
- Plac zabaw to miejsce tortur dla każdego normalnego rodzica - mówi bez wahania Maciek, który z córką przychodzi tu regularnie. On, jak wielu młodych rodziców, nie znosi tego miejsca, przez... innych rodziców. - Niektórych widuję codziennie, poznaję po dzieciaku i etui na telefonie - wtóruje mu Monika.
Szkoła życia pod zjeżdżalnią
Gdybym sama nie chadzała na rozmaite place zabaw z dzieckiem, pewnie nie uwierzyłabym w połowę tych historii, jednak one powracają jak bumerang. Wielu moich znajomych sypie, jak z rękawa anegdotami z placów zabaw. Większość zaczyna się tak samo: "Przyprowadza dziecko i od razu przykłada telefon do ucha. Nie da się tak pilnować dziecka, więc to jej/jego jest zdane na siebie".
- Zapadła mi w pamięć taka sytuacja. Huśtałem córkę na dużej huśtawce, podeszła dziewczynka, mniej więcej w wieku Hani, zapytała, czy też może. Zgodziłem się, choć wzrokiem szukałem jej opiekuna. Wskazała głową na kobietę, która stała z telefonem przy uchu i jakby czytała mi w myślach, rzuciła: "mama gada" - wspomina Maciek.
Dziewczynki bawiły się razem dwie godziny, po czym kobieta zawołała córkę i odeszły. - Wiesz, zero dziękuję, dzień dobry, do widzenia, nic. Ona eskortowała córkę na plac, a potem przywołała ją. Choć wcześniej mała mnie prosiła o wytarcie noska, podsadzenie na drabinkę, cały czas używała koronnego argumentu: mama gada - wspomina tata Hani.
Maciek zaznacza, że to nie jest jedyna taka sytuacja z placu, wręcz trudno mu przypomnieć sobie, kiedy na placu opiekował się tylko własnym dzieckiem. - Place zabaw to dla wielu dzieci szkoła życia i nauka samodzielności, pod warunkiem, że proszenie obcych o pomoc uznamy za samodzielność - mówi Ania, mama dwuletniego Ksawerego.
Tylko mnie przytul
- Maję znam nie od dziś, dziewczynka jest fajna, rezolutna, ma 4 lata, często bawi się z moim synkiem. Z mamą rozmawiałam kilka razy, zwykle wita się, zamienia dwa zdania i idzie dzwonić. Raz, drugi byłam w stanie to przełknąć, ale tak jest za każdym razem - przyznaje Ania.
Kobietę najbardziej uderzyło to, że Maja, kiedy potrzebuje pomocy, nie woła mamy, nawet jeśli ta akurat nie rozmawia. - Któregoś razu przewróciła się i starła kolano, mama była bliżej niż ja, ale Maja od razu woła "ciociu!". Szkoda mi tej małej, ona wie, że mama nie ma czasu, jest wiecznie zajęta - podsumowuje Ania.
Monika zauważyła podobną, a nawet bardziej niepokojącą tendencję u dzieci na osiedlowym placu zabaw. - Te dzieci zachowują się, jak sieroty emocjonalne. Kiedy przytulam moje dziecko, natychmiast pojawia się wianuszek innych maluchów, które też potrzebują uścisków.
Zdaniem kobiety to dzieci, którym w domach nie brakuje niczego, poza uwagą rodziców. Reszta moich rozmówców ze zrozumieniem kiwa głowami. - Możemy założyć taki klub rodziców, którzy na plac zabaw przychodzą w dresach i butach sportowych, a nie z biurem pod pachą - podsumowuje Maciek.
Ubóstwo wersja premium
Wiele z nas doskonale rozumie, o czym mówią ci rodzice. Każdy z nas chodzi czasem na plac zabaw i obserwuje podobne sceny. Jeden dorosły i gromada dzieci biegają, a reszta siedzi i nie wie, co się dzieje. Czasem każdy musi odebrać telefon, załatwić coś po godzinach, ale kiedy idziesz z własnym dzieckiem - uszanuj ten wspólny czas.
Daj dziecku do zrozumienia, że jest dla ciebie najważniejsze na świecie. Nie chcesz, żeby kiedyś wspominało, że obcy pan wycierał mu nosek albo "ciocia" przytulała, kiedy się przewróciło. To my, a nie nasi znajomi, nawet ci najwspanialsi, powinniśmy znaleźć się we wspomnieniach naszych dzieci.
Z wczesnych lat dzieciństwa człowiek zapamiętuje niewiele, ale to, czy czuł się ważny i kochany - zawsze.
