
Dorośli narzekają, że dzieci coraz rzadziej wychodzą z domu i spędzają czas w telefonach. Tymczasem często sami odbieramy im najprostszą możliwość ruchu i zabawy na świeżym powietrzu. Zdjęcie zamkniętego boiska przy szkole wywołało wśród rodziców gorzką refleksję.
Kiedy moje pokolenie – dzisiejszych 30-latków – było dziećmi, większość z nas spędzała całe dnie na podwórkach. Po szkole i przedszkolu, a w wakacje praktycznie od rana do wieczora, na osiedlach między domami i blokami kwitło życie towarzyskie: na boiskach, przy trzepakach, na ławkach pod blokiem.
Dziś takie obrazki widuje się już bardzo rzadko. Wielu dorosłych z nostalgią wspomina swoje dzieciństwo i narzeka na współczesne dzieci, które — jak się często mówi — "tylko siedzą z nosami w smartfonach zamknięte w swoich pokojach".
Niestety w dużej mierze jest w tym sporo prawdy, ale warto też powiedzieć jasno, że takie zachowanie młodych często jest efektem wychowania. Jeśli rodzice sami spędzają ogromną ilość czasu przed ekranami i od najmłodszych lat nie potrafią wprowadzić zasad higieny cyfrowej, trudno oczekiwać innych efektów. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że dorośli — nie tylko rodzice — sami coraz częściej ograniczają dzieciom możliwości spędzania czasu poza ekranami.
Zamknięta brama Orlika — to się naprawdę dzieje
Ostatnio autor konta Tata i dzieciaki podzielił się na Facebooku refleksją na ten temat. Opublikował zdjęcie zamkniętej furtki prowadzącej na szkolne boisko, na której wisi kartka z napisem: „Po godzinach pracy Szkoły Podstawowej i Boiska Sportowego ORLIK zakaz wstępu na teren szkoły".
Do fotografii dołączył wpis: „Człowiek czasem chce zrobić z dziećmi coś naprawdę prostego. Wziąć piłkę, pójść na boisko, pograć chwilę w nogę albo porzucać do kosza. Bez wielkich planów. Po prostu godzina ruchu i trochę śmiechu. Podchodzimy pod Orlik. Boisko wybudowane za publiczne pieniądze. Niby dla ludzi, dla dzieci. I co widzimy? Zamkniętą bramę. Kartkę z informacją, że po godzinach pracy szkoły obowiązuje zakaz wstępu. Boisko stoi puste. Bramki stoją. Kosz stoi. Tylko ludzi nie ma".
Odbieramy dzieciom możliwość swobodnej zabawy
W dalszej części wpisu mężczyzna przyznaje, że z perspektywy dorosłych w pewnym sensie to rozumie — ktoś za ten teren odpowiada. Wydaje się więc logiczne, że po godzinach pracy obiektu jest on zamykany. Tyle że tereny rekreacyjne, takie jak boiska — podobnie jak place zabaw, które często znajdują się na terenie szkół — w założeniu powinny być ogólnodostępne, zwłaszcza jeśli powstały za publiczne pieniądze.
Autor wpisu zauważa, że w przypadku zniszczeń albo wypadku dziecka szybko pojawiłoby się pytanie o to, kto odpowiada za obiekt. I być może właśnie dlatego szkoły wolą zamknąć teren po godzinach pracy placówki. To jednak, zdaniem wielu, wybór najłatwiejszy, a nie najlepszy.
„Rozumiem to. Tylko z drugiej strony ciągle słyszymy, że dzieci trzeba wyciągać od ekranów. Że siedzą za dużo w telefonach, tabletach i komputerach. Że trzeba je zachęcać do ruchu, do sportu, do zwykłego biegania po dworze. A potem człowiek bierze piłkę, chce z nimi pograć... i stoi z dziećmi przed zamkniętą bramą pustego boiska" — pisze ojciec.
Takie sytuacje mają realny skutek: jak opisuje nauczycielka, która zabrała klasę na zajęcia w terenie i odkryła, że to już dla nich próba przetrwania, dzieci narzekały na ból nóg i czekały, aż wrócą przed ekran. Wniosek jest oczywisty — jeśli nie ma gdzie biegać, biegać się przestaje.
Kiedyś te zabawy znali wszyscy
Nostalgia za podwórkowym dzieciństwem to nie tylko sentymenty. To tęsknota za konkretnym sposobem bycia razem — swobodnym, ruchliwym, bez organizowania i planowania. 7 kultowych zabaw z dzieciństwa, które musisz pokazać swoim dzieciom — od podchodów, przez zbijaka po kozła — to zabawy, które nie potrzebowały nic poza przestrzenią i rówieśnikami. Przestrzeń mamy — ale coraz częściej jest za zamkniętą bramą.
Zamiast zamykać bramę — poszukajcie innego rozwiązania
To właśnie jeden z najtrudniejszych paradoksów współczesnego dzieciństwa. Z jednej strony chcemy, żeby dzieci miały takie dzieciństwo jak my — swobodne, pełne biegania z kolegami po podwórku i spontanicznych zabaw na świeżym powietrzu. Z drugiej strony coraz częściej sami tę swobodę ograniczamy, aż w końcu zostaje im tylko pokój i telefon w ręku.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że smartfon szkodzi szybciej, niż myślimy — naukowcy alarmują, że mózg dziecka tego nie zapomina. Kontakt z ekranami przed 2. rokiem życia zostawia trwałe ślady poznawcze i psychiczne widoczne nawet w wieku nastoletnim. Tymczasem alternatywą jest... zamknięte boisko.
A przecież dzieci bardzo często nie potrzebują wielkich atrakcji ani drogich wyjazdów, żeby fajnie spędzić czas. Jak przypomina mamadu.pl w kontekście leśnych przedszkoli i zabawy na dworze, prawdziwe dzieciństwo zaczyna się tam, gdzie kończy się nadmierna kontrola. Wystarczy piłka, dostęp do boiska i godzina swobodnej zabawy na świeżym powietrzu.
Może więc zamiast kolejny raz powtarzać, że „kiedyś dzieci były inne", warto zadać sobie pytanie, czy dzisiejsze dzieci w ogóle mają jeszcze takie same możliwości jak my kiedyś. Bo jeśli kolejne miejsca do biegania, grania i spotykania się z rówieśnikami będą zamykane na klucz, to trudno się dziwić, że młodzi coraz częściej zostają w domu — i wybierają świat, do którego dostęp mają zawsze: ten na ekranie.
