rysunek: tata podcina dziecku skrzydła, nauczycielka to obserwuje
Brak wiary w siebie u dzieci wynika ze sposobu ich wychowania. fot. mamaDu.pl/ stworzone przez AI

Dzieci coraz rzadziej wierzą w siebie i koncentrują się na własnych wadach. Nadopiekuńczość rodziców i krytyka w szkole osłabiają ich poczucie wartości. Tylko świadome wsparcie i pozwolenie na samodzielność pomagają młodym budować pewność siebie i odkrywać własne zalety.

REKLAMA

Dzieci nie wierzą w siebie

Dzieciom często brakuje pewności siebie i poczucia własnej wartości – szczególnie wtedy, gdy wkraczają w wiek nastoletni. W tym okresie wyjątkowo silnie potrzebują potwierdzenia, że są mądre, ważne i potrzebne. Coraz częściej szukają go wśród rówieśników. Niestety bywa tak, że koledzy i koleżanki nie potrafią – albo nie chcą – odpowiedzieć na te potrzeby.

W efekcie wiele dzieci i nastolatków staje się niepewnych siebie i nadmiernie skupionych na własnych niedoskonałościach, zamiast dostrzegać swoje mocne strony i je wzmacniać. Nie pomaga w tym również system szkolny, który wciąż częściej koncentruje się na wytykaniu błędów i podkreślaniu braków niż na docenianiu postępów i wysiłku.

Ostatnio na Threads przeczytałam wpis, którego autorem – jak wynika z kontekstu – jest pedagog:

"Na lekcji w szkole średniej ja: 'Wypiszcie trzy cechy, które w sobie lubicie'. Słyszę stękanie, wzdychanie, jedni coś tam usiłują napisać, inni rozglądają się po klasie... Jakby zadanie przerosło ich możliwości. Aż w końcu głos wydawałoby się rozsądku: 'A mogę trzy wady?'. Skupmy się na pozytywach. I się zaczyna nieśmiało, po cichu… Jestem leniwy, bałaganiarz. głupi... Nieliczni potrafią pochwalić się w czym czują się dobrzy. Komunikaty zaczynają się w domach".

Ten fragment pokazuje coś bardzo niepokojącego. Dla wielu młodych ludzi łatwiejsze jest wymienienie własnych wad niż zalet. To nie bierze się znikąd. W wychowaniu wszyscy – jako rodzice, nauczyciele, dorośli – popełniamy błędy.

Bywamy nadopiekuńczy, wyręczamy dzieci w wielu sprawach, a jednocześnie nieświadomie komunikujemy im, że same sobie nie poradzą. Kiedy dziecko w domu częściej słyszy, że coś robi źle, że powinno bardziej się postarać, że inni radzą sobie lepiej – zaczyna w to wierzyć. Z czasem buduje w sobie przekonanie, że "do niczego się nie nadaje".

Tu pojawia się paradoks: wyręczanie dziecka bywa wyrazem troski i miłości, ale w praktyce może podkopywać jego poczucie sprawczości. Oddanie mu przestrzeni do samodzielności, pozwolenie na popełnianie błędów i doświadczanie konsekwencji, to jasny sygnał: ufam ci, jesteś kompetentny, twoje działania mają znaczenie. To właśnie w takich codziennych sytuacjach buduje się podstawy zdrowej samooceny.

Rodzice zawodzą jako wspierający wychowawcy

Poczucie własnej wartości nie rodzi się z wielkich słów ani jednorazowych pochwał. Tworzy się w drobnych gestach – kiedy rodzic zauważa wysiłek, a nie tylko efekt. Kiedy zamiast poprawiać każde niedociągnięcie, pozwala dziecku dokończyć zadanie po swojemu.

To także umiejętność mówienia: "Widzę, że się starałeś" albo: "Jestem z ciebie dumna", nawet jeśli rezultat nie jest idealny. To pozwalanie mu na te próby, które nie zawsze kończą się idealnie, ale są próbami, które wzmacniają wiarę w siebie.

Jeśli chcemy, by nasze dzieci potrafiły wymienić trzy swoje zalety bez zawahania, musimy najpierw nauczyć je patrzeć na siebie życzliwie. A tego uczą się od nas, także wtedy kiedy to my sami mówimy o sobie. Jeśli więc stajesz w łazience i z pretensją mówisz, że jesteś gruba, zastanów się, czy twoje dziecko, również za jakiś czas tego nie zacznie robić.

Budowanie pewności siebie zaczyna się od tego, jak reagujemy na ich porażki, od tego, czy podkreślamy w rozmowach i braki, czy dostrzegamy potencjał i chwalimy za wysiłki, nawet jeśli te nie przyniosą rezultatów. Tylko pozytywnym przekazem zbudujemy w dziecku siłę, dzięki której będzie kiedyś umiało przyznać – "Tak, jestem dobry, mądry i życzliwy i zaradny".