
Po narodzinach dzieci związek przechodzi prawdziwą transformację – miłość zmienia formę, a codzienność wypełniają pranie, remonty i nieprzespane noce. Z każdym kolejnym rokiem tych spraw, które wymagają kompromisów jest więcej. Walentynki to idealna okazja, by docenić siebie nawzajem w tym całym chaosie. Prosty gest, wspólna kawa czy spacer mogą przypomnieć, że wciąż jesteście tu i teraz.
Para po narodzinach dzieci przechodzi transformację
Kiedyś Walentynki kojarzyły się z motylami w brzuchu, kolacją, randką w jakimś miłym miejscu i godzinami rozmów do późnej nocy. Dziś? Bardziej z pytaniem: "Kto odbiera jutro z przedszkola?" i "Czy wstawione pranie ktoś rozwiesi?". Tak, mówię to z perspektywy wieloletniej partnerki i rodzica od kilku lat ;-) A jednak to wcale nie znaczy, że miłość się skończyła i świętowanie Walentynek to przeżytek. W przypadku rodziców miłość po prostu zmienia nieco formę.
Związek, który przeżył narodziny dzieci, nieprzespane noce, kłótnie o bałagan i wspólny remont łazienki, jest jak dom po burzy. Może nie wszystko w nim lśni jak w katalogu, ale stoi. I to często mocniej niż wcześniej, kiedy para dojrzeje i wie, czego od siebie wzajemnie oczekuje.
Miłość po latach to nie tylko czułe słowa. To cierpliwość, kiedy partner po raz setny odkłada kubek obok zlewu albo kolejny raz zostawia brudne skarpetki przy kanapie. To wsparcie, gdy jedno z was pada ze zmęczenia po całym dniu pracy i ogarniania dzieci. To umiejętność powiedzenia: "Dobra, odpuszczę", nawet jeśli ma się poczucie, że ma się rację.
W rodzicielstwie łatwo się zgubić. Dzieci wypełniają często każdą chwilę dnia – fizycznie i emocjonalnie. Rozmowy krążą wokół lekcji, wizyt u lekarza i list zakupów. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim jesteście wy – para, która kiedyś wybrała siebie, a dziś nie zawsze ma czas i przestrzeń znów o sobie w takiej perspektywie pomyśleć.
Zobacz także
Nie bojkotujcie Walentynek
Dlatego właśnie w okolicach Walentynek warto się na chwilę zatrzymać. Nie po to, żeby "szturmować święto", udowadniać coś światu czy wrzucać idealne zdjęcia do internetu. Wielu rodziców wojuje argumentem, że nie świętują Walentynek, bo miłość trzeba okazywać sobie cały rok. Jasne, miłość powinna być okazywana cały rok, to prawda. Ale to nie znaczy, że jednego dnia w lutym nie można zrobić czegoś trochę bardziej świadomie.
Nie chodzi o drogie prezenty ani wystawną kolację. Czasem wystarczy wspólna kawa wypita bez pośpiechu i skupienie na rozmowie ze sobą, bez scrollowania przy stole smartfona. Wspólny spacer wieczorem, gdy dzieci już śpią lub wypicie nawet razem na kanapie wieczornego kubka herbaty. Kartka z kilkoma zdaniami, którą dołączysz partnerowi do kanapki do pracy: "Dziękuję, że jesteś. Wiem, że nie jest łatwo". To naprawdę ma znaczenie.
W związku trzeba szukać złotego środka. Między "moje" a "twoje", między ambicjami a codziennością, między zmęczeniem a potrzebą bliskości. Czasem jedno z was odpuszcza, innym razem drugie robi krok w stronę kompromisu. To nie jest słabość, tylko dojrzałość.
Bo prawda jest taka, że bywa trudno. Są dni, kiedy najłatwiej byłoby się obrazić, zamknąć w sobie, wyliczyć wszystkie winy tej drugiej strony i nie odzywać się do niej przez tydzień. Ale jeśli przez lata nauczyliście się wracać do siebie po kłótni, jeśli potraficie powiedzieć "przepraszam" i "spróbujmy jeszcze raz", to znaczy, że robicie coś naprawdę ważnego.
Walentynki mogą być dobrym pretekstem, żeby to docenić. Że mimo zmęczenia, kredytu, chorób dzieci i napiętego grafiku – jesteście razem i dajecie radę. Czasem na pół gwizdka, czasem z trudem, ale razem.
Miłość w długim związku nie zawsze wygląda jak w filmach. Częściej ma twarz partnera, który wstaje w nocy do chorego dziecka, o czym pisałam niedawno. Albo robi zakupy, kiedy ty nie masz już siły. To codzienne, ciche gesty.
Może więc w tym roku zamiast zastanawiać się, czy wypada obchodzić Walentynki, po prostu zróbcie coś dla siebie. Małego, prostego, prawdziwego. Przypomnijcie sobie, że zanim zostaliście rodzicami, byliście parą. I że ta para wciąż tam jest – tylko czasem potrzebuje chwili uwagi.
