
Jestem mamą i dziś trudno mi wyobrazić sobie, że moje dziecko mogłoby zostać ukarane za pomocą rózgi, zmuszone do klęczenia na grochu albo ośmieszone przed całą klasą. Jednak przez dziesięciolecia takie metody stosowano w polskich szkołach, a część dorosłych traktowała je jako zwyczajny element wychowania.
Nauczyciel miał władzę, a uczeń musiał słuchać
Przez setki lat szkoła kojarzyła się nie tylko z nauką, ale również z surowymi zasadami i bezwzględnym posłuszeństwem. Od uczniów oczekiwano, że będą wykonywać polecenia nauczyciela bez dyskusji. Za złe zachowanie, błędy w nauce czy brak podporządkowania mogli spotkać się z karą, która nie kończyła się na uwadze w dzienniku.
Dawny model wychowania opierał się na przekonaniu, że dorosły powinien mieć nad dzieckiem pełną kontrolę. Uważano, że strach przed konsekwencjami pomoże wyrobić dyscyplinę, a surowe traktowanie przygotuje młodych ludzi do życia w społeczeństwie.
W praktyce oznaczało to, że uczniowie musieli liczyć się nie tylko z karami fizycznymi, lecz także z publicznym zawstydzaniem. W wielu przypadkach ważniejsze od wyjaśnienia błędu było pokazanie, kto w klasie sprawuje władzę.
Rózga i skórzany pas. Tak wymierzano kary fizyczne
W polskich szkołach na przełomie XIX i XX wieku wykorzystywano różne przedmioty do karania dzieci. Nauczyciele sięgali po linijki, książki, rózgi, baty, kańczugi i harapy. Uczniów uderzano między innymi w dłonie oraz pośladki.
O dawnych metodach wspominał Jędrzej Kitowicz, osiemnastowieczny pamiętnikarz opisujący obyczaje swojej epoki. W jego relacjach pojawia się "placenta", czyli gruby skórzany pas przymocowany do drewnianego trzonka. Wykorzystywano go do karania uczniów, którzy popełniali błędy podczas czytania.
Za poważniejsze przewinienia stosowano chłostę rózgą brzozową lub tak zwaną dyscypliną. Był to rodzaj bicza wykonanego z rzemienia. Podobne narzędzia wychowawcze były używane jeszcze w latach 50. XX wieku.
Dla dzisiejszych rodziców trudno zaakceptować, że przemoc mogła być traktowana jako zwyczajny sposób utrzymywania porządku w klasie. W tamtych czasach wielu dorosłych uważało jednak, że nauczyciel ma prawo wymierzać takie kary.
Ośla ławka i uszy z brzozowej kory. Dzieci upokarzano na oczach innych
Nie wszystkie szkolne kary pozostawiały ślady na ciele. Niektóre miały przede wszystkim sprawić, by uczeń poczuł wstyd i stał się przykładem dla pozostałych.
Jedną z najbardziej charakterystycznych metod była ośla ławka. Ustawiano ją zazwyczaj z dala od reszty klasy, a trafiali na nią uczniowie uznawani za nieposłusznych lub osiągających słabe wyniki. Czasami musieli zakładać na głowę tak zwane ośle uszy, przygotowywane między innymi z brzozowej kory.
Upokorzenie nie zawsze kończyło się wraz z ostatnim dzwonkiem. Zdarzało się, że dziecko musiało zabierać ten symbol kary do domu, a koledzy odprowadzali je, narażając na drwiny innych osób. Stosowano również inne metody zawstydzania. Uczniowie musieli całować kolegów i koleżanki po rękach, stać w kącie z rękami uniesionymi nad głową albo utrzymywać w nich ciężką książkę czy cegłę.
Takie praktyki miały wymusić podporządkowanie. Dla dziecka oznaczały jednak nie tylko stres, ale także poczucie bezradności wobec dorosłych, którzy decydowali o jego codziennym życiu.
Zobacz także
Klęczenie na grochu. Przemoc nie zniknęła wraz z kolejnymi pokoleniami
W okresie PRL szkolna dyscyplina nadal bywała oparta na fizycznym przymusie. Do karania wykorzystywano przedmioty, które nauczyciele mieli pod ręką: linijki, książki, drewniane piórniki czy inne twarde akcesoria. Zdarzało się, że uczniowie musieli wyciągać dłonie, na które spadały uderzenia. Niektóre przedmioty rozpadały się podczas wymierzania kary, co pokazuje, jak daleko potrafiły posunąć się takie praktyki.
Szczególnie dotkliwe było klęczenie na grochu, kamykach lub workach wypełnionych nasionami. Co znamienne, woreczki wykorzystywane pierwotnie podczas ćwiczeń gimnastycznych mogły służyć do zadawania bólu.
Przemoc w szkole nie zawsze wywoływała sprzeciw rodziców. Część z nich uważała, że nauczyciel wie najlepiej, jak wychować dziecko, a kara jest konsekwencją niewłaściwego zachowania. Takie podejście sprawiało, że uczniowie często pozostawali bez wsparcia, nawet gdy traktowano ich w sposób krzywdzący.
Zmiana podejścia do dzieci następowała stopniowo. W 1991 roku ustawa o systemie oświaty wprowadziła zakaz stosowania przemocy fizycznej wobec uczniów. Nie oznaczało to jednak, że wszyscy nauczyciele natychmiast porzucili dawne przyzwyczajenia.
Jeszcze w latach 90. zdarzały się przypadki szarpania dzieci za uszy czy zmuszania ich do stania lub klęczenia pod ścianą. Chociaż takie praktyki były niedopuszczalne, w części środowisk nadal utrzymywało się przekonanie, że surowość jest niezbędnym elementem wychowania.
Kolejną ważną datą był 1 sierpnia 2010 roku, kiedy wszedł w życie ogólny zakaz stosowania kar cielesnych wobec dzieci w Polsce, wprowadzony nowelizacją przepisów dotyczących przeciwdziałania przemocy w rodzinie.
W szkolnych regulacjach podkreślono również konieczność poszanowania praw ucznia. Warto jednak pamiętać, że szkolne doświadczenia potrafią zostać z człowiekiem na długie lata. To, co dla dorosłego było jedynie karą, dla dziecka mogło oznaczać silny wstyd, lęk przed szkołą i utratę zaufania do nauczycieli.
Źródło: informacje.wp.pl




