
Program 800 plus może czekać duża zmiana. Bartosz Marczuk, współtwórca świadczenia, proponuje zastąpienie wypłat bonem mieszkaniowym sięgającym nawet 100 tys. zł. Jego zdaniem takie rozwiązanie mogłoby skuteczniej zachęcać rodziny do posiadania kolejnych dzieci.
Czas na zmianę w 800 plus
Program Rodzina 500 plus, który później został zwaloryzowany do 800 zł, miał na celu przede wszystkim zahamowanie spadku dzietności w Polsce. Dziś, po 10 latach od uruchomienia świadczenia (zaczęto je wypłacać 1 kwietnia 2016 roku), wiemy, że tendencja spadkowa w liczbie urodzeń dzieci się utrzymała. Mamy do czynienia z poważnym kryzysem demograficznym, a kolejne działania rządu wciąż nie przynoszą oczekiwanych efektów.
Eksperci, wypowiadając się na temat programu 800 plus, wskazują różne rozwiązania, które mogłyby wpłynąć na poprawę dzietności w Polsce. Jedną z osób, która w ostatnim czasie zabrała głos w tej sprawie, jest Bartosz Marczuk, były wiceminister rodziny, a jednocześnie współtwórca programu Rodzina 800 plus.
W rozmowie z "Rzeczpospolitą" polityk przyznał, że świadczenie faktycznie pomogło, bo "poprawiło sytuację wielu rodzin, ale nie doprowadziło do trwałego wzrostu liczby urodzeń". Nie spełniło więc swojej funkcji, jaką było zahamowanie kryzysu demograficznego. Dziś, z perspektywy czasu i ucząc się na błędach, Marczuk proponuje inne rozwiązanie, które jego zdaniem mogłoby poprawić poziom dzietności w Polsce.
Były wiceminister jest zdania, że zamiast wypłacać rodzicom 800 zł na każde dziecko, należałoby zmienić świadczenie na bon mieszkaniowy. Chodzi o to, że jeśli dodatkowa gotówka nie zachęciła młodych ludzi do rodzicielstwa, znacznie bardziej pomocna może okazać się możliwość zakupu mieszkania, wsparcie w zgromadzeniu wkładu własnego do kredytu albo sfinansowanie materiałów budowlanych potrzebnych do budowy domu.
Zobacz także
Bon na mieszkanie zamiast gotówki
"Po raz pierwszy nie wysyłalibyśmy gremialnie ludzi do banków (po kredyt hipoteczny - red.), tylko dalibyśmy im "znaczone" pieniądze, które mogliby przeznaczyć na wkład własny przy kupnie mieszkania, albo na remont nieruchomości, albo na materiały budowlane w markecie" – przyznał Marczuk w rozmowie z portalem.
Takie świadczenie przysługiwałoby rodzinom, które już mają dzieci, ale deklarują, że mogłyby zdecydować się na kolejne, gdyby miały lepsze warunki mieszkaniowe. Stąd pomysł, by wycofać obecnie funkcjonujące 800 plus i zastąpić je bonem mieszkaniowym dla par, które mają już dwoje dzieci i zdecydowałyby się na kolejne, gdyby mogły zamieszkać w większym mieszkaniu albo kupić czy wybudować dom.
"Ludzie co do zasady chcą mieć więcej dzieci niż mają, tylko jest wiele powodów, które im to utrudniają. Jednym z nich jest sytuacja życiowo-materialna" – powiedział były wiceminister rodziny.
Według Marczuka bon mieszkaniowy w wysokości do 100 tys. zł powinien przysługiwać za urodzenie trzeciego dziecka. Podobne rozwiązanie funkcjonuje już na poziomie samorządowym. W Sosnowcu od września 2026 roku działa program "Maluszkowe", w ramach którego rodziny otrzymują 10 tys. zł na każde trzecie i kolejne dziecko.
Marczuk oszacował także koszty proponowanego programu: "To kosztowałoby ok. 20 mld zł rocznie. A gdybyśmy przywrócili kryterium dochodowe – czyli zamożniejsze rodziny nie otrzymują świadczenia 800 plus tylko na pierwsze dziecko, a na drugie i kolejne (dalej) jest powszechne – to wystarczyłoby na sfinansowanie bonu mieszkaniowego na każde dziecko. Pierwszy raz w historii po 1989 r. program mieszkaniowy uwzględniałby element demograficzny”.
Pomysł byłego wiceministra pokazuje, że w dyskusji o dzietności coraz częściej pojawia się pytanie nie tylko o wysokość świadczeń, ale przede wszystkim o to, czego młodym rodzinom naprawdę brakuje, a przez wiele lat nikt na to nie zwracał uwagi. Dla części z nich problemem może być nie brak pieniędzy na bieżące wydatki, lecz brak odpowiedniego mieszkania, stabilizacji i perspektywy na przyszłość.
Czy zamiana 800 plus na bon mieszkaniowy byłaby skuteczniejszym sposobem na walkę z kryzysem demograficznym? To rozwiązanie z pewnością wymagałoby dokładnej analizy, ale po 10 latach funkcjonowania programu pytanie o jego skuteczność wciąż jest aktualne.




