dziecko w basenie
To miały być zwykłe półkolonie. Skończyło się śmiercią dziecka i pytaniem, którego żaden rodzic nie chce zadawać. fot. Pexels.com

Kiedy wysyłamy dziecko na półkolonie, basen czy wycieczkę, na kilka godzin oddajemy je pod opiekę ludzi, których mamy prawo uważać za odpowiedzialnych. Ufamy, że wiedzą, co robią, że reagują w odpowiednim momencie i że nasze dziecko będzie bezpieczne, nawet jeśli nas przy nim nie ma. Tragedia 7,5-letniego chłopca w łódzkim Aquaparku Fala pokazuje jednak, jak tragiczne mogą być konsekwencje niewystarczającego nadzoru nad dzieckiem.

REKLAMA

Rodzice muszą zaufać komuś obcemu

Jest coś bardzo trudnego w rodzicielstwie, o czym rzadko mówi się głośno. W pewnym momencie musimy przestać być przy dziecku przez każdą sekundę. Posyłamy je do przedszkola, do szkoły, na kolonie, na trening, do aquaparku, do dziadków, do znajomych... I za każdym razem robimy to z przekonaniem, że ktoś będzie patrzył na nasze dziecko tak uważnie, jak patrzylibyśmy my.

Bo przecież po to są opiekunowie. Po to są instruktorzy. Po to są ratownicy. Rodzic chce wierzyć, że kiedy jego dziecko jest pod opieką profesjonalistów, może spokojnie odetchnąć. I właśnie dlatego takie historie tak bardzo bolą.

W przypadku tragedii w łódzkim Aquaparku Fala wiadomo, że chłopiec miał 7,5 roku. Podczas zajęć w wodzie znajdował się w grupie dzieci uczestniczących w półkoloniach. Według informacji przekazanych po zdarzeniu monitoring zarejestrował, że dziecko przez około trzy minuty próbowało utrzymać się na powierzchni, a następnie przez sześć minut pozostawało na dnie basenu. To są cyfry, które trudno przeczytać bez zatrzymania.

Dla rodzica sześć minut to czas, w którym może zrobić herbatę, odpisać na kilka wiadomości, powiesić pranie. W wodzie sześć minut może oznaczać wszystko.

A przecież dziecko nie znajdowało się tam samo, prawda?

Kto miał na nie patrzeć?

I tutaj pojawia się pytanie, którego nie da się ominąć.

Kto w tym czasie miał patrzeć na dzieci?

W basenie znajdowała się grupa 12 dzieci pod opieką 24-letniej instruktorki i początkującej stażystki. Nad bezpieczeństwem czuwało również dwóch ratowników WOPR. Nie chcę dziś wskazywać palcem konkretnej osoby i mówić: "To jej wina". Od tego jest prokuratura.

Nie znamy wszystkich okoliczności i pełnego zapisu monitoringu. Nie wiemy, jakie były procedury, gdzie dokładnie znajdowali się poszczególni opiekunowie i ratownicy, ani jak wyglądał nadzór w konkretnych minutach.

Ale możemy zadać pytanie systemowe. Czy przy zorganizowanych zajęciach dla dzieci nadzór nad wodą był wystarczająco skuteczny?

Jestem matką i dlatego ta historia uderza we mnie szczególnie mocno. Moje dziecko również czasami jeździ z dziadkiem na basen. Dziadek ma prawie 70 lat. I zanim wyjadą, zawsze powtarzam dziecku, żeby uważało.

A tacie mówię kilka razy:

"Miej oczy dookoła głowy".

Czasami mówię to po raz piąty, dziesiąty. Wiem, że mój tata doskonale zna zasady bezpieczeństwa. Wiem, że kocha swojego wnuka i że zrobiłby wszystko, żeby nic mu się nie stało. Ale właśnie dlatego tak bardzo boję się tych kilku sekund, w których można czegoś nie zauważyć. Bo w wodzie nie zawsze jest czas na reakcję.

