
Wysprzątane mieszkanie, roześmiane dzieci i mama z ułożoną fryzurą. Badania od kilku lat pokazują, że takie obrazki potrafią podkopać wiarę matek we własne kompetencje. Najnowsze wyniki podsuwają jednak zaskakująco proste rozwiązanie.
Media społecznościowe są dziś stałym elementem dnia większości dorosłych. Z raportu „Social Media 2026” wynika, że korzysta z nich ponad 90 proc. polskich internautów, a przeciętny czas scrollowania w Polsce przekracza dwie godziny dziennie. Dla świeżo upieczonej mamy telefon bywa oknem na świat: przy nocnym karmieniu, w czasie drzemki dziecka, w poczekalni u pediatry.
W tym samym strumieniu treści pojawiają się jednak kadry, które z codziennością mają niewiele wspólnego. Wysprzątane mieszkanie, roześmiane dzieci w pasujących ubraniach, mama z ułożoną fryzurą i zdrowym obiadem na stole. Badacze od kilku lat sprawdzają, co takie obrazy robią z samopoczuciem matek. Wnioski są dość spójne, choć nie tak proste, jak mogłoby się wydawać.
Co mówią badania o porównywaniu się w sieci?
Jedno z pierwszych badań na ten temat przeprowadził zespół Sarah Coyne z Brigham Young University. W ramach projektu iMom ankiety wypełniło 721 matek. Te, które częściej porównywały się z innymi w mediach społecznościowych, rzadziej czuły się kompetentnymi rodzicami, częściej mówiły o przeciążeniu rolą matki i o mniejszym wsparciu, a także miały więcej objawów depresji. Wyniki opublikowano w czasopiśmie „Computers in Human Behavior”. To badanie przekrojowe, więc nie rozstrzyga, co jest przyczyną, a co skutkiem. Równie dobrze to gorsze samopoczucie może skłaniać do częstszego porównywania się.
Dokładniej przyjrzała się temu Ciera Kirkpatrick z University of Nebraska–Lincoln. W eksperymencie z udziałem 464 matek dzieci do trzeciego roku życia pokazywała uczestniczkom posty z Instagrama: połowę wyidealizowanych, połowę bardziej codziennych, z opisami trudniejszych stron macierzyństwa. Wyidealizowane kadry obniżały poczucie kompetencji rodzicielskich, ale tylko u kobiet z silną skłonnością do porównywania się z innymi. Poziom samooceny nie zmieniał tego efektu. Badanie ukazało się w „Journal of Broadcasting & Electronic Media”.
Presję potrafią zresztą wytwarzać nie tylko zdjęcia, ale i hasła, które miały być wzruszające. Dobrym przykładem jest trend o 18 wakacjach z dzieckiem, który zamiast zachęcać do celebrowania wspólnego czasu, wielu rodzicom dołożył poczucia winy.
Zazdrość, która motywuje, i zazdrość, która przygniata
Porównywanie się nie zawsze musi szkodzić. Badacze z Korea University przeanalizowali odpowiedzi 237 matek z pokolenia milenialsów, które obserwują parentingowe influencerki. W pracy opublikowanej w „New Media & Society” rozróżnili dwa rodzaje zazdrości. Ta życzliwa, w rodzaju „też bym tak chciała, spróbuję”, wiązała się z wyższym poczuciem skuteczności jako rodzic. Ta nieżyczliwa, podszyta żalem i niechęcią, szła w parze z niższym. Według autorów to właśnie przez poczucie kompetencji zazdrość przekładała się na stres rodzicielski, choć i tu mowa o zależnościach z jednorazowej ankiety.
Ta różnica dobrze pokazuje, że problemem nie jest samo przeglądanie kont innych mam, tylko to, co po nim zostaje w głowie. A matki i bez Instagrama dźwigają sporo – badania sugerują, że zdrowotny koszt macierzyństwa jest wyższy niż koszt ojcostwa.
Czy trzeba usuwać aplikacje?
Wiosną 2026 r. Kirkpatrick opublikowała w „Computers in Human Behavior” kolejne badanie, w którym sprawdziła prostą strategię. Przygotowała symulowane feedy z krótkimi filmami o macierzyństwie z TikToka. Część uczestniczek oglądała wyłącznie wyidealizowane nagrania, część mieszankę wyidealizowanych i realistycznych. Matki, które zobaczyły też „prawdziwe” macierzyństwo, odczuwały mniej wstydu i zachowały więcej pozytywnych emocji. Poziomu lęku ta zmiana jednak nie obniżyła.
„Nie musimy mówić mamom, że w ogóle nie mogą być w mediach społecznościowych. Zamiast tego możemy zabiegać o bardziej zrównoważony feed” – mówi badaczka w komunikacie swojej uczelni. Zwraca też uwagę na silny związek między wstydem a depresją poporodową. To eksperyment w kontrolowanych warunkach i z krótkim kontaktem z treściami, więc trudno przesądzać, jak wygląda to przy codziennym, wielogodzinnym scrollowaniu.
Warto przy tym wiedzieć, jak wygląda depresja poporodowa, bo jej pierwsze objawy łatwo wziąć za zwykłe zmęczenie albo „słabszy dzień”, który ktoś skomentował pod zdjęciem idealnej rodziny.
Co możesz zrobić dla siebie?
Dobrym punktem wyjścia jest zwykła obserwacja. Jeśli po kwadransie przewijania czujesz się gorzej niż przed nim, to sygnał, a nie dowód słabości. Pomaga świadome ułożenie feedu: więcej kont, które pokazują zwyczajną codzienność, mniej tych, po których zostaje gorycz. Funkcje wyciszania i ukrywania treści istnieją właśnie po to, żeby z nich korzystać. Każdy post to wybrany kadr, a poza nim zwykle jest bałagan, którego nikt nie fotografuje.
Kirkpatrick proponuje, by pytania o media społecznościowe trafiły do rutynowych rozmów po porodzie. Nie trzeba jednak czekać, aż ktoś zapyta. O tym, że scrollowanie podkopuje samopoczucie, można powiedzieć położnej, lekarzowi albo bliskiej osobie. Takie reakcje są częste i nie świadczą o tym, że ktoś sobie nie radzi.
Jest też druga strona ekranu, czyli to, co same publikujemy. Zdjęcia, które dziś wydają się niewinne, za kilka lat mogą uwierać dziecko, a o tym, jak sharenting zawstydza nastolatków, mówią kolejne badania.
Idealne macierzyństwo istnieje głównie w kadrze. Poza nim są nieumyte okna, zimna kawa i dziecko, które akurat dziś nie chce jeść zupy. To norma, nie porażka.