
Czy współczesne dzieci są mniej samodzielne niż ich rodzice w tym samym wieku? Historia 13-latka, który po raz pierwszy sam płacił w sklepie, wywołała gorącą dyskusję o nadopiekuńczości i wychowaniu. Pedagog Jacek Suliga przekonuje, że odbierając dzieciom codzienne doświadczenia, pozbawiamy je ważnych życiowych umiejętności.
Dzisiejsze dzieci nie mają za grosz samodzielności
Żyjemy w czasach, w których wiele osób ze zdziwieniem zauważa, jak bardzo w izolacji od codziennych obowiązków zostało wychowane pokolenie dzisiejszych nastolatków. Wielu z nich dopiero w wieku 13-16 lat po raz pierwszy doświadcza sytuacji, z którymi pokolenie ich rodziców miało do czynienia już w przedszkolu lub pierwszych klasach szkoły podstawowej.
Samodzielny powrót ze szkoły, płacenie gotówką w sklepie, noszenie własnych kluczy do domu czy przygotowanie sobie prostego posiłku to tylko kilka przykładów. Takich doświadczeń, które kiedyś były naturalnym elementem dzieciństwa, jest jednak znacznie więcej.
O jednym z nich bardzo obrazowo napisał ostatnio na Facebooku Jacek Suliga, pedagog specjalny i Nauczyciel Roku 2023. Na co dzień pracuje z dziećmi i młodzieżą, a w mediach społecznościowych dzieli się refleksjami na temat współczesnego wychowania i rozwoju dzieci. Mężczyzna opisał sytuację, której był świadkiem w osiedlowym sklepie spożywczym.
"Przed tobą stoi trzynastoletni chłopak, kolega twojego dziecka. W ręku nerwowo ściska butelkę wody i paczkę chipsów. Kasjerka rzuca szybkie: 'Osiem pięćdziesiąt, mogę być winna grosika?'. Chłopak zamarza. Patrzy na banknot w swojej dłoni, potem na kasjerkę, oblewa się zimnym potem i widać, że najchętniej zapadłby się pod ziemię. Po wyjściu ze sklepu przyznaje ze spuszczonym wzrokiem: 'To był mój pierwszy raz, kiedy kupowałem coś sam'" – opisuje pedagog.
Dalej wyjaśnia, że dziś, jako dorosłej osobie, trudno mu uwierzyć, że taka sytuacja może mieć miejsce. Sam dorastał w czasach, gdy dzieci miały znacznie więcej samodzielności i odpowiedzialności. Ponieważ jego pokolenie często było obciążane zbyt wieloma obowiązkami, jako rodzice chcieli oszczędzić tego własnym dzieciom.
Jak zauważa, efekt okazał się jednak odwrotny od zamierzonego. Nadopiekuńczość i wyręczanie dzieci sprawiły, że współcześni 13-latkowie mają problem z czynnościami, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były zwykłym elementem codzienności.
Nauka samodzielności od przedszkolaka
Bo w latach 80. i 90. dzieci uczyły się liczenia, ekonomii i przedsiębiorczości, wydając w sklepie pieniądze na gumy kulki i oranżadę. Dziś dostają od rodziców karty przedpłacone i BLIKI, którymi płacą za wszystko, czego tylko zapragną.
A Suliga zauważa: "Trzynaście lat. Wiek, w którym dawniej jeździło się samemu pociągiem na kolonie, a dziś... dziś samodzielny zakup chleba urasta do rangi misji na Marsa. Zamarzasz, a potem dociera do ciebie absurd tej sytuacji. Zrobiliśmy z naszych dzieci finansowych i społecznych analfabetów, kradnąc im jedno z najważniejszych narzędzi w drodze do dorosłości: zwykłe, fizyczne kieszonkowe i prawo do wydawania w osiedlowym sklepie.
[...] A potem, gdy ten sam młody człowiek ma iść sam do sklepu i wejść w interakcję ze sprzedawcą, paraliżuje go strach, bo nigdy nie musiał brać odpowiedzialności za fizyczną wymianę dóbr. Moje własne dzieci zaczęły same chodzić po zakupy do pobliskiego sklepu, gdy miały około siedmiu lat. Zaczynało się od prostej misji: kupić masło i rzodkiewkę. I wiecie co? Nie ma lepszego podręcznika do matematyki niż garść bilonu w małej dłoni" – zauważa nauczyciel.
Dodaje, że dysponowanie gotówką to świetna lekcja przedsiębiorczości i zarządzania finansami, która rozwija umiejętności niezbędne również w dorosłym życiu.
"Kiedy dziesięciolatek dostaje do ręki fizyczne kieszonkowe – niech to będzie głupie 20 złotych tygodniowo – dostaje w pakiecie wolność i odpowiedzialność. Ma prawo wydać to w poniedziałek na najbardziej bezsensowne, plastikowe gadżety z automatu, a potem przez resztę tygodnia przełykać gorzką pigułkę bankructwa, patrząc jak koledzy jedzą lody. I to jest wspaniałe!
To najtańsza i najbezpieczniejsza lekcja konsekwencji, jaką możemy mu zafundować. Lepiej, żeby zbankrutował w wieku lat dziesięciu na chrupkach, niż w wieku dwudziestu pięciu na chwilówkach, bo nikt go nie nauczył, że pieniądze kiedyś się kończą. Dorosłe życie to nie jest gra w Monopoly, w której bank zawsze ma nieograniczone rezerwy, a mama zawsze zapłaci za wyjście z więzienia".
Dajcie dzieciom wolność doświadczania
Na koniec pedagog zauważa, że doświadczanie samodzielności finansowej jest lekcją, dzięki której dzieci zdobywają umiejętności potrzebne im przez całe życie. Zachęca rodziców, by pozwolili dzieciom korzystać z gotówki zamiast od razu wręczać im kartę płatniczą lub zegarek z funkcją płacenia.
"Dlatego zróbmy sobie i naszym dzieciom przysługę. Odłóżmy na chwilę wirtualne portfele. Dajmy siedmiolatkowi garść monet, listę z trzema pozycjami i wyślijmy go do sklepu za rogiem. Pozwólmy mu się pomylić. Pozwólmy mu zgubić dwuzłotówkę w trawie, pokłócić się z rodzeństwem o to, kto trzyma resztę, i poczuć dumę, gdy sam położy na ladzie odliczoną kwotę" – pisze Suliga.
Choć nie każdy rodzic zgodzi się z tym, że siedmiolatek powinien sam chodzić do sklepu, trudno nie dostrzec, że dzieci potrzebują okazji do ćwiczenia samodzielności. Nawet drobne codzienne obowiązki uczą odpowiedzialności, zarządzania pieniędzmi i radzenia sobie w kontaktach z innymi. A właśnie takich doświadczeń nie da się zastąpić ani aplikacją w telefonie, ani płatnością jednym kliknięciem.
Zobacz także




