
Pierwszy miesiąc szkoły to dla dziecka czas wielkiej zmiany. Szczególnie pierwszoklasista ma prawo potrzebować pomocy, przypominania różnych rzeczy i obecności rodzica, ale po kilku tygodniach część szkolnych obowiązków naprawdę można mu już pozwolić przejąć. To nie jest zostawianie dziecka samemu sobie, tylko kolejny etap nauki i rozwoju – tym razem samodzielności, odpowiedzialności i wiary we własne możliwości.
Pierwszy miesiąc minął
Początek roku szkolnego potrafi być trudny nie tylko dla dzieci. Rodzice też przez pierwsze tygodnie próbują na nowo wejść w rutynę, poranne wstawanie, odrabianie lekcji, pakowanie plecaka i jeżdżenie po pracy z dziećmi na zajęcia dodatkowe, które nagle pojawiają się każdego dnia. Przy pierwszoklasiście to zrozumiałe. Dziecko dopiero poznaje szkolne zasady, plan lekcji, nauczycieli, sale i uczy się, że od teraz trzeba pamiętać o znacznie większej liczbie rzeczy niż w przedszkolu.
Starszym dzieciom również można było we wrześniu trochę odpuścić. Po wakacyjnej przerwie powrót do rutyny bywa trudny, więc nic złego się nie stanie, jeśli rodzic przez pierwsze tygodnie przypomni o stroju na WF czy sprawdzi plecak. Ale pierwszy miesiąc szkoły właśnie mija. To dobry moment, żeby zacząć się wycofywać.
Nie chodzi o nagłe postanowienie: "Od dzisiaj radź sobie sam". Chodzi o stopniowe pozwalanie dziecku na ogarnianie rzeczy, które jest już w stanie zrobić samo. Samodzielność nie pojawia się magicznie: dziecko uczy się jej wtedy, kiedy dostaje przestrzeń, żeby coś zrobić, zapomnieć, poprawić się i następnym razem pamiętać.
1. Samodzielnie odrabia prace domowe
Rodzic może pomóc, jeśli dziecko czegoś nie rozumie, ale odrabianie lekcji nie powinno być obowiązkiem rodzica. To dziecko ma usiąść do zeszytu, przeczytać polecenie i spróbować wykonać zadanie bez ingerencji mamy czy taty.
W pierwszej klasie możemy być obok. Możemy przeczytać polecenie, jeśli dziecko ma jeszcze trudności z czytaniem, albo pomóc zrozumieć zadanie. Nie powinniśmy jednak siedzieć nad zeszytem przez cały czas ani sprawdzać każdej literki.
Starszy uczeń tym bardziej powinien wiedzieć, że praca domowa jest jego zadaniem, a nie wspólnym projektem dla całej rodziny.
2. Samo pakuje plecak i pamięta, co jest potrzebne
To jeden z tych momentów, w których rodzicowi naprawdę trudno się powstrzymać. Łatwiej przecież zajrzeć do planu, sprawdzić Librusa i w dwie minuty wrzucić do plecaka strój na WF, plastelinę czy odpowiedni zeszyt.
Tylko że wtedy dziecko nie ma kiedy i jak nauczyć się pamiętania o swoich rzeczach i odpowiedzialności za swoje zobowiązania. A jak doświadczy porażki, w emocjach będzie mogło obwinić za nią rodzica.
Nawet jeśli nauczyciel zapisuje informacje w Librusie, warto zachęcać dziecko, by samo zapisywało ważne rzeczy w zeszycie, notesie albo na kartce. Pierwszak może potrzebować przypomnienia i można jeszcze mu pomagać, ale dobrze, żeby to on sprawdził, co jutro ma w planie i czego potrzebuje.
Jeśli pewnego dnia czegoś zapomni, świat się nie zawali. Być może właśnie wtedy najlepiej zapamięta, że na plastykę w kolejnym tygodniu trzeba przynieść blok.
3. Samo przygotowuje się do wyjścia
Po miesiącu szkoły pierwszoklasista naprawdę może już wiedzieć, gdzie ma buty, kurtkę, czapkę i plecak. Może sam się ubrać, sprawdzić plan lekcji, spakować swoje rzeczy i sprawdzić, czy niczego nie zapomniał.
Rodzic nadal może pilnować czasu. Zwłaszcza rano, kiedy do wyjścia zostały trzy minuty, a każdemu ciężko się wstaje. Ale różnica między "masz trzy minuty, ubieraj się" a "ja cię ubiorę, spakuję i zaniosę plecak" jest ogromna. To właśnie takie drobne czynności budują poczucie sprawczości i samodzielność.
4. Samodzielnie ogarnia swoje rzeczy w szkole
Dla pierwszoklasisty szatnia, ławka, plecak i wszystkie szkolne przybory mogą być na początku logistycznym wyzwaniem. Po kilku tygodniach można już jednak oczekiwać, że dziecko samo się przebierze, schowa kurtkę, znajdzie swoją salę i przygotuje rzeczy na lekcję. W przedszkolu również samo np. rozbierało się i ubierało podczas wyjść grupy z nauczycielami.
Nie trzeba odprowadzać go pod same drzwi sali, poprawiać plecaka, układać przyborów w piórniku i przypominać o każdym kolejnym ruchu.
Jeśli rodzic musi towarzyszyć dziecku w drodze do szkoły, warto przynajmniej rozważyć zostawienie go przed wejściem i pozwolenie, żeby resztę trasy pokonało samo. Nawet pierwszoklasista po miesiącu nauki może już całkiem dobrze poradzić sobie w szatni i przejść do sali lekcyjnej bez towarzystwa mamy.
Oczywiście bezpieczeństwo jest najważniejsze. Jeśli droga do szkoły jest niebezpieczna albo dziecko nie jest jeszcze gotowe, nie ma powodu, żeby przyspieszać ten etap.
5. Samodzielnie pilnuje swoich szkolnych spraw
Dziecko powinno powoli przejmować odpowiedzialność za to, co dzieje się w jego szkolnym życiu. Ma wiedzieć, kiedy ma WF, kiedy przynieść strój, co trzeba przygotować na zajęcia, zamiast za każdym razem wołać rodzica na pomoc.
Oczywiście sześciolatek czy siedmiolatek nie będzie funkcjonował jak dorosły i czasem zwyczajnie o czymś zapomni, bo wciąż uczy się tej szkolnej rzeczywistości. I właśnie dlatego powinien mieć okazję ponieść pewne konsekwencje, jeśli czegoś zapomni.
Nie powinniśmy dowozić za każdym razem stroju na WF, nie powinniśmy biec do szkoły z zeszytem zostawionym na kuchennym stole i nie prowadzić za dziecko zeszytów przedmiotowych. To nie jest brak troski. To właśnie troska, która jest inwestycją w przyszłość dziecka.
Zobacz także
Trudno odpuścić, ale warto
Sama wiem, jak trudno czasem się wycofać. Przez pierwsze tygodnie szkoły człowiek niemal automatycznie sprawdza plecak, zagląda do e-dziennika, przypomina o wszystkim i upewnia się, że dziecko niczego nie zapomniało. Zwłaszcza kiedy widzimy, że nasza pomoc rzeczywiście ułatwia mu życie.
Tylko że naszym zadaniem nie jest sprawić, żeby dziecko nigdy o niczym nie zapomniało. Naszym zadaniem jest nauczyć je, jak sobie radzić, kiedy czegoś nie pamięta.
Dlatego po miesiącu szkoły warto zacząć odpuszczać. Nie wszystko naraz i nie bez wsparcia, ale konsekwentnie oddawać dziecku kolejne części odpowiedzialności. Najpierw plecak. Potem praca domowa. Później pilnowanie potrzebnych rzeczy i szkolnych terminów.
Dzięki temu wychowujemy nie tylko samodzielnego ucznia, ale też wspieramy jego pewność siebie i poczucie własnej wartości.



