
Dorosły mężczyzna obrażał w autobusie trzy 12-letnie dziewczynki z Ukrainy. Ta historia porusza nie tylko dlatego, że padły wulgarne słowa czy dlatego, że miała podłoże narodowościowe. Najbardziej przeraża coś innego – to, że celem agresji stały się bezbronne dzieci.
W jednym z autobusów komunikacji miejskiej w Bielsku-Białej dorosły mężczyzna zaatakował słownie trzy 12-letnie dziewczynki z Ukrainy. Według relacji świadków i nagrań z monitoringu przez dłuższą chwilę kierował pod ich adresem wulgarne, obraźliwe słowa, kazał im "wracać do swojej Ukrainy" i próbował zastraszyć. Sprawą zajęła się policja, a przewoźnik poinformował, że zabezpieczył nagrania z monitoringu i wyciągnie konsekwencje wobec swojego pracownika (okazało się, że mężczyzna jest kierowcą autobusu, przebywającym na zwolnieniu lekarskim).
To, co najbardziej przeraża w tej historii
Trudno po tym wydarzeniu przejść do porządku dziennego. Nie tylko dlatego, że był to atak na Ukrainki na tle narodowościowym, co samo w sobie jest godne potępienia. Nie tylko dlatego, że całe zdarzenie zarejestrowały kamery, bo czym innym jest przeczytać o takim ataku, a czym innym zobaczyć i usłyszeć go na własne oczy.
Najbardziej porusza mnie jednak coś jeszcze prostszego – dorosły, około 40-letni mężczyzna wybrał sobie za przeciwnika trzy 12-letnie dziewczynki! Obejrzenie nagrania, na którym widać atak na dzieci, jest po prostu wstrząsające.
Okoliczności całej sprawy pewnie wyjaśni policja. Sąd – jeśli do niego trafi – oceni odpowiedzialność mężczyzny. Dla mnie, na ten moment, wiadoma jest już jedna rzecz, do której nie potrzeba ani śledztwa, ani wyroku. Wystarczy obejrzeć nagranie (publikujemy je pod tekstem) i zadać sobie jedno pytanie – jakim trzeba być człowiekiem, żeby stanąć naprzeciwko dziecka i zrobić sobie z niego przeciwnika?
"Silny wobec słabych, słaby wobec silnych"
Ten komentarz szczególnie zwrócił moją uwagę wśród głosów oceniających tę sytuację. Najbardziej w tym wszystkim uderza to, że dorosły człowiek skierował swoją agresję wobec dzieci. Dzieci, które nie miały ani podobnej siły, ani życiowego doświadczenia. Ten przypadkowy człowiek zaburzył ich poczucie bezpieczeństwa, które powinien zapewniać świat dorosłych.
Mówi się czasem, że agresja to przejaw nadmiaru siły. Ten przypadek pokazuje jednak, że trudno o bardziej mylne przekonanie. Prawdziwa siła nie potrzebuje krzyku, zastraszania ani upokarzania. Agresja bardzo często szuka tych, którzy mają najmniejsze możliwości, by się obronić.
Czy ten sam mężczyzna zachowałby się identycznie wobec trzech dorosłych mężczyzn? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że wybrał dzieci. A to mówi wiele o całej tej sytuacji i przede wszystkim o tym człowieku.
Dziecko jest przede wszystkim dzieckiem
Nie Ukraińcem, nie Polakiem – po prostu dzieckiem. Sam ten fakt powinien uruchamiać w dorosłych odruch opieki. Ono nie zna zasad polityki, nikogo nie wyklucza za narodowość, czy cechy wyglądu. Dopiero uczy się świata i relacji z ludźmi. To od nas – dorosłych – powinno czerpać wiedzę o świecie i być zapewnionym o tym, że np. przestrzeń publiczna jest miejscem, w którym może czuć się bezpiecznie, a jeśli tak nie jest, mieć poczucie, że może liczyć na pomoc dorosłych.
Tymczasem w autobusie wydarzyło się coś dokładnie odwrotnego. Dzieci usłyszały, że są gorsze, niechciane i że ich pochodzenie jest wystarczającym powodem, by je poniżać. Nawet jeśli za kilka lat zapomną te słowa, bardzo możliwe, że zapamiętają emocje, które im wtedy towarzyszyły – strach, bezradność i poczucie, że dorosły człowiek może sobie uczynić z nich cel swojego gniewu.
"Nie bądźmy obojętni"
W tej historii jest jeszcze jeden bohater. To każdy z nas, kto ogląda podobne nagrania albo takie sceny na ulicy. Warto zadać sobie niewygodne pytanie – co zrobilibyśmy, gdybyśmy siedzieli kilka metrów dalej od tych dziewczynek?
Czy zareagowalibyśmy?
Czy stanęlibyśmy w obronie dzieci?
Czy powiedzielibyśmy agresorowi, że przekroczył granicę?
A może odwrócilibyśmy wzrok, licząc, że ktoś zrobi to za nas?
Nie piszę tego po to, by kogokolwiek oskarżać. W sytuacjach zagrożenia ludzie reagują bardzo różnie. Jedni zamierają, inni próbują pomóc, jeszcze inni boją się eskalacji konfliktu.
Gdy oglądam to nagranie, mam ochotę stanąć w oko w oko z agresorem, ale czy na miejscu zachowałabym się tak samo? Łatwo oceniać na zimno. Jednak priorytetem musi być dbanie o nasze bezpieczeństwo i nieeskalowanie agresji. Dlatego podstawą byłoby przynajmniej zaalarmowanie kierowcy autobusu, zadzownienie na policję, odwrócenie uwagi agresora – reakcja to nasz obowiązek.
Zapłon do agresywnych zachowań
Nie ma też znaczenia, czy dziecko mówi po polsku, ukraińsku czy w jakimkolwiek innym języku. Narodowość nie może decydować o tym, czy zasługuje na szacunek. Problemem nie jest wyłącznie nienawiść wobec obcokrajowców. Problemem jest dorosły człowiek, który postanawia zbudować poczucie własnej przewagi nad kimś, kto nie ma szans w tej nierównej konfrontacji.
Pewnie też dlatego ta historia wywołała tak ogromne emocje. Wszyscy instynktownie czujemy, że istnieją granice, których dorosły człowiek po prostu nie powinien przekraczać. Krzyk skierowany do dziecka jest jedną z nich. Upokarzanie go, kolejną. A wykorzystywanie własnej przewagi wieku i siły to już coś, co trudno nazwać inaczej niż moralną porażką.
Mówi się, że o człowieku najwięcej mówi to, jak traktuje tych, którzy są od niego słabsi. Jeśli to prawda, to nie ma nic bardziej żałosnego niż dorosły, który swoją siłę i agresję pokazuje właśnie wobec dziecka. W takiej sytuacji nie wygrywa żadnego sporu – ani politycznego, ani narodowościowego, ani żadnego innego. Przegrywa za to przede wszystkim z własnym człowieczeństwem.
Należy jednak podkreślić, że kierowca autobusu zaintwerniował w tej sprawie.
Źródło: bielsko.info
Zobacz także


