korytarz na SOR
Porody na SOR-ach wg legislatorów nie są zgodne z konstytucją. fot. Uniwersytet Opolski/flickr.com

Rząd planuje kierować rodzące kobiety na Szpitalne Oddziały Ratunkowe tam, gdzie zlikwidowano oddziały położnicze. Zdaniem resortu zdrowia porody na SOR-ach mają być bezpieczne dla pacjentek i noworodków. Kobiety, samorządowcy i legislatorzy ostrzegają jednak, że takie rozwiązanie może naruszać konstytucyjne prawo do równego dostępu do opieki zdrowotnej.

REKLAMA

Rząd zmusi ciężarne do porodów na SOR-ach

W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci, dlatego oddziały porodowe w szpitalach w mniejszych miejscowościach coraz częściej przestają mieć rację bytu. Wiele porodówek w powiatowych placówkach, decyzją Ministerstwa Zdrowia, jest zamykanych. W efekcie kobiety w ciąży znajdują się w trudnej sytuacji związanej z ograniczonym dostępem do pomocy medycznej w razie nagłego rozpoczęcia akcji porodowej.

Plan rządu zakłada, że ciężarne, u których rozpocznie się poród, a w najbliższej okolicy nie funkcjonuje oddział położniczy, będą kierowane do Szpitalnych Oddziałów Ratunkowych. Na każdym dyżurze mają tam pracować położne, które będą koordynować i przyjmować porody.

Kobiety zwracają jednak uwagę, że takie rozwiązanie może sprawić, iż jeszcze mniej młodych osób zdecyduje się na ciążę. Powodem jest brak poczucia bezpieczeństwa i odpowiedniej opieki w czasie porodu.

Innego zdania jest krajowa konsultantka w dziedzinie położnictwa i ginekologii, prof. Ewa Wender-Ożegowska. Jej zdaniem zatrudnienie położnych na SOR-ach i kierowanie tam rodzących wcale nie jest złym pomysłem.

"Zaproponowany projekt jest bezpieczny dla pacjentek. Proszę pamiętać, że zamykane oddziały porodowe to najczęściej oddziały o bardzo małej liczbie porodów, do których zgodnie z rekomendacjami i ustalonymi od lat stopniami referencji nie były kierowane ciężarne z ciążami powikłanymi. Propozycja likwidacji małych oddziałów położniczych i porodowych jest zatem odpowiedzią na potrzebę zapewnienia bezpiecznych porodów zarówno samym rodzącym, jak i noworodkom" – powiedziała Wender-Ożegowska w rozmowie z portalem "Rynek Zdrowia".

Krajowa konsultantka nie widzi przeciwwskazań

Ekspertka dodała, że "zgodnie z obowiązującymi standardami ciąże i porody fizjologiczne mogą prowadzić położne". Podkreślała, że takie porody mogą spokojnie odbywać się na SOR-ach, zamiast na oddziałach porodowych. Kluczem do sukcesu jest jednak zapewnienie odpowiednich warunków lokalowych i sprzętowych, niezbędnych w czasie porodu. Podobne wymagania obejmowały dotychczas tzw. punkty przyjęć do porodu.

Jeśli w danym szpitalu nie funkcjonowałby oddział położniczy i neonatologiczny, kobieta wraz z noworodkiem miałaby zostać przetransportowana karetką do najbliższej placówki dysponującej takimi oddziałami.

Wender-Ożegowska przyznała również, że zgodnie ze standardami opieki okołoporodowej "edukacja ciężarnych będzie prowadzona od początku ciąży właśnie przez położne". Kobiety już od pierwszych tygodni ciąży mają być objęte opieką głównie przez położne, co – zdaniem ekspertki – ma sprawić, że będą czuły się bezpiecznie także z położnymi dyżurującymi na SOR-ach. Na razie jednak trend zamykania porodówek wyraźnie się nasila.

Kryterium niezgodne z konstytucją

Tymczasem w "Dzienniku Gazecie Prawnej" ukazała się publikacja wskazująca, że proponowane rozwiązanie może być niezgodne z Konstytucją. "Kryterium miejsca zamieszkania, które zdecyduje o jakości usługi, może być niezgodne z Konstytucją" – czytamy o oficjalnym stanowisku Rządowego Centrum Legislacyjnego, na które powołuje się "DGP".

Chodzi o zapis zawarty w projekcie Ministerstwa Zdrowia, zgodnie z którym ciężarna, jeśli w promieniu 25 km od jej miejsca zamieszkania nie ma oddziału porodowego, powinna udać się na najbliższy SOR.

Rządowi legislatorzy podkreślają, że zgodnie z Konstytucją władze publiczne powinny zapewnić obywatelom równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Tymczasem na SOR-ach rodzące mogą nie mieć zapewnionych porównywalnych warunków pod względem wyposażenia, dostępu do badań laboratoryjnych czy personelu medycznego.

Zamiast kryterium odległości miejsca zamieszkania od porodówki zastępca koordynatora oceny skutków regulacji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Anna Lewicka, proponuje wprowadzenie kryterium stanu zdrowia pacjentki.

Podobne zastrzeżenia zgłaszają samorządowcy i specjaliści, którzy zwracają uwagę, że rzeczywisty czas dotarcia do szpitala – nawet jeśli odległość nie przekracza 25 km – może działać na niekorzyść rodzącej.

Źródło: rynekzdrowia.pl, gazetaprawna.pl, gov.pl

Czytaj także: