
Zatrzymanie 37-letniego Michała S. w sprawie śmierci 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej wywołało ogromne emocje nie tylko z powodu przełomu w śledztwie, ale także z powodu jego dotychczasowego życia. Według śledczych był niekarany, pracował, założył rodzinę i wychowywał dwójkę dzieci. Psychoterapeuta Robert Rutkowski zwraca uwagę, że właśnie takie przypadki pokazują, jak bardzo mylimy pozory z rzeczywistością.
Kim był mężczyzna zatrzymany po 15 latach?
Przez piętnaście lat sprawa śmierci 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej pozostawała niewyjaśniona. Przełom przyniosło dopiero wykorzystanie genealogii genetycznej, która pozwoliła śledczym zawęzić krąg osób mogących mieć związek ze zbrodnią.
Pisaliśmy, że policjanci zatrzymali 37-letniego Michała S. Mężczyzna usłyszał zarzut zabójstwa, został tymczasowo aresztowany i – według informacji prokuratury – przyznał się do morderstwa, jednak odmówił składania szczegółowych wyjaśnień. O jego odpowiedzialności karnej ostatecznie zdecyduje sąd.
To jednak nie tylko sam przełom w śledztwie zwrócił uwagę opinii publicznej.
Jak przekazali śledczy, zatrzymany wcześniej nie był notowany. Od czasu zbrodni jego życie zdążyło całkowicie się zmienić. Założył rodzinę, został mężem i ojcem dwójki dzieci w wieku przedszkolnym oraz pracował zawodowo.
To właśnie ten obraz najmocniej wybrzmiał w medialnych relacjach. Dla wielu osób był zaskakujący, bo wciąż istnieje przekonanie, że sprawca najcięższych przestępstw powinien wyróżniać się wyglądem, zachowaniem albo przeszłością.
Robert Rutkowski: "Niekarany. Mąż. Ojciec dwójki dzieci"
Do sprawy odniósł się na Facebooku psychoterapeuta Robert Rutkowski, który napisał:
"Niekarany. Mąż. Ojciec dwójki dzieci. Ustabilizowany tryb życia".
Zwrócił uwagę, że wiele osób wciąż zakłada, iż zło można rozpoznać od razu.
Jak napisał:
"W nagłówkach przebija zdumienie: jak to możliwe, że porządny obywatel okazał się mordercą? Otóż możliwe. I to zdumienie mówi więcej o nas niż o nim. Bo my wciąż wierzymy, że zło ma wygląd diabła. Rogi, blizny, szaleństwo w oczach. A ono zaskakująco często przychodzi w postaci anioła: uprzejmego sąsiada, taty z przedszkolnego parkingu".
Rutkowski przypomina również, że historia zna wiele przypadków sprawców najcięższych zbrodni, którzy prowadzili pozornie zwyczajne życie rodzinne.
Dlaczego takie sprawy tak bardzo nas poruszają?
Największe emocje budzi nie tylko sama zbrodnia, ale również to, że człowiek podejrzewany o jej popełnienie przez lata funkcjonował jak miliony innych osób.
To zderzenie z naszymi wyobrażeniami. Wielu z nas podświadomie zakłada, że niebezpieczną osobę da się rozpoznać po wyglądzie, zachowaniu czy sposobie bycia. Tymczasem rzeczywistość bywa znacznie bardziej skomplikowana.
Jak przekonuje Rutkowski:
"Prawdziwi psychopaci bywają czarujący. Budzą zaufanie. Ich urok osobisty jest wręcz legendarny. Nie ma co się oszukiwać, to nie potwór z horroru. To ktoś, komu podajesz rękę".
Dlatego warto zachować ostrożność przed ocenianiem ludzi wyłącznie przez pryzmat tego, jak wyglądają lub jakie role pełnią w życiu. Sam fakt, że ktoś jest mężem, ojcem, ma stałą pracę czy nie był wcześniej karany, nie przesądza ani o jego charakterze, ani o odpowiedzialności za konkretne czyny.
Najważniejsza lekcja dla rodziców
Ta sprawa przypomina także o czymś jeszcze. Dzieci warto od najmłodszych lat uczyć zasady ograniczonego zaufania. Nie dlatego, że większość ludzi jest niebezpieczna, ale dlatego, że nie da się ocenić czyichś intencji po wyglądzie, wieku czy sympatycznym sposobie bycia.
Rozmowy o bezpieczeństwie nie powinny opierać się na straszeniu "obcym, groźnym człowiekiem". Znacznie lepiej uczyć dzieci konkretnych zasad: nie odchodzić z nieznajomymi, nie wsiadać do cudzego samochodu, informować bliskich o zmianie planów i reagować, gdy jakaś sytuacja budzi niepokój.
To praktyczne nawyki zwiększają bezpieczeństwo znacznie bardziej niż przekonanie, że zagrożenie zawsze będzie łatwe do rozpoznania.
O winie zdecyduje sąd
Sprawa śmierci 13-letniej Izabeli Strzałkowskiej po piętnastu latach doczekała się przełomu. Zatrzymanie podejrzanego zamknęło jeden z najtrudniejszych etapów śledztwa, ale nie kończy postępowania.
"Wniosek? Ideałów należy się wystrzegać. Każdy z nas nosi w sobie mrok, który w sprzyjających okolicznościach może się obudzić. Kto o tym wie, pilnuje własnych drzwi. Kto nie wie, pisze nagłówki pełne zdziwienia. O winie zatrzymanego rozstrzygnie sąd. O naszej naiwności rozstrzygamy sami" – przypomina Robert Rutkowski.
Jak doszło do tej zbrodni? Pomogła przełomowa metoda DNA
23 sierpnia 2011 roku 13-letnia Izabela Strzałkowska wracała do domu w gdyńskiej Dąbrowie po odprowadzeniu koleżanki na przystanek autobusowy. Wybrała rzadziej uczęszczaną ścieżkę, gdzie została zaatakowana przez sprawcę. Dziewczynka nie dotarła do domu – jej ciało około godz. 22:40 odnalazła zaniepokojona matka, kilkaset metrów od miejsca zamieszkania.
Śledczy ustalili, że przyczyną śmierci było gwałtowne uduszenie, a okoliczności wskazywały na s***ualny motyw zabójstwa. Na miejscu zabezpieczono materiał genetyczny sprawcy, jednak przez lata nie udało się dopasować go do żadnej osoby.
Dopiero po wznowieniu śledztwa i zastosowaniu genealogii genetycznej policjanci dotarli do 37-letniego dziś sąsiada ofiary, który przyznał się do zabójstwa.
Zobacz także
Źródło: facebook.com


