In vitro tylko po ślubie. Posłowie zdecydują, kto ma prawo do szczęścia

In vitro tylko po ślubie? Do Sejmu trafił projekt ustawy
In vitro tylko po ślubie? Do Sejmu trafił projekt ustawy Fot. Pixabay / debowscyfoto / CC0 Public Domain
Głosy krytyki i oburzenia na temat in vitro, które w debacie publicznej nie milkną od dawna, znalazły realizację w bardzo konkretnym działaniu. Do Sejmu wpłynął projekt ustawy autorstwa posłów PiS, PSL i Kukiz'15. Do in vitro mają mieć prawo wyłącznie małżeństwa.

Założenia są czytelne: in vitro to przywilej dla małżeństw, a co za tym idzie, osób heteroseksualnych. Choć "przywilej" to chyba złe słowo. Interpretując treść projektu ustawy, to przykra ostateczność, której skuteczność powinna być ograniczona do minimum.

Jednocześnie zdaniem ekspertów zajmujących się leczeniem niepłodności wdrożenie tego rodzaju regulacji wiąże się ze znacznym obniżeniem skuteczności terapii, a także z poważnymi zagrożeniami dla zdrowia kobiet i bezpieczeństwa zarodków.

In vitro tylko dla hetero
Autorzy projektu twierdzą, że obecny prawny zapis "koliduje z konstytucyjnymi zasadami ochrony dobra dziecka oraz ochrony małżeństwa i dlatego wymaga modyfikacji". W praktyce oznacza to cios nie tylko w związki nieformalne, ale i homoseksualistów: "preferowaną konstytucyjnie wizją rodziny jest trwały związek mężczyzny i kobiety, nakierowany na macierzyństwo i odpowiedzialne rodzicielstwo" – czytamy w projekcie ustawy.

Choć zdaniem twórców projektu ograniczenie możliwości zapłodnienia in vitro to krok w kierunku... wspierania rodzin. Bo "tworzenie warunków sprzyjających powstawaniu rodzin, przede wszystkim poprzez zawieranie małżeństw" to obowiązek państwa.

Co ciekawe, w projekcie nie jest doprecyzowane czy chodzi wyłącznie o in vitro współfinansowane przez państwo, czy również o zabiegi w pełni opłacane przez starających się o dziecko.

W obronie życia poczętego
Projekt ustawy ma ewidentnie podłoże ideologiczne, czego nie kryją jego autorzy. Wprowadzone ograniczenia dotyczą kwestii najbardziej spornych na płaszczyźnie etycznej.

Nie tylko ślub jest postulatem, ale i "ograniczenie liczby komórek rozrodczych, które mogą zostać zapłodnione, do jednej", zakaz mrożenia ludzkich zarodków pod groźbą sankcji administracyjnych oraz likwidacja anonimowości dawców komórek rozrodczych.

Gdyby projekt ustawy zyskał aprobatę, skuteczność zabiegów in vitro drastycznie by zmalała. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", zdaniem ekspertów optymalne szanse na zajście w ciążę daje zapłodnienie od 5 do 15 komórek jajowych.

– Ograniczenie liczby zapładnianych komórek jajowych do jednej istotnie zmniejszy skuteczność leczenia niepłodności, wydłuży czas terapii i narazi parę na dwu- a nawet trzykrotnie większe koszty – komentuje prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk, kierownik Klinik Leczenia Niepłodności INVICTA.


Jego zdaniem zastosowanie w procedurze in vitro tylko jednej komórki nawet jeśli miało ograniczyć mrożenie zarodków, spowoduje, że w wielu przypadkach nie powstaną one w ogóle. Para będzie musiała wielokrotnie poddawać się terapii, przechodzić zabiegi i przeżywać silny stres.

Jednak zdaniem posłów, mrożenie zarodków jest niedopuszczalne. "Nie ulega wątpliwości, że procedura kriokonserwacji człowieka narusza jego godność, ponieważ zakłada zamrożenie człowieka będącego na najwcześniejszym etapie rozwoju, który posiada już swoją godność osobową" – czytamy w projekcie ustawy.

Tymczasem mrożenie zarodków nie tylko gwarantuje ponowienie próby zajścia w ciążę bez konieczności powtarzania bolesnych i męczących procedur, ale jest też bezpieczne dla życia poczętego. Specjaliści twierdzą, że technologia zamrażania jest tak wysokiej jakości, że nie ma różnicy między żywotnością zarodka po rozmrożeniu a takiego, który nie był hibernowany.

– Przy takich ograniczeniach trudno wyobrazić sobie indywidualizację leczenia i zabezpieczenia tych wszystkich przypadków, które wymagają zmiany toku terapii. Nagła infekcja, brak odpowiedniej reakcji organizmu pacjentki na leki, konieczność zastosowania dodatkowej procedury – w świetle zmienionych przepisów nie będziemy mogli odpowiednio zareagować. Wiele par straci możliwość skutecznego leczenia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Krzysztof Łukaszuk.

Z kolei pacjenci obciążeni chorobami genetycznymi "będą narażeni na wielokrotne niepowodzenia w uzyskaniu ciąży, poronienia czy na patrzenie na śmierć swoich dzieci".

Mimo to środowiska "pro-life" twierdzą, że in vitro to gwałt na naturze.

Ci, którzy ośmielą się sprzeciwić nowym przepisom o kriokonserwacji, zostaną potraktowani jak przestępcy. Projekt ustawy zakłada, że załamanie wspomnianego przepisu będzie kosztował od 20 do 50 tys. zł.

Kochanie, poznaj swoich rodziców
Koniec anonimowości dawców komórek rozrodczych zdaje się pomysłem bezpośrednio uderzającym w związki homoseksualne oraz (co w kontekście faktu, że in vitro jest metodą leczenia niepłodności, jest wielkim absurdem) w pary, w których jedno jest niepłodne. Bo singielki już od trzech lat nie mają na co liczyć – w listopadzie 2015 roku weszła w życie ustawa, według której in vitro jest tylko dla par.

– Trzeba starać się o najlepsze możliwe warunki dojrzewania i wzrostu, małżeństwo jest tu właściwe – mówił w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Jan Klawiter, przedstawiciel wnioskodawców, poseł niezrzeszony, który mandat zdobył z listy PiS. Jego zdaniem, rozpad związku partnerskiego jest o wiele bardziej prawdopodobny niż rozwód, co częściowo daje gwarancję bezpieczeństwa dla dziecka.

Ponadto, autorzy projektu ustawy argumentują, że każde dziecko powinno mieć prawo do poznania danych swoich rodziców.

"Zło święci triumfy"
Na projekt ustawy zdążyli zareagować już posłowie opozycji. "Ileż zła trzeba w sobie mieć, by bronić ludziom chcącym mieć dziecko prawa do szczęścia. Ileż zabobonu trzeba mieć, by w XXI ograniczać dostęp do bezpiecznych procedur medycznych to szczęście dających. Zło, głupota i tępy klerykalizm dziś świecącą triumfy w Sejmie RP" – podsumowała na Twitterze Barbara Nowacka.

Trudno nie przyznać Nowackiej racji. W końcu wszystkie rozterki etyczne wokół in vitro mają swoje źródło w naukach Kościoła. Cóż... W projekcie nie ma słowa, że ślub, który ma być przepustką do in vitro, musi być kościelny, ale czy ten postulat nie narzucałby się jako następny w kolejce...?
Źródło: wyborcza.pl
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...

KALENDARZ CIĄŻY

TYDZIEŃ PO TYGODNIU

PRZEDSZKOLAK

ROZWÓJ I WYCHOWANIE