
Wystarczy kilka chłodniejszych dni, żeby w przedszkolnych szatniach zamiast rozmów o kasztanach i kałużach pojawiły się obawy o katar, kaszel i kolejne zwolnienia z pracy. Nowa podstawa programowa zakłada regularne wyjścia dzieci na świeże powietrze, a część rodziców już widzi w tym zagrożenie dla zdrowia swoich pociech. Sama jestem mamą przedszkolaka i rozumiem ten lęk, ale może zamiast szukać winnych wśród nauczycieli, powinniśmy wreszcie przestać traktować jesienny chłód jak wroga naszych dzieci.
Dzieci mają wychodzić na dwór, a rodzice już się martwią
Jesień w przedszkolu oznacza nie tylko kasztany, kałuże i kolorowe liście, ale też katar, kaszel i kolejne infekcje. Właśnie teraz zaczynają się pierwsze przedszkolne infekcje a część rodziców już zaczyna głośno protestować przeciwko nowym zasadom.
Według nowej podstawy programowej, obowiązującej od września 2026, dzieci powinny regularnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Rozumiem strach o zdrowie własnego dziecka, bo sama jestem mamą przedszkolaka, ale zamiast szukać winnych wśród nauczycieli, może warto spojrzeć na sprawę z innej strony?
Jednym z założeń nowej podstawy jest regularna aktywność dzieci i młodzieży na świeżym powietrzu, która ma stać się naturalną częścią przedszkolnego (i szkolnego) dnia. Zajęcia na zewnątrz nie powinny być uzależnione wyłącznie od pogody – nawet jeśli pada czy jest chłodno, przedszkolaki mają wychodzić na świeże powietrze. Oczywiście pod warunkiem, że warunki pogodowe są bezpieczne, np. nie ma burzy czy huraganu.
Kto choć raz miał do czynienia z rodzicami przedszkolaków, ten wie, że ta zasada miała potencjał budzić skrajne emocje. Dzieci wracają z przedszkola z mokrymi butami, ubrudzonymi spodniami, czasem zmarznięte, a rodzice zastanawiają się, czy codzienne wyjścia naprawdę są konieczne. Bo nagle oczami wyobraźni widzą katarki, kaszelki i gorączkę.
Rozumiem tę frustrację. Sama wiem, jak wygląda jesień z dzieckiem w wieku przedszkolnym. Infekcja goni infekcję, a choroby potrafią wywrócić do góry nogami cały rodzinny plan. Wtedy łatwo wpaść we frustrację i oskarżyć o chorobę nawyki pedagogów opiekujących się dziećmi. Tylko czy naprawdę powinniśmy obwiniać za nowe wytyczne nauczycieli, którzy realizują zalecenia mające wspierać rozwój naszych dzieci?
Przedszkolak choruje nie dlatego, że biegał po kałużach
W wieku przedszkolnym dzieci dopiero uczą się zasad higieny. Nie zawsze pamiętają o myciu rąk, chętnie dzielą się zabawkami, przebywają blisko siebie i nie potrafią jeszcze skutecznie ograniczać kontaktu z osobą, która kaszle czy kicha. W dużej grupie łatwo więc o przenoszenie wirusów, zwłaszcza jesienią i zimą.
To normalny element dzieciństwa, choć oczywiście nie oznacza, że każdą infekcję należy bagatelizować. Układ odpornościowy rozwija się wraz z wiekiem i doświadczeniami organizmu, a pediatrzy powtarzają, że przebyte infekcje to element wzmacniania odporności.
Warto też pamiętać, że samo przebywanie na chłodzie nie wywołuje infekcji wirusowej. Za przeziębienia odpowiadają wirusy, a nie spacer w zbyt cienkiej kurtce czy zabawa na wilgotnej trawie. Dlatego zamiast zakładać, że dziecko zachorowało, bo w przedszkolu wyszło na dwór, warto spojrzeć szerzej na to, z czym najmłodsi stykają się każdego dnia.
Zobacz także
Moje dzieci od trzech sezonów trenują na dworze
Piszę to nie tylko jako dziennikarka, ale też mama dwóch chłopców, z których jeden nadal chodzi do przedszkola. Moi synowie od trzech sezonów trenują piłkę nożną i późną jesienią również wychodzą na boisko. Nie kończą aktywności tylko dlatego, że zrobiło się chłodniej. Trenują także podczas wiatru, deszczu i zimna (choć oczywiście mają odpowiednie ubrania), a ja naprawdę widzę różnicę w ich codziennym funkcjonowaniu i tym, że faktycznie mniej chorują.
Mam poczucie, że odkąd regularnie się ruszają i spędzają czas na zewnątrz, chorują rzadziej. Nie będę udawać, że to dowód naukowy ani obiecywać, że sport uchroni każde dziecko przed katarem. Widzę jednak, jak dobrze robi im ruch, i nie rozumiem, dlaczego mielibyśmy traktować jesienny spacer jak zagrożenie dla zdrowia.
Aktywność fizyczna wspiera ogólną kondycję organizmu, pomaga rozwijać sprawność, a pobyt na zewnątrz daje dzieciom przestrzeń do swobodnej zabawy. To nie są fanaberie ani dodatkowa atrakcja, na którą można sobie pozwolić wyłącznie w słoneczne dni. To ważna część dziecięcej codzienności.
Źródło: strefaedukacji.pl