Dziecko może się zachłysnąć, stracić równowagę, spanikować. Ktoś może na nie wpaść. Może nagle znaleźć się w miejscu, w którym nie czuje dna. Czasami naprawdę wystarczy kilka sekund.

Sama również chodzę na basen i nie raz widziałam ratowników siedzących na stanowisku i rozmawiających ze sobą. Zdarzało mi się też widzieć, że ktoś patrzy w telefon. W basenie jest w tym czasie mnóstwo ludzi, w tym bardzo dużo dzieci. I jako rodzic czasami patrzę na ratownika i zastanawiam się:

"Czy on naprawdę widzi to, co dzieje się w wodzie?".

Nie piszę tego po to, żeby oskarżać każdego ratownika. Ratownik też jest człowiekiem. Ma swoją pracę, odpowiedzialność, zmęczenie i obowiązują go procedury. Ale właśnie dlatego system bezpieczeństwa nie powinien opierać się wyłącznie na tym, że "ktoś będzie patrzył". Nadzór nad wodą powinien oznaczać rzeczywiste, skoncentrowane obserwowanie tego, co dzieje się w basenie. Non stop, bez chwili przerwy.

Siedmioletnie dziecko może umieć pływać. Może być odważne, może znać zasady, może wcześniej wiele razy korzystać z basenu bez żadnego problemu, ale nadal jest dzieckiem. Nie możemy oczekiwać, że w sytuacji zagrożenia zachowa się jak dorosły człowiek, zachowa zimną krew i natychmiast znajdzie najlepsze rozwiązanie.

Właśnie dlatego obecność dorosłych ma znaczenie. Nie wystarczy być gdzieś obok. Trzeba naprawdę widzieć.

"Przecież byli tam ratownicy"

To zdanie będzie prawdopodobnie wracało w tej historii. Byli ratownicy, byli opiekunowie, była instruktorka, była stażystka, a jednak wydarzyła się tragedia. I to jest właśnie najbardziej przerażające. Bo kiedy wysyłamy dziecko na półkolonie, nie możemy siedzieć obok basenu i patrzeć na nie przez cały czas. Nie możemy kontrolować każdej minuty. Musimy zaufać ludziom, którzy zostali wyznaczeni do opieki.

Czy to był nieszczęśliwy wypadek? Wypadek może wydarzyć się mimo prawidłowego nadzoru. Ale jeśli dziecko przez kilka minut walczy w wodzie, a następnie przez kolejne minuty znajduje się pod wodą i nikt tego nie zauważa, trudno rodzicowi przejść nad tym do porządku dziennego i powiedzieć po prostu: "nieszczęśliwy wypadek".

Właśnie po to istnieje nadzór, żeby zauważyć moment, w którym zwykła zabawa przestaje być zabawą. Żeby zareagować wtedy, kiedy dziecko jeszcze można uratować. Ostateczną odpowiedź na pytanie o odpowiedzialność powinno przynieść śledztwo.

Rodzice nie mogą być jednocześnie wszędzie i to jest chyba najtrudniejsza część całej historii. Nie możemy ochronić dzieci przed wszystkim. Nie możemy być przy nich 24 godziny na dobę. Musimy pozwolić im dorastać. Musimy pozwolić im korzystać z życia. Musimy ufać innym ludziom, ale to zaufanie nie powinno oznaczać ślepej wiary, że "jakoś to będzie".

Mamy prawo pytać, kto opiekuje się naszym dzieckiem, jakie ma kwalifikacje, jakie są zasady bezpieczeństwa i jak wygląda nadzór.

To nie jest przesada. To jest rodzicielstwo.

To dziecko jeszcze rano mówiło: "Do zobaczenia". Dziecko, które miało wrócić do domu, opowiadać o pobycie na basenie, śmiać się, być głodne po całym dniu i pytać, co będzie na kolację.

I właśnie dlatego odpowiedzialność dorosłych za bezpieczeństwo dzieci jest czymś więcej niż wykonywaniem procedur. To ogromne zobowiązanie.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl