
Wrzesień to też powrót corocznego koszmaru rodziców, czyli wyborów do trójki klasowej. W mediach społecznościowych znów pojawiają się zabawne poradniki, jak uniknąć tego zaszczytu: gdzie usiąść, gdzie patrzeć i jak stanowczo odmawiać. Ja mam już doświadczenie, bo w zeszłym roku losowanie wskazało właśnie mnie – zostałam klasowym skarbnikiem.
Wrzesień wiąże się ze stałymi punktami – kupnem nowego plecaka, podpisywaniem zeszytów, pierwszym zebraniem w szkole i przedszkolu. I tym momentem grozy na zebraniu, kiedy wiemy, że jedynym i ostatnim punktem spotkania z wychowawcą zostało wybranie trójki klasowej.
W mediach społecznościowych ten temat wraca właściwie co roku. TikTok i Instagram zalewają zabawne i prześmiewcze poradniki przetrwania: gdzie usiąść, jak nie nawiązywać kontaktu wzrokowego i jak przybrać minę człowieka, który właśnie bardzo intensywnie analizuje regulamin szkoły.
W zeszłym roku byłam w trójce klasowej
W pierwszej klasie mojego syna sytuacja była wyjątkowa. Nikt nie chciał zgłosić się do trójki klasowej, rodzice w dużej mierze się nie znali, nie znaliśmy tej wychowawczyni. Nauczycielka nie miała więc specjalnie wyboru i zarządziła losowanie.
Pech chciał, że los trafił na mnie. Zostałam skarbnikiem i przez cały rok miałam okazję przekonać się, jak wygląda życie po drugiej stronie rodzicielskiej barykady.
Nie będę udawać: to był wyjątkowo intensywny rok. Na szczęście, z jedną z mam z trójki dogadywałam się świetnie i naprawdę dobrze nam się współpracowało. Problem polegał na tym, że formalnie w trójce byłyśmy we trzy (plus czwarta matka, która miała współpracować z Radą Rodziców), a w praktyce większość rzeczy organizowałyśmy we dwie.
I właśnie dlatego w tym roku nie mam już żadnych skrupułów. Swoje zrobiłam. Byłam skarbnikiem, ogarniałam pieniądze, organizację różnych świąt i prezentów dla dzieci, i wszystkie te drobne sprawy, które magicznie pojawiają się przy okazji życia klasowego. Teraz naprawdę może zająć się tym ktoś inny.
Nie dlatego, że jestem przeciwna pomaganiu. Po prostu uważam, że rodzic, który raz się zaangażował, nie podpisuje dożywotniego kontraktu na obsługę klasy. Jak znowu nikt nie będzie chętny to wychowawczyni znowu niech robi losowanie.
Strategia numer jeden: wybierz odpowiednie miejsce
Internet jest w tej kwestii bezlitosny. TikToki pokazują rodzicom, jak usiąść na zebraniu, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo zostania wybranym. Cezary Pazura ostatnio na Instagramie tłumaczył żonie, że nie można siadać na końcu i początku klasy, a influencer Kamil Baleja uczył swoją partnerkę powtarzania mantry: "Nie ma w moim życiu przestrzeni na to, żeby być w trójce klasowej".
Najlepiej nie w pierwszym rzędzie, bo wtedy widać cię aż za dobrze. Nie na środku, bo środek sali jest miejscem dla ludzi, którzy najwyraźniej przyszli po odpowiedzialność. Optymalna wydaje się pozycja gdzieś z boku, najlepiej w pobliżu drzwi. Można wtedy wyglądać na osobę, która przyszła tylko na chwilę, a w razie czego ma pilny powód, żeby opuścić salę.
Oczywiście są też bardziej zaawansowane techniki. Można udawać, że czegoś szuka się w torebce. Można bardzo dokładnie czytać informacje na tablicy. Można zainteresować się własnym długopisem z intensywnością godną archeologa. Wszystko po to, żeby nie wyglądać jak osoba, która ma wolne ręce i mogłaby przypadkiem zostać skarbnikiem.
Kontakt wzrokowy? Absolutnie nie
To podobno jedna z najważniejszych zasad. Kiedy pada pytanie o trójkę klasową, nie należy patrzeć ani na nauczyciela, ani na innych rodziców. Szczególnie nie wolno spojrzeć na osobę, która właśnie szuka wzrokiem kogoś, kogo można zgłosić.
Najbezpieczniej patrzeć przed siebie, najlepiej z lekko nieobecnym wyrazem twarzy. Można też spojrzeć w okno. Nagle obserwacja parkingu staje się niezwykle interesująca, prawda?
Trzeba jednak uważać. Zbyt intensywne unikanie wzroku wychowawcy może sprawić, że wszyscy zorientują się, że właśnie próbujemy uniknąć bycia w trójce. Wtedy strategia przestaje być subtelna.
Zobacz także
Najważniejszy patent: nauczyć się mówić "nie"
To może być najtrudniejszy punkt całej operacji. Zwłaszcza dla osób, które przez lata nauczyły się odpowiadać "No dobrze, mogę", zanim zdążą zastanowić się, czy rzeczywiście mogą.
Tymczasem w przypadku trójki klasowej przydaje się proste, spokojne i pozbawione tłumaczenia "nie, w tym roku nie mogę się zaangażować". Koniec. Bez elaboratu o pracy, dzieciach, obowiązkach, psie sąsiadów i remoncie łazienki.
Im więcej tłumaczymy, tym więcej przestrzeni zostawiamy na kontrargumenty. A przecież nie chcemy negocjować stanowiska naszej decyzji. Chcemy przeżyć zebranie.
Nie daj się złapać na poczucie winy
Trójka klasowa nie jest tajnym stowarzyszeniem ludzi, którzy jako jedyni potrafią zorganizować życie klasy. Jeśli ktoś się zgłasza, bo ma na to czas i ochotę, świetnie. Jeśli ktoś nie może albo zwyczajnie nie chce, też ma do tego prawo.
Zawsze wychodzę z założenia, że dużo łatwiej różnymi sprawami zająć się tym rodzicom, którzy nie pracują albo mają swoje działalności i elastyczny czas pracy. Ja jestem na etacie i nie czuję, żebym w tym roku dźwignęła taką odpowiedzialność.
Po zeszłorocznych doświadczeniach wiem jedno. W tym roku wybieram miejsce strategiczne, ograniczam kontakt wzrokowy i ćwiczę stanowcze "nie". Nie mam już nawet specjalnych wyrzutów sumienia, kiedy myślę, że tym razem ktoś inny będzie musiał ogarnąć klasowe składki, prezenty i organizacyjne zamieszanie.
Przeżyłam rok jako skarbnik. Wiem, ile to kosztuje czasu i energii. Wiem też, że kiedy w trójce jest kilka osób, niekoniecznie oznacza to, że kilka osób faktycznie wszystko robi. Dlatego w tym roku życzę wszystkim rodzicom powodzenia. Szczególnie tym, których losowanie jeszcze nie dopadło. Ja swój los już raz wyciągnęłam, teraz kolej na innych.




