Tymi słowami dziś dzielą się nauczyciele. To apel do rodziców: "Proszę nie udawać, że jestem niewidzialna"

Co rodzice myślą o strajku nauczycieli?
Co rodzice myślą o strajku nauczycieli? Fot. Krzysztof Mazur/Agencja Gazeta
Strajk nauczycieli trwa. Czas płynie, napięcie rośnie, a nie da się ukryć, że zamknięte placówki to wyzwanie dla rodziców. Nauczycielka ujawniła emocjonalny krajobraz strajkującego nauczyciela i to, w jaki sposób traktują ją rodzice uczniów. "Należy mi się odrobina szacunku" - pisze pani Dorota.


Pani Dorota jest nauczycielką edukacji wczesnoszkolnej z 28-letnim stażem. Pracuje w Szkole Podstawowej nr 34 w Częstochowie. Od poniedziałku 8 kwietnia strajkuje. Jest zwolenniczką ośmiogodzinnego czasu pracy i 26-dniowego urlopu dla nauczycieli pod warunkiem, że czas po pracy będzie tylko dla niej i jej rodziny, a urlop będzie należał jej się wtedy, gdy będzie chciała.

W siódmym dniu protestu pani Dorota postanowiła podzielić się swoimi odczuciami i obserwacjami na Facebooku. Jak się okazuje, choć z mediów można wnioskować, że nauczyciele dostają od społeczeństwa dużo wsparcia, rzeczywistość strajkowa jest bardzo trudna. Opisała to pani Dorota. Z jej wpisem identyfikują się setki strajkujących nauczycieli."Nie biorę dzieci za zakładników, nie jestem terrorystką, nie jestem leniuchem, darmozjadem i materialistką. Jestem nauczycielką i jestem z tego dumna... Praca z dziećmi jest moją pasją i powołaniem, ale wybaczcie mi, nie będę pracowała dla idei, chcę dostawać godne wynagrodzenie za swoją pracę" - napisała pani Dorota.

Odpowiedziała również tym, których naczelnym argumentem w dyskusji z nauczycielami jest: "zmień pracę, jak ci nie pasuje": "Kocham to, co robię, ale nie pozwolę, aby ktoś deptał moją godność i psuł opinię, na którą pracowałam prawie 30 lat" - pisze pani Dorota.


Co najbardziej boli strajkujących nauczycieli?
Nauczycielka nie ukrywa, że zła sława nauczycieli ją boli, podobnie jak kłamstwa powtarzane głównie w mediach publicznych, m.in. dotyczące zarobków tej grupy zawodowej. Jednak to, co sprawia pani Dorocie największa przykrość to reakcja na strajk jej najbliższego otoczenia.

"Najbardziej zabija mnie odrzucenie środowiska bardzo mi bliskiego, czyli rodziców, których dzieci uczyłam i uczę, którym poświęciłam i poświęcam więcej czasu niż swoim własnym. Otóż moi drodzy, ja rozumiem, że nasz strajk jest uciążliwy, ale taki być musi, by rząd dostrzegł nasze wołanie. Wołanie nie tylko o nasze pensje, ale jak najbardziej o zwiększenie środków na edukację dzieci, po to by mogły rozwijać swoje zainteresowania nie w prywatnych placówkach, a w szkołach".

"Nikt nie słyszy naszego wołania o dokonanie zmian w podstawach programowych, powstających w pośpiechu i zawierających liczne mankamenty. Nikt nie czyta naszych maili zgłaszających błędy w podręcznikach i pisanych chaotycznie na tzw. kolanie. To nasze długotrwałe wołanie przeobraziło się dwa miesiące temu w krzyk i nawet wtedy nie chcieli nas słyszeć, a dziś... Dziś mamy rozpacz... Z jednej strony rozpacz rodziców, którzy boją się o swoje dzieci zdające egzaminy, a z drugiej strony rozpacz nauczycieli, którzy chcą powrócić do swoich uczniów, ale na innych warunkach" - pisze pani Dorota.

Nauczycielka wspomina, że tęskni za swoimi uczniami, że dzieci dopytują, kiedy znów się spotkają.

"W ostatnim czasie targają mną skrajne emocje: poczucie winy, strach, rozpacz, frustracja i niestety ten brak wsparcia. Pocieszające jest tylko to, że kiedyś wrócę do moich roześmianych uczniów, na pewno już nie taka sama, ale dla Nich zawsze z sercem na dłoni".

Apel do rodziców
Na koniec swego wpisu nauczycielka zwróciła się ponownie do rodziców: "Bardzo proszę nie udawać w sklepie czy na ulicy, że jestem niewidzialna... Jestem i byłam wychowawczynią Waszych dzieci i należy mi się odrobina szacunku".

Wpis pani Doroty komentują nauczyciele w zamkniętej grupie na Facebooku. Są ich setki. Wszyscy "podpisują się pod tym obiema rękami" i pragną, by jak najszersze grono czytelników dotarło do wpisu. My publikujemy go w MamaDu za zgodą pani Doroty.

Słowa nauczycielki jak na dłoni pokazują, że walka o idee na boisku polityków to tak naprawdę mierzenie się z emocjami dzieci i ich rodziców twarzą w twarz codziennie. Trzymamy kciuki, by nauczyciele wytrwali do skutku! Wówczas nie tylko nauczyciele, ale (może przede wszystkim?) dzieci i rodzice odczują, że się opłacało.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE