zmęczona matka płacze i zakrywa twarz chusteczką
Matka nie jest jedyną odpowiedzialną za dzieci osobą i ma prawo do chwili oddechu. fot. https://kaboompics.com/Pexels

Matka wyszła z domu po kłótni, zostawiając niemowlę i 2-latka pod opieką ich ojca, a mimo to szybko pojawiły się zarzuty, że "porzuciła" własne dzieci. Trudno mi zrozumieć, dlaczego wciąż roztrząsamy, czy matka ma prawo zostawić dzieci na kilka godzin, skoro te zostały z drugim rodzicem. Kobieta nie jest robotem i nie musi być dostępna dla swoich dzieci przez 24 godziny na dobę, zwłaszcza gdy po niemal dwóch latach bez chwili dla siebie zwyczajnie zabrakło jej sił.

REKLAMA

Matka w trakcie kłótni zostawiła ojca w domu z dziećmi

Wystarczyło, że matka dwójki małych dzieci wyszła z domu po kłótni z partnerem, a internet już zaczął zastanawiać się, czy nie porzuciła swoich dzieci. Przeczytałam w portalu Parents.com historię kobiety, która opisała swoją sytuację domową na forum Reddit.

Matka dwójki małych dzieci opowiedziała o tym, że pokłóciła się z partnerem i podczas burzliwej wymiany zdań mężczyzna kazał jej wyjść z domu. Kobieta tak właśnie zrobiła – po raz pierwszy od niemal dwóch lat (bo jej dzieci miały niespełna 2 lata oraz 7 miesięcy, a ona nigdy nie wychodziła z domu bez nich).

Maluchy zostały z ojcem. Tak, z ojcem. Tym samym, który jest ich rodzicem, tak samo jak matka. Kobieta opisała, że zmaga się z poczuciem winy, zastanawiając się, czy "porzuciła" swoje dzieci, czy po prostu zrobiła sobie przerwę, której od dawna potrzebowała.

I właśnie to jest dla mnie w tej historii najbardziej absurdalne. Nie to, że kobieta wyszła. Nie to, że zrobiła to pod wpływem emocji. Nawet nie to, że wcześniej przez niemal dwa lata prawie nie miała czasu tylko dla siebie. Najbardziej absurdalne jest to, że w ogóle zaczęliśmy roztrząsać, czy matka ma prawo odejść od dzieci na kilka godzin, skoro dzieci zostały z ich własnym ojcem.

Bo przecież matka nie zostawiła niemowlaka samego w domu. Nie wyszła i nie kazała dwulatkowi pilnować młodszego rodzeństwa. Dzieci zostały pod opieką drugiego rodzica. W tamtym wpisie matka przyznaje, że jej partner napisał jej też wiadomość, przez którą zaczęła o swoim wyjściu z domu myśleć jako o zarzucie. "Nie miej wyrzutów sumienia. Zostawiłaś dzieci pod opieką drugiego rodzica" – pocieszała jedna z użytkowniczek.

U matek i tak w takich sytuacjach uruchamia się dobrze znany mechanizm. Mamy być zawsze dostępne, spokojne, cierpliwe i gotowe. Nawet wtedy, kiedy właśnie skończyły się nasze zasoby.

Od kobiety, która zostaje mamą, oczekuje się czasem nadludzkiej odporności. Może być niewyspana, może mieć dość, może być wściekła, może płakać w łazience, może marzyć o godzinie samotności. Ale kiedy rzeczywiście wychodzi, nagle pojawia się pytanie, czy aby na pewno jest dobrą matką.

Naprawdę? Szczególnie mnie to wkurza i szokuje, że w rodzicielstwie najczęściej jesteśmy we dwoje i ten drugi rodzic ma na sobie taki sam ciężar odpowiedzialności, a jednak często go nie podejmuje. Nie chcę szufladkować wszystkich, bo żyjemy w czasach, kiedy to zjawisko jest coraz mniej widoczne na szczęście. Ale i tak to wkurza, jeśli nagle coś takiego się widzi.

Matka to nie robot, kiedy w końcu to zrozumiemy?

Każdy rodzic ma prawo czasem nie mieć już siły. Macierzyństwo nie odbiera człowiekowi potrzeby odpoczynku, ciszy, samotności ani zwyczajnego pobycia samemu ze sobą. Matka nie przestaje być człowiekiem tylko dlatego, że urodziła dziecko.

Co więcej, czasem odejście na chwilę i ochłonięcie od trudnej sytuacji jest znacznie rozsądniejsze niż pozostawanie w niej za wszelką cenę. Kiedy emocje sięgają zenitu, człowiek może potrzebować oddechu. Nie po to, żeby uciec od rodziny. Po to, żeby do niej wrócić z większym spokojem.

I tu dochodzimy do jeszcze jednej rzeczy, która wyjątkowo mnie drażni. Kiedy ojciec po kłótni wychodzi z domu, zostawiając matkę z dwójką dzieci, zazwyczaj nikt nie pisze mu wiadomości, że porzucił rodzinę i swoje dzieci. Nie zastanawiamy się, czy jest wyrodnym ojcem, bo wyszedł spotkać się z kolegą, pojechał pobiegać albo zwyczajnie potrzebował ochłonąć. On sam też tego tak nie widzi i nie ma wyrzutów sumienia.

Matka zostaje z dziećmi? To oczywiste. Ojciec zostaje z dziećmi? Nagle mamy wydarzenie warte internetowej dyskusji. To pokazuje, jak bardzo wciąż traktujemy ojców jak osoby pomagające przy dzieciach, a matki jak główne wykonawczynie rodzicielskich obowiązków. Jakby dzieci były przede wszystkim jej odpowiedzialnością, a on jedynie zastępował ją na czas nieobecności. Nie. Ojciec nie jest opiekunem zastępczym własnych dzieci. Jest rodzicem.

Oczywiście można powiedzieć, że wyjście w samym środku kłótni nie było idealnym rozwiązaniem. Być może lepiej byłoby wcześniej ustalić z partnerem, że każde z nich ma prawo do chwili dla siebie. Być może emocje sprawiły, że ta kobieta zareagowała impulsywnie. Ale to nadal nie oznacza, że należy odbierać jej prawo do odpoczynku albo urządzać publiczny sąd nad jej macierzyństwem.

Jeżeli dzieci są bezpieczne z drugim rodzicem, matka nie musi za każdym razem udowadniać, że jest gotowa poświęcić siebie dla rodziny. Nie musi być ostatnią osobą, która siada do odpoczynku. Nie musi czekać, aż wszyscy wokół będą zadowoleni, żeby wreszcie pomyśleć o sobie.

Dobra matka też może mieć dość. I nie powinna za każdym razem przepraszać za to, że jest człowiekiem.