Przez MEN rodzice wezmą przymusowy dzień urlopu. Jednak to dzieciaki znów są ofiarami

Kolejna przeszkoda dla dzieciaków. To wpłynie na ich dorosłe życie
Kolejna przeszkoda dla dzieciaków. To wpłynie na ich dorosłe życie Agencja Gazeta
Minister Edukacji Dariusz Piontkowski wydał 27 sierpnia rozporządzenie "w sprawie świadectw, dyplomów państwowych i innych druków". Dokument wszedł w życie 6 września i wywołał niemałe oburzenie zarówno wśród rodziców, jak i uczniów. Okazuje się, że od trwającego właśnie roku szkolnego 17-latek nie będzie mógł sam odebrać swojego świadectwa.


Mówi o tym paragraf piąty, ustęp drugi rozporządzenia.
Wprawne oko zauważy, że choć nie ma w tym przepisie sformułowania, że rodzic musi odebrać świadectwo czy legitymację niepełnoletniego dziecka, to w obowiązkowo prowadzonej przez szkołę imiennej ewidencji wydanych dokumentów musi znaleźć się "podpis pełnoletniego ucznia lub rodziców niepełnoletniego ucznia albo absolwenta". Wynika z tego, że wydaniu każdego dokumentu niepełnoletniej osobie musi towarzyszyć pokwitowanie przez rodzica.

Zdaje się, że kultowa już piosenka "Tata Dilera" ("świadectwa nie widziałem, powiedział, że zgubił") zapadła w pamięci ministrowi edukacji, który postanowił ustrzec rodziców przed podobną historią. Wcześniej bowiem zapis rozporządzenia traktował jedynie o podpisie "ucznia lub absolwenta".

"Odbiorę świadectwa hurtem"
Wielu rodziców jest nowym prawem oburzonych, bo przepis zmusza ich do wizyty w szkole np. podczas wydawania legitymacji. Sekretariaty funkcjonują na ogół w godzinach porannych, oznacza to więc dla nich przymusowy dzień urlopu.


Są jednak tacy, którzy już wykoncypowali rozwiązanie problemu. – Moja córka zaczyna pierwszą klasę. Na zakończenie 8. klasy wezmę dzień wolny i odbiorę wszystkie świadectwa hurtem, przynajmniej nic nie zgubię. Legitymację pewnie odbiorę jak będzie potrzebna za parę lat – skwitował jeden z internautów. Dla rodziców młodszych dzieci jest to jakieś wyjście z sytuacji, ale już młodzież pokazywać legitymację musi stosunkowo często (np. w komunikacji miejskiej czy kinie).

Sęk w tym, że nowy przepis uderza bardziej w uczniów niż rodziców – jest (po np. dziennikach elektronicznych) kolejnym krokiem do odebrania dzieciom brania za siebie odpowiedzialności. Krok po kroczku doprowadzamy do tego, że wchodzący w dorosłe życie 18-latkowie nie będą potrafili zamknąć drzwi na klucz. Nagle jednak będzie się od nich oczekiwać zaradności, odpowiedzialności i "życiowego ogarnięcia", bo przecież są już dorośli...
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...