spakowana walizka przed urlopem
Często chwalimy się w mediach społecznościowych rozpoczynającym się urlopem, a to błąd. pexel.com

Zdjęcie z wakacji, porannego biegu czy nowego mieszkania może zdradzić więcej, niż myślisz. Eksperci ostrzegają, że z pozornie niewinnych postów można odczytać plan dnia rodziny, miejsce zamieszkania, a nawet to, kiedy dom stoi pusty.

REKLAMA

Media społecznościowe stały się naszym internetowym albumem. Pokazujemy w nich najważniejsze chwile – pierwsze dni wakacji, odebranie kluczy do wymarzonego mieszkania, nowy samochód czy poranny trening. Rzadko zastanawiamy się jednak nad tym, że dla osób postronnych mogą być bardzo wyraźnym komunikatem.

Publikacja wakacyjnych zdjęć

Eksperci od cyberbezpieczeństwa od lat przypominają, że przestępcy nie muszą dziś obserwować domu przez wiele dni. Część informacji otrzymują od nas zupełnie za darmo – wystarczy, że zajrzą na publiczny profil w mediach społecznościowych.

Jednym z najbardziej oczywistych przykładów są wakacyjne zdjęcia publikowane na bieżąco. Fotografia walizek ustawionych przy drzwiach z podpisem "W końcu wyczekany urlop!" albo relacja z lotniska to dla znajomych sygnał, że zaczynamy wymarzony wypoczynek. Dla osoby o nieuczciwych zamiarach może być to natomiast informacja, że przez najbliższe dni dom lub mieszkanie będą stały puste. Znacznie bezpieczniej jest podzielić się wakacyjnymi wspomnieniami dopiero po powrocie.

Kolejny rekord w bieganiu

Podobnie wygląda sytuacja z aplikacjami sportowymi. Coraz więcej osób publikuje zrzuty ekranu z porannego biegu czy przejażdżki rowerowej. Widać na nich nie tylko liczbę przebytych kilometrów, ale często również dokładną trasę. Kilka takich postów wystarczy, by z dużym prawdopodobieństwem ustalić miejsce zamieszkania, a nawet godziny, w których właściciel wychodzi z domu i wraca. Taka informacja zawiera także przebieg trasy np. po lesie czy parku, gdzie rano nie osób postronnych – szczególnie powinny tego unikać kobiety.

Dobowy rytm

Jeszcze więcej informacji zdradzają nasze codzienne zwczaje. Poranna kawa, odwiezienie dziecka do szkoły, zdjęcie z siłowni, zakupy, spacer z psem czy wieczorny trening – każdy z tych postów wydaje się zupełnie niewinny. Publikowane regularnie zaczynają jednak układać się w szczegółowy plan dnia. Osoba postronna może z łatwością zauważyć, kiedy dom pozostaje pusty i jak wygląda codzienna rutyna domowników.

Nasze wymarzone M

Dużo ostrożności warto zachować również podczas chwalenia się nowym mieszkaniem lub domem. Zdjęcie kluczy z podpisem "Mamy swoje wymarzone M!" wygląda niewinnie, jednak współczesne aparaty wykonują fotografie w bardzo wysokiej rozdzielczości. Eksperci od bezpieczeństwa od dawna zwracają uwagę, że w niektórych przypadkach odpowiednio wyraźne zdjęcie może ułatwić odtworzenie wzoru klucza. Równie niebezpieczne bywają fotografie, na których przypadkowo widać numer domu, nazwę ulicy czy charakterystyczne elementy okolicy.

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że problemem mogą być również zdjęcia dokumentów. Nowe prawo jazdy, paszport, akt notarialny czy karta mieszkańca często trafiają do internetu jako powód do dumy. Nawet jeśli właściciel zasłoni numer PESEL, na fotografii mogą pozostać inne dane, które nie powinny być publicznie dostępne.

Podobnie jest z kartami pokładowymi i biletami lotniczymi. Zdjęcie z lotniska wydaje się niewinną pamiątką, jednak kod kreskowy lub numer rezerwacji mogą zawierać informacje, których lepiej nie udostępniać publicznie.

"No to jedziemy z tym rokiem szkolnym"

Szczególnej ostrożności wymagają również zdjęcia dzieci. Fotografia z rozpoczęcia roku szkolnego często pokazuje więcej, niż zamierzaliśmy – nazwę szkoły, numer klasy, logo na mundurku czy plan lekcji wiszący w tle. To drobiazgi, które dla obcych osób mogą okazać się bardzo cennymi wskazówkami.

Ukryte elementy na zdjęciach

Warto zwrócić uwagę także na wnętrza naszych domów. Publikując zdjęcie nowego salonu czy kuchni, nieświadomie pokazujemy również drogi sprzęt elektroniczny, biżuterię, sejf, system alarmowy albo inne wartościowe przedmioty. Czasami wystarczy jedno ujęcie, by zorientować się, co znajduje się w mieszkaniu.

Nie inaczej jest ze zdjęciami nowego samochodu. W tle często widać numer posesji, charakterystyczną ulicę czy tablicę rejestracyjną. To kolejne elementy układanki, które pomagają ustalić, gdzie mieszkamy.

Najbardziej podstępne są jednak szczegóły, których sami nie zauważamy. Dokument leżący na stole, etykieta z adresem na przesyłce, jakaś notatka na lodówce, kartka z planem dnia dziecka czy kluczyki pozostawione na blacie – wszystko to może znaleźć się w kadrze zupełnie przypadkiem.

Pojedyncze zdjęcie nie zawsze muszą stanowić zagrożenie. Problem zaczyna się wtedy, gdy takich pozornie niewinnych publikacji są dziesiątki. Złożone razem mogą stworzyć zaskakująco dokładny obraz naszego życia – miejsce zamieszkania, codzienne nawyki, godziny nieobecności w domu czy plany wyjazdowe. Dlatego przed kliknięciem przycisku "Opublikuj" warto spojrzeć na zdjęcie jeszcze raz i zastanowić się, czy nie pokazuje ono więcej, niż naprawdę chcemy pokazać.