kucharki szkolne
Obiady w tej szkole miały być koszmarem dla dzieci. Rodzice zawiadomili inspekcję pracy. fot. Pexels.com

Twarde i suche kotlety, niejadalna kasza, zupa przypominająca błoto, małe porcje i brudne naczynia – takie skargi miały pojawiać się na początku września w Szkole Podstawowej nr 340 na warszawskim Ursynowie. Rodzice zaczęli masowo wypisywać dzieci z obiadów, a sprawą zainteresowały się m.in. Państwowa Inspekcja Pracy i Urząd Zamówień Publicznych.

REKLAMA

Rodzice skarżyli się na szkolne obiady

Sprawa dotyczy Szkoły Podstawowej nr 340 na warszawskim Ursynowie. Jak opisywała "Gazeta Wyborcza", już 2 września wśród rodziców zaczęły pojawiać się informacje o problemach z jedzeniem wydawanym dzieciom. Według relacji, podawane dzieciom kotlety miały być twarde i suche, kasza miała być trudna do zjedzenia, a zupa miała przypominać błoto. Część uczniów miała z tego powodu w ogóle nie jeść obiadu w szkole.

Później pojawiły się kolejne zarzuty. Rodzice wskazywali na opóźnienia w wydawaniu posiłków, małe porcje oraz brudne naczynia.

Skala rezygnacji szybko rosła. Na wrzesień wykupiono około 720 posiłków, jednak już w połowie miesiąca z obiadów miało zrezygnować nawet 340 rodziców.

Rodzice nie ograniczyli się jednak do rezygnacji z posiłków. Zaczęli domagać się wyjaśnień dotyczących funkcjonowania stołówki oraz kontroli warunków, w jakich przygotowywane są obiady.

Za przygotowywanie posiłków odpowiadało konsorcjum reprezentowane przez Kamila Stopikowskiego, prowadzącego w Gdańsku spółkę Investo. Już wcześniej wobec firmy miały pojawiać się zastrzeżenia dotyczące m.in. przechowywania żywności, porządku w miejscu przygotowywania posiłków oraz postępowania z odpadami.

8 września rada rodziców złożyła wniosek o wypowiedzenie umowy firmie obsługującej stołówkę. Niedługo później dyrekcja szkoły miała wezwać sanepid. Powodem był brak kompletu dokumentów oraz książeczek zdrowia pracowników kuchni, których – według informacji przekazanych przez szkołę – nie otrzymano od ajenta.

Rodzice zawiadomili Państwową Inspekcję Pracy

Sprawa zaczęła wykraczać poza samą jakość jedzenia. 11 września rada rodziców zawiadomiła Państwową Inspekcję Pracy i poprosiła o sprawdzenie legalności zatrudnienia osób pracujących w stołówce.

Dzień później rodzice skierowali pismo do prezesa Urzędu Zamówień Publicznych. Wskazywali w nim wątpliwości dotyczące zgodności zawartej umowy z wybraną ofertą oraz dokumentacją przetargową.

Rodzice zwracali się również do dyrekcji szkoły i Dzielnicowego Biura Finansów Oświaty, które zajmuje się nadzorem nad prawidłową realizacją zamówień publicznych na rzecz placówek oświatowych w tej części Warszawy.

Przedstawiciele biura przekonywali, że szkoła prawidłowo zawarła umowę z konsorcjum i nie miała podstaw do jego wykluczenia.

Jednym z tematów, które wzbudziły wątpliwości rady rodziców, była kwestia osoby odpowiedzialnej za przygotowywanie posiłków. Robert Wojciechowski, przewodniczący rady rodziców w SP 340, zwracał uwagę na konieczność sprawdzenia, kto faktycznie przygotowywał obiady i jakie miał doświadczenie.

"Przed zawarciem umowy wykonawca poinformował, że posiłki będzie przygotowywać inny kucharz niż osoba wskazana uprzednio w wykazie osób. Konieczne jest ustalenie: kto był kucharzem wyznaczonym w ofercie, ile punktów przyznano za jego doświadczenie, kto został wskazany w jego miejsce i jakie doświadczenie posiadała osoba zastępująca" – mówi "Wyborczej" Robert Wojciechowski, przewodniczący rady rodziców w SP 340 na Ursynowie.

Wojciechowski bardzo ostro odniósł się również do kwestii dokumentacji pracowników kuchni.

"Brak orzeczeń lekarskich pracowników Investo to jest skandal, naruszenie higieny i narażanie zdrowia dzieci. Nie wykluczam zgłoszenia sprawy do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa" – mówił dziennikowi Robert Wojciechowski.

Firma odpiera zarzuty rodziców

Kamil Stopikowski przedstawiał zupełnie inną wersję sytuacji. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" przekonywał, że posiłki są smaczne, a ich jakość ma być każdego dnia sprawdzana przez pracowników szkoły.

Jego zdaniem na początku mogły wystąpić drobne problemy organizacyjne, ponieważ pracownicy dopiero rozpoczynali pracę w nowym miejscu. Dodatkowym wyzwaniem miała być duża liczba obiadów przygotowywanych i wydawanych uczniom.

Właściciel Investo twierdził również, że klucze do kuchni otrzymał dopiero dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego, po godzinie 16.

Według relacji Stopikowskiego po przejęciu kuchni okazało się, że część wyposażenia nie działała prawidłowo. Wśród problemów wymieniał między innymi chłodnię, mroźnię, patelnię elektryczną oraz zmywarko-wyparzarkę. Wskazywał również na problemy z wentylacją.

Firma miała więc potrzebować napraw serwisowych jeszcze przed sprawnym rozpoczęciem pracy. Stopikowski określił natomiast masowe wypisywanie dzieci z obiadów jako zorganizowaną akcję i bojkot.

Jednym z punktów zapalnych było spotkanie z rodzicami zorganizowane na czwartek o godz. 18. Na spotkaniu nie pojawił się ani przedstawiciel firmy obsługującej stołówkę, ani przedstawiciel urzędu. To dodatkowo pogłębiło niezadowolenie części rodziców.

Rodzice oczekiwali nie tylko odpowiedzi na pytania dotyczące jakości jedzenia, ale także konkretnych informacji o tym, jak będzie wyglądała kontrola stołówki i czy problemy zostaną rozwiązane.

Dyrektorka szkoły Małgorzata Antonowicz nie odpowiedziała na pytania dziennikarza "Gazety Wyborczej" i skierowała go do rzecznika prasowego ursynowskiego ratusza. Odpowiedzi z tej strony również nie było.

Burmistrz Ursynowa w jednym z komentarzy zamieszczonych w sieci zapewnił jednak, że urzędnicy pracują nad rozwiązaniem sytuacji.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl