nauczycielka prowadzi lekcję przy tablicy w klasie
Niektóre teksty pedagogów były mocno nietrafione i pamiętamy je po latach. fot. Gera Cejas/Pexels

Są teksty nauczycieli, które zna chyba każdy, kto chodził do szkoły kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Wtedy były codziennością, dziś część z nich brzmi co najmniej osobliwie. Niektóre rozśmieszają, inne pokazują, jak bardzo zmieniło się nasze podejście do wychowania i komunikacji z dziećmi.

REKLAMA

Szkolne powiedzonka nauczycieli zna chyba każdy

Większość z nas, dorosłych do dziś ma w pamięci przynajmniej kilka zdań nauczycieli, które słyszeliśmy tak często, że można by je wpisać do jakiegoś podręcznika jako przykłady wypowiedzi nauczycieli. Czasem były śmieszne, czasem irytujące, a czasem miały być motywacją, choć dzisiaj, słysząc je, trudno nie unieść brwi ze zdziwienia.

Nie chodzi o to, żeby po latach krytykować nauczycieli, którzy pracowali w zupełnie innych realiach. W końcu oni również byli częścią systemu, w którym pewne słowa uchodziły za normalne, a inne nawet za całkiem wychowawcze. Takie były też realia społeczne – dziś można podać przykład klapsów, o których doskonale wiemy, że są złe i karalne, a 20 lat temu uchodziły za metodę wychowawczą.

Dziś na różne powiedzonka pedagogów patrzymy trochę inaczej. I niektóre z nich brzmią tak, jakby szkoła była miejscem, w którym nauczyciel miał nie tylko uczyć, ale też przepowiadać przyszłość.

1. "Jak się nie będziesz uczyć, to będziesz rowy kopać"

To zdanie miało być szkolną wersją motywacyjnego kopa. Jeśli nie będziemy przykładać się do nauki, czeka nas ciężka praca fizyczna, najczęściej od rana do wieczora, z łopatą w ręku. Nauczycielska wizja przyszłości była przy tym dość prosta: dobre oceny prowadziły do sukcesu, a słabe niemal prosto do kopania rowów.

Dzisiaj brzmi to trochę zabawnie, bo wiemy już, że życie zawodowe nie działa według tak prostego schematu. Ponadto w branży budowlanej i drogowej zarobki są naprawdę świetne. Można nie być prymusem i znaleźć ciekawą pracę, można świetnie radzić sobie w szkole i później zupełnie zmienić kierunek.

No i przede wszystkim okazało się, że kopanie rowów nie jest karą za jedynkę z matematyki, bo na takie profesji można nieźle zarobić. Nauczyciele chyba po prostu mieli wyjątkowo bujną wyobraźnię.

2. "Z czego się tak śmiejesz? Powiedz wszystkim, pośmiejemy się razem"

Klasowy chichot miał w sobie coś niezwykle podejrzanego. Wystarczyło, że ktoś zaśmiał się pod nosem, a nauczyciel natychmiast podnosił wzrok znad dziennika i zadawał to pytanie. Nagle niewinny śmiech przestawał być prywatną sprawą dwóch osób z ostatniej ławki i stawał się wydarzeniem dla całej klasy.

Najczęściej nikt oczywiście nie zamierzał opowiadać wszystkim, z czego właściwie się śmiał. Chodziło raczej o to, żeby uczeń zrozumiał, że nauczyciel widzi i słyszy więcej, niż mu się wydaje. Dzisiaj trudno jednak nie zauważyć, że była to reakcja dość typowa dla czasów, w których od uczniów oczekiwano przede wszystkim ciszy i posłuszeństwa.

Nauczyciel miał prowadzić lekcję, a trzydzieści osób miało słuchać. Jeśli ktoś akurat miał ochotę się pośmiać, trzeba było szybko przypomnieć mu, kto tu prowadzi zajęcia. Z perspektywy czasu ten tekst brzmi już bardziej jak szkolny mem niż skuteczna metoda wychowawcza.

3. "W życiu nikt nie będzie się z tobą cackał"

To zdanie miało przygotować nas na dorosłość, która, według szkolnych zapowiedzi, miała być miejscem wyjątkowo niegościnnym. W pracy nikt nie będzie tłumaczył, w urzędzie nikt nie pomoże, a spóźnienie o trzy minuty najwyraźniej miało skończyć się katastrofą.

Tymczasem dorosłość okazała się trochę inna. Owszem, trzeba ponosić konsekwencje swoich decyzji i radzić sobie z trudnymi sytuacjami, ale nauczyliśmy się też, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości – a w zasadzie wielu dorosłych nadal musi się tego uczyć.

Współpraca, empatia i zwykła ludzka życzliwość całkiem nieźle sprawdzają się również poza szkolną ławką. Zamiast uczyć agresji i bycia bezwzględnym, dużo lepiej stawiać na bycie życzliwym i empatycznym.

4. "Skoro masz tak dużo do powiedzenia, to zamieńmy się miejscami"

To zdanie zazwyczaj pojawiało się wtedy, gdy uczeń miał wyjątkowo dużo uwag do lekcji, sposobu tłumaczenia albo decyzji nauczyciela. Najczęściej jednak padało, gdy uczniowie rozmawiali na jakiś inny temat i przeszkadzali tym nauczycielowi w prowadzeniu zajęć. Wystarczyło kilka komentarzy z ławki, żeby pedagog zaproponował rozwiązanie ostateczne: skoro tak świetnie sobie radzisz w mówieniu – proszę bardzo, tablica czeka.

Oczywiście do zamiany miejsc najczęściej nie dochodziło. Samo zdanie wystarczało, żeby większość klasy nagle przypomniała sobie, że jednak ma bardzo dużo do zrobienia w zeszycie.

Dzisiaj można spojrzeć na nie z przymrużeniem oka. Była to po prostu szybka riposta dorosłego, który próbował zapanować nad grupą i prawdopodobnie nie miał ochoty prowadzić kolejnej dyskusji z uczniem podczas lekcji. Nie była to może najbardziej rozwijająca metoda komunikacji, ale trudno nie przyznać, że przez lata działała.

5. "Nie będę tego powtarzać po raz setny"

Prawdopodobnie każdy nauczyciel choć raz wypowiedział to zdanie. I prawdopodobnie każdy uczeń choć raz sprawił, że musiało ono paść. Z perspektywy dorosłego człowieka trudno jednak nie zauważyć, że dzieci naprawdę potrzebują powtarzania. Nie dlatego, że robią nauczycielowi na złość, ale dlatego, że dopiero uczą się koncentracji, zapamiętywania i przewidywania konsekwencji.

Ta powtarzalność i rutyna to ich sposób na poczucie bezpieczeństwa, ale i utrwalenie wiadomości. Zresztą rodzice szybko odkrywają tę prawdę sami. Można powiedzieć dziecku dziesięć razy, żeby założyło buty, by po chwili usłyszeć pytanie o to, gdzie właściwie są jego buty.

6. "Kiedyś to docenicie"

To zdanie miało być uniwersalnym argumentem na wszystko. Lektury, nauka tabliczki mnożenia, znajomość dat, pisanie wypracowań, nauka języków i wszystkie inne rzeczy, których sensu w wieku kilkunastu lat nie potrafiliśmy dostrzec.

I tutaj nauczyciele czasami rzeczywiście mieli rację. Część szkolnej wiedzy przydaje się dopiero po latach. Problem w tym, że nie wszystko. Są rzeczy, których nauczyliśmy się na pamięć, a później nigdy więcej do nich nie wróciliśmy. Z perspektywy dorosłego życia widzimy, że szkoła nie była ani kompletną stratą czasu, ani miejscem, które przygotowało nas idealnie do dorosłości.

Wiele z tych nauczycielskich tekstów było po prostu częścią epoki. Dzisiaj więcej wiemy o rozwoju dzieci, emocjach, komunikacji i tym, jak słowa dorosłych mogą wpływać na młodego człowieka. Nie oznacza to jednak, że każde zdanie usłyszane w szkole trzeba po latach rozkładać na czynniki pierwsze i szukać w nim traumy.

Czasem warto po prostu przypomnieć sobie, że nauczyciele też byli ludźmi. Mieli lepsze i gorsze dni, trzydzieścioro uczniów w klasie, program do zrealizowania i własne granice cierpliwości. Niektóre teksty były nietrafione, inne przesadzone, a jeszcze inne zwyczajnie okazały się nieprawdziwe.