
Nauczyciel z powołania, który potrafi nawiązać prawdziwą relację z uczniami i ich rodzicami, jest dziś na wagę złota. Jedna z polonistek opowiedziała o zaskakującej reakcji rodziców podczas pierwszego zebrania. Jej historia pokazuje, jak wiele może zmienić szczera rozmowa i wzajemny szacunek.
Bycie nauczycielem to zawód wymagający, trudny, a do tego – nie ma co ukrywać – często niewdzięczny. Pedagogom dostaje się od społeczeństwa, bo "mają czelność narzekać" na pensje, warunki zatrudnienia czy odpowiedzialność. Według wielu osób ich praca to przecież lekka i przyjemna zajęcie z dziećmi, do którego wliczają się jeszcze ferie i wakacje.
Nauczycieli z powołania i z pasją jest coraz mniej
Nie ma się więc co dziwić, że nauczyciele bywają rozgoryczeni, skoro sygnały płynące ze społeczeństwa często sprowadzają się do bagatelizowania ich zawodowych problemów zamiast próby zrozumienia i wsparcia. Do tego w dzisiejszych realiach szkolnych dochodzą konflikty z uczniami i rodzicami. Ci ostatni nie zawsze chcą współpracować z nauczycielami w wychowaniu i edukacji swoich dzieci, a odpowiedzialność za problemy często zrzucają właśnie na szkołę.
Kiedy więc udaje się trafić na wspaniałego pedagoga, który pracuje z pasją i z powołania, rodzice powinni doceniać go jak mało kogo w systemie szkolnym. Taka osoba, która nie tylko uczy, ale też wychowuje i wspiera nasze dzieci, jest naprawdę na wagę złota.
O tym, jak bardzo nauczyciel z powołania i pasją może być dziś rzadkim widokiem, napisała w jednym z ostatnich wpisów na Facebooku nauczycielka języka polskiego, logopedka i filolożka Agnieszka Cegłowska-Lepszy. Polonistka opowiedziała o tym, jak rodzice jej wychowanków przywitali ją podczas zebrania.
Padło wtedy pytanie: "Swoje pierwsze zebranie z rodzicami pamiętam naprawdę dobrze. Ustawiłam krzesła w kręgu, usiadłam razem z rodzicami i zaczęliśmy rozmawiać. Wtedy wydarzyło się coś dla mnie bardzo ważnego. Zrozumiałam, że zebranie z rodzicami wcale nie musi być spotkaniem, podczas którego nauczyciel mówi, a rodzice słuchają. Może być początkiem relacji. Po tamtym zebraniu zapadła cisza, a jedna z mam powiedziała: 'Z której bajki pani do nas przyszła?'" – cytuje jedną z matek nauczycielka.
Zobacz także
Współpraca oparta na wzajemnym szacunku
W dalszej części wpisu opowiedziała o trudnych doświadczeniach klasy z różnymi nauczycielami oraz wychowawcami, którzy pojawiali się w niej tylko na chwilę. Pedagożka zwróciła uwagę na to, jak cenne mogą być spotkania z rodzicami, podczas których można spokojnie porozmawiać, wspólnie poszukać rozwiązania problemów klasy i przede wszystkim zobaczyć w sobie nawzajem ludzi, a nie przeciwników.
Bo bez wzajemnego szacunku i rozmowy trudno budować dobrą relację między szkołą a rodzicami. A przecież wszystkim powinno zależeć na tym samym – żeby dzieci miały dobre warunki do nauki, rozwoju i dorastania. Zamiast więc narzekać na siebie nawzajem i szukać winnych, czasem warto po prostu usiąść przy jednym stole i porozmawiać.
To właśnie ten pierwszy kontakt może zdecydować o tym, jak będzie wyglądała współpraca przez kolejne miesiące. Nauczycielka zauważa, że dziś coraz trudniej znaleźć na takim spotkaniu przestrzeń na zwyczajną rozmowę. Zamiast poznawania się i budowania relacji pojawiają się dokumenty, zgody, procedury, zasady oceniania i organizacja pracy szkoły.
"Pierwsze zebranie z rodzicami staje się obecnie coraz mniej rozmową, a coraz bardziej logistycznym maratonem" – pisze. Trudno się z tym nie zgodzić. Zwłaszcza że zarówno nauczyciel, jak i rodzic mogą wyjść z takiego spotkania z poczuciem, że załatwili mnóstwo formalności, ale właściwie niewiele dowiedzieli się o sobie nawzajem.
Pedagożka podkreśla jednak, że doświadczenie pozwala z czasem lepiej odnaleźć się w tej roli. Sama przyznaje, że kiedy zaczynała wychowawstwo, nie zawsze wiedziała, co dokładnie powinna przekazać rodzicom i jak poprowadzić pierwsze spotkanie, żeby nie zamieniło się ono w odczytywanie regulaminu. Dziś, po latach pracy, chce podzielić się swoim doświadczeniem z innymi nauczycielami.
Stworzyła poradnik dotyczący pierwszego zebrania z rodzicami, który ma pomóc wychowawcom uporządkować kwestie organizacyjne i jednocześnie pamiętać o tym, co w całym spotkaniu najważniejsze. Bo za wszystkimi podpisami, zgodami i procedurami nadal są przecież ludzie – rodzice i nauczyciel, którzy przez najbliższy rok mają wspólnie wspierać te same dzieci.




