smutna kobieta
W Polsce narzeka się na teściowe, a ja marzę, by ją mieć. fot. Pexels.com

Nie mam ani mamy, ani teściowej. Wychowuję dziecko bez babć, bez pomocy, bez tego luksusu, którego nawet niektóre moje koleżanki nie zauważają. I naprawdę – serce mi pęka, kiedy słyszę, jak narzekają, że "znowu muszą" zawieźć dziecko do babci.

REKLAMA

Kiedy "babcia" to luksus nie dla wszystkich

Nie mam już mamy. Nie mam też teściowej. Wychowuję dziecko sama, bez pomocy tak zwanych "babć". I choć pogodziłam się z tym już jakiś czas temu, są momenty, kiedy czuję po prostu smutek – zwłaszcza gdy słyszę rozmowy moich koleżanek.

Przykład? Siedzimy sobie przy kawie, a jedna z nich z westchnieniem mówi: "no i znowu teściowa dała czekoladę przed kolacją", "znów się wtrąca", "po raz kolejny to powiedziała"...

A ja siedzę, słucham i... mam ochotę powiedzieć: "Masz przynajmniej z kim zostawić dziecko. Masz kogoś, kto choć przez chwilę cię odciąży. Masz kogoś, kto żyje. Kto po prostu jest".

Babcia nie "od wszystkiego", ale "od czegoś" – to już wiele

Nie chodzi o to, że babcia ma być "opiekunką na zawołanie". Ale mam wrażenie, że niektórzy nawet nie doceniają tego, że jest ktoś, kto uczestniczy w wychowaniu ich dziecka.

Moje koleżanki potrafią wyskoczyć na kawę, do fryzjera, umówić się z mężem do kina, bo "babcia wzięła dzieci na noc". I jeszcze do tego narzekać, że dziecko poszło późno spać, albo że dostało za dużo słodyczy. A ja? Ja bym oddała wszystko, żeby mieć kogoś, kto powie: "Idź, odpocznij, ja się nim zajmę". Ale nie mam.

Na Zachodzie babcie mają swoje życie. W Polsce mają obowiązek

W wielu zachodnich krajach babcie żyją swoim życiem – podróżują, pracują, mają swoje pasje i nikt nie oczekuje od nich, że będą "na zawołanie". W Polsce jest odwrotnie – tu wciąż pokutuje przekonanie, że jak już jesteś babcią, to masz być dostępna 24/7, gotowa do opieki, karmienia, odbierania z przedszkola. A jak się wyłamiesz? To zaraz jesteś egoistką.

Ale wiecie co? Chciałabym mieć taką "egoistkę" w rodzinie. Taką, która może i nie chce być cały czas, ale jest. Czasem. Od święta. Dla mnie – to byłoby zbawienie.

Nie każdy ma ten komfort – i warto to sobie uświadomić

Nie chodzi mi o to, by komuś robić wyrzuty. Ale czasem naprawdę trudno słuchać, gdy ktoś mający tak wiele – narzeka. Ja nie mam nic. I wiem, że nie jestem jedyna. Jest mnóstwo kobiet takich jak ja – bez mamy, bez teściowej, bez "sieci wsparcia", które w Polsce tak często uznaje się za standard.

Niektóre z nas mają rodziców lub teściów daleko, niektóre są po trudnych relacjach, niektóre – jak ja – po prostu nie mają nikogo.

Życzę nam wszystkim więcej wdzięczności

To nie jest tekst przeciwko narzekającym koleżankom. To nie jest manifest żalu. To tekst o docenianiu. O zatrzymaniu się i pomyśleniu: kurczę, może nie jest idealnie, ale jest ktoś, kto kocha moje dziecko i pomaga. A to już naprawdę dużo.

I gdy następnym razem usłyszę przy kawie narzekanie, że "teściowa się wtrąca" albo że "babcia za dużo mówi" – to pewnie znów zamilknę. Ale w duszy pomyślę sobie: przyjdź na jeden dzień do mojego życia. Zobacz, jak to jest, gdy nie ma się nikogo, kto powie: "pójdź do fryzjera, ja dziś przejmę na kilka godzin dziecko".

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: