dzieci na szkolnej stołówce
Dieta planetarna zakłada przynajmniej raz w tygodniu dania wyłącznie roślinne. fot. CDC/Unsplash

Zmiany w szkolnych stołówkach miały pomóc dzieciom jeść zdrowiej, ale pojawiły się obawy o głodne brzuchy i obiady lądujące w koszu. Posłowie alarmują, że nowe dania nie wszystkim uczniom przypadają do gustu, a Ministerstwo Zdrowia odpowiada na te zarzuty. Resort przekonuje, że nie chodzi o kulinarną rewolucję, lecz o stopniową zmianę nawyków żywieniowych najmłodszych.

REKLAMA

Marnowanie jedzenia i głodni uczniowie po zmianach na stołówkach

Dieta planetarna w szkołach i przedszkolach funkcjonuje od 1 września 2026 roku. Jej założenia to przede wszystkim bardziej lekkostrawne, roślinne żywienie, które ma pozytywnie wpływać na zdrowie dzieci, m.in. na poziom cholesterolu. Przepisy dotyczące żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży to wynik prac Ministerstwa Zdrowia, któremu zależy m.in. na zmniejszeniu skali otyłości i nadwagi wśród najmłodszych.

Po wprowadzeniu zmian w jadłospisach placówek edukacyjnych i opiekuńczych eksperci mieli obawy dotyczące tego, jak nowe zasady będą wyglądały w praktyce. Pediatrzy ostrzegali przed posiłkami bezmięsnymi, ale jednocześnie pozbawionymi wartości odżywczych i zawierającymi duże ilości cukru.

Dietetycy zwracali również uwagę, że dania wprowadzane na siłę i bez pomysłu mogą sprawić, że dzieci i młodzież będą głodne, a zamiast zjeść coś wartościowego, sięgną po niezdrowe przekąski. Obawiano się także marnowania ogromnych ilości jedzenia, którego uczniowie i przedszkolaki będą odmawiać.

Dziś pojawiają się sygnały, że placówki rzeczywiście marnują więcej jedzenia, a dzieci bywają głodne. Z takimi argumentami spotkało się Ministerstwo Zdrowia, do którego wpłynęły apele o zmiany w zasadach żywienia. Resort postanowił odnieść się do sytuacji.

Resort zdrowia chce dbać o zdrowie dzieci

W odpowiedzi na interpelację poselską nr 20233 z 6 października 2026 roku, wniesioną przez posła Grzegorza Pudę, Ministerstwo Zdrowia odniosło się do obaw związanych z nowymi jadłospisami. W swoim wystąpieniu poseł podkreślił, że dzieci i młodzież nie są przyzwyczajone do nowych dań proponowanych w stołówkach, przez co chodzą głodne, a placówki wyrzucają jedzenie. Wśród argumentów wymienił:

  1. Uczeń przebywający w szkole przez wiele godzin bez pełnowartościowego posiłku ma mniej siły, gorzej się czuje i trudniej mu skupić uwagę na zajęciach.
  2. Gdy szkolny obiad ląduje w koszu, marnowana jest nie tylko żywność, lecz także pieniądze wpłacane przez rodziców i potencjał żywieniowy posiłku.
  3. Głodne dzieci po lekcjach kupują łatwo dostępne słodkie lub słone przekąski, takie jak drożdżówki czy chipsy, czyli produkty wysokoprzetworzone i mało zdrowe.

Na interpelację odpowiedziała wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka w imieniu ministra. Podkreśliła, że kondycja zdrowotna dzieci w Polsce jest bardzo zła, stąd decyzja o zmianie zasad żywienia. Resort zaznaczył, że wytyczne dotyczące żywienia zbiorowego opracowano we współpracy z ekspertami z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB, Instytutu Matki i Dziecka, Instytutu "Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka", Głównego Inspektoratu Sanitarnego oraz Ministerstwa Edukacji Narodowej.

Kęcka dodała, że zmiany są potrzebne i wynikają m.in. z rezultatów badań Childhood Obesity Surveillance Initiative, koordynowanych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). W Polsce badanie realizuje Instytut Matki i Dziecka.

Według jego wyników nadmierną masę ciała ma już 33 proc. dzieci w wieku wczesnoszkolnym, czyli co trzeci uczeń. "Nowe rozporządzenie dotyczące żywienia dzieci i młodzieży w szkołach i przedszkolach zostało wprowadzone z jednego zasadniczego powodu: chcemy, aby środowisko, w którym dzieci spędzają znaczną część dnia, wspierało ich zdrowie i pomagało w kształtowaniu prawidłowych nawyków żywieniowych na przyszłość" – powiedziała wiceminister zdrowia.

To sygnał dla rodziców, by zmienić nawyki

Dodała, że jest to długofalowa strategia, której celem jest poprawa sposobu odżywiania dzieci i młodzieży. Podkreśliła również, że zadanie to wymaga współpracy rodziców, opiekunów i nauczycieli. Chodzi o to, by uczniowie i przedszkolaki chętniej poznawali nowe smaki i sięgali po różnorodne dania, w tym roślinne, korzystniejsze dla zdrowia.

Wiceminister zwróciła uwagę, że problemu nie należy sprowadzać wyłącznie do tego, że dzieci nie zjadają posiłków z powodu nowych dań. Istotne są również nieprawidłowe nawyki żywieniowe kształtowane od najmłodszych lat, przede wszystkim w domu. To sygnał dla rodzin, by przyjrzeć się także domowym zwyczajom żywieniowym.

Rozporządzenie określa jedynie standardy jakości i różnorodności grup produktów, ale nie narzuca konkretnych receptur kulinarnych, wyglądu dań ani technologii ich przygotowania.

Ministerstwo Zdrowia uważa, że jeśli w danej placówce marnuje się więcej jedzenia niż dotychczas, należy ustalić przyczyny tego zjawiska. Problemem może być smak, konsystencja, temperatura lub sposób podania posiłków. Resort zaleca modyfikowanie jadłospisów i dostosowywanie ich do potrzeb dzieci, po wcześniejszych konsultacjach z uczniami i rodzicami.

"Zmiany powinny być wprowadzane rozsądnie i stopniowo, bez gwałtownego odchodzenia od potraw, które dzieci znają i lubią. Nowe wymagania można realizować również poprzez modyfikowanie tradycyjnych dań. Jest to właśnie kierunek, do którego zachęcamy: nie rewolucja na talerzu, lecz stopniowe poszerzanie różnorodności żywienia" – napisała Katarzyna Kęcka w imieniu ministra zdrowia.

Resort przyznał, że nie dysponuje informacjami na temat skali marnowania żywności w placówkach, ponieważ nie prowadzi takiej ewidencji. Nie ma również oficjalnych danych ani centralnego rejestru dotyczącego rezygnacji z obiadów szkolnych i wyżywienia przedszkolnego po wprowadzeniu nowych zasad żywienia.