
Nie chcę być menedżerką szkolnego życia mojego dziecka, bo sama mam już wystarczająco dużo na głowie. Kiedy każdego ranka trzeba przypominać o plecaku, farbach, stroju na WF i pracy domowej, łatwo przejąć za ucznia całą odpowiedzialność, a potem dziwić się, że bez rodzica nie wie, co ma zrobić. Dlatego od początku szkoły krok po kroku oddaję synowi część obowiązków – po to, żeby on uczył się samodzielności, sprawczości i tego, że szkolne sprawy naprawdę należą do niego.
Oddaj mu obowiązki, ułatwisz sobie życie
Poranki z dzieckiem w wieku szkolnym potrafią wyglądać jak przeprowadzanie operacji logistycznej. Śniadanie, ubranie, pakowanie śniadaniówki, plecaka, kończenie pracy domowej, a na koniec jeszcze przypominanie o farbach, stroju na WF czy kasztanach, które nauczycielka kazała przynieść na następny dzień.
Wtedy właśnie łatwo zorientować się, że choć dziecko chodzi do szkoły, to za jego szkolne życie nadal w dużej mierze odpowiada rodzic. Sama długo miałam odruch, żeby wieczorem sprawdzić wszystko za syna. Czy zeszyty są spakowane, czy ma potrzebne przybory, czy niczego nie zostawił w świetlicy. Tyle że przy dwójce dzieci, pracy i całej reszcie codziennych obowiązków zwyczajnie nie mam już przestrzeni, żeby być codzienną kontrolerką szkolnego plecaka.
Dlatego od początku szkoły daję synowi po trochu więcej samodzielności. Nie dlatego, że uważam, że ośmiolatek powinien radzić sobie ze wszystkim sam, ale dlatego, że chcę, żeby wiedział, że jego nauka i szkolne obowiązki są przede wszystkim jego odpowiedzialnością.
To nie dzieje się z dnia na dzień tylko trwa właściwie wciąż od zeszłego roku, kiedy syn zaczął szkołę podstawową. Zamiast nagle przerzucić na dziecko cały ciężar organizacji, można zacząć od pięciu prostych rzeczy przygotowywanych poprzedniego wieczoru.
1. Plecak na następny dzień
To chyba najważniejszy punkt. Dziecko może wieczorem zajrzeć do planu lekcji i samo spakować książki, zeszyty oraz potrzebne przybory. Na początku rodzic może być obok i pomóc ustalić, czego właściwie trzeba szukać w biurku. Z czasem wystarczy już tylko przypomnienie, że warto sprawdzić plecak.
To również dobry moment na uczenie konsekwencji. Jeśli rano okaże się, że czegoś brakuje, nie zawsze trzeba natychmiast ratować sytuację. Oczywiście są rzeczy, przy których pomoc rodzica jest potrzebna, ale zapomniany zeszyt czy brak kredek nie muszą za każdym razem oznaczać, że jedziesz z nimi do szkoły i podrzucasz je do klasy w trakcie lekcji.
Dziecko zaczyna wtedy zauważać prostą zależność: jeśli wieczorem przygotuję plecak, rano będzie łatwiej.
2. Ubrania na kolejny dzień
Nie chodzi o to, żeby dziecko codziennie urządzało sobie wieczorem pokaz mody. Wystarczy, że przygotuje ubrania odpowiednie do pogody i planu dnia. Jeśli następnego dnia jest WF, może od razu odłożyć strój w jedno miejsce albo włożyć go do plecaka.
To prosta czynność, ale bardzo dobrze pokazuje, czym właściwie jest samodzielność. Dziecko nie tylko wykonuje polecenie rodzica, ale zaczyna przewidywać, czego będzie potrzebowało następnego dnia.
A rodzic zyskuje kilka minut o poranku. Przy chaosie szykowania się nawet tyle potrafi być bezcenne.
3. Przybory potrzebne na konkretną lekcję
Farby, plastelina, blok techniczny, klej, linijka, nożyczki czy kasztany. To właśnie takie drobiazgi najczęściej pojawiają się w wiadomościach w e-dzienniku i potrafią wywrócić poranek do góry nogami.
Zamiast samodzielnie zapamiętywać każdą informację od nauczyciela, rodzic może stopniowo przekazywać tę odpowiedzialność dziecku. Jeśli wie, że następnego dnia potrzebuje farb, jego zadaniem jest sprawdzić, czy ma je w domu i przygotować je do plecaka.
Oczywiście młodsze dzieci mogą potrzebować pomocy w czytaniu planu czy informacji ze szkoły. Ale pomoc nie musi oznaczać wyręczania. Można wspólnie sprawdzić, czego potrzeba, a samo pakowanie zostawić dziecku.
Zobacz także
4. Praca domowa i zeszyty
Wieczorem dziecko może sprawdzić, czy ma zrobioną pracę domową i czy wszystkie potrzebne zeszyty są w plecaku. To ważne szczególnie wtedy, gdy wcześniej rodzic przyzwyczaił się do codziennego pytania o zadania.
Nie chodzi o to, żeby nagle przestać interesować się szkołą. Chodzi o zmianę roli: zamiast pamiętać za dziecko o każdej pracy domowej, można stworzyć mu warunki, w których samo zacznie o niej pamiętać.
Jeśli coś zostanie zapomniane, nie musi to od razu oznaczać rodzicielskiej porażki. Szkoła jest przecież również miejscem, w którym dziecko uczy się organizacji, odpowiedzialności i ponoszenia konsekwencji własnych decyzji.
5. Rzeczy, które trzeba zabrać rano
Bidon, drugie śniadanie, strój na zajęcia dodatkowe, książka do biblioteki czy podpisana kartka z pozwoleniem na wycieczkę. Wszystko, co ma rano wyjść z domu razem z dzieckiem, może mieć swoje stałe miejsce przygotowane poprzedniego wieczoru.
U nas działa zasada, że rzeczy, o których łatwo zapomnieć, nie powinny czekać rano na przypomnienie. Jeśli coś jest gotowe przy plecaku, znacznie łatwiej zabrać to przed wyjściem. To również krok w stronę odpowiedzialności. Dziecko zaczyna rozumieć, że przygotowanie się do szkoły nie jest wyłącznie zadaniem mamy czy taty.
Nie chcę być szkolnym sekretariatem
Mam już wystarczająco dużo rzeczy do pamiętania. Terminy wizyt lekarskich, zakupy, pracę, sprawy przedszkolne drugiego dziecka, pranie, obiady i całą tę codzienną drobnicę, która zwykle wykonuje większość rodziców, a szczególnie matek. Nie chcę dokładać do tego jeszcze pamiętania, czy moje dziecko spakowało linijkę.
Dlatego uczę syna samodzielności małymi krokami. Nie oczekuję, że od razu będzie idealnie zorganizowany. Czasem coś zapomni, czasem trzeba mu przypomnieć, czasem wspólnie sprawdzamy plecak. To normalna część nauki.
Najważniejsze jest dla mnie to, żeby z czasem coraz więcej rzeczy robił dlatego, że sam wie, że trzeba je zrobić, a nie dlatego, że mama stoi nad nim i pilnuje każdego ruchu. Przy okazji mogę przestać być osobą, która o siódmej rano gorączkowo szuka kasztanów...




