że powinnam w tym czasie robić coś produktywnego. Te małe rytuały pomagają mi odzyskać poczucie kontroli.

Nie wymagajcie od siebie zbyt wiele

Coraz częściej wybieram też sen zamiast nadrabiania zaległości wieczorami. Zimą organizm naprawdę jest zmęczony, nawet jeśli nie zawsze to zauważamy. Kiedy udaje mi się położyć wcześniej, różnica w porannym funkcjonowaniu jest odczuwalna. To nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale sprawia, że łatwiej mi zachować cierpliwość wobec dzieci i samej siebie.

Pomaga mi również planowanie czegoś przyjemnego na wiosnę. Rezerwuję weekendowy wyjazd, kupuję bilety do teatru albo umawiam się z przyjaciółką na kawę w plenerze "jak już będzie ciepło". Sama perspektywa czegoś miłego, na co się czeka, sprawia, że codzienność staje się bardziej znośna.

I wreszcie przypominam sobie, że ten stan nie świadczy o tym, że jestem "leniwą bułą" i nie robię sobie wyrzutów sumienia. To naturalna reakcja organizmu po kilku miesiącach funkcjonowania przy ograniczonym świetle dziennym, przy częstych infekcjach i ciągłym napięciu.

Każdego roku przychodzi moment, kiedy nagle czuję w powietrzu prawdziwe ciepło i orientuję się, że jest mi lżej. Dzieci zaczynają rzadziej chorować, poranki stają się mniej dramatyczne, a ja odzyskuję chęć do działania.

Na razie jednak pozwalam sobie na to, że jest mi trudno i wy też powinnyście. Nie musimy teraz rozkwitać ani udowadniać, że mamy nieskończone pokłady energii. Wystarczy, że przetrwamy ten etap i zadbamy o siebie na tyle, na ile potrafimy na dany moment. Wiosna przyjdzie niezależnie od nastroju, a wraz z nią wróci siła, której dziś tak bardzo wszystkim nam brakuje.