Fot. Unsplash

Po wakacjach nauczyciele będą mogli brać pod uwagę systematyczność wykonywania prac domowych przy wystawianiu ocen rocznych. MEN przekonuje, że zmiana ma zwiększyć motywację uczniów do samodzielnej pracy.

REKLAMA

Ministerstwo Edukacji Narodowej przygotowało projekt zmian dotyczących oceniania i klasyfikowania uczniów. Zgodnie z nowymi zasadami nauczyciel będzie mógł uwzględniać regularność wykonywania prac domowych podczas ustalania rocznej oceny klasyfikacyjnej.

MEN chce docenić systematyczność uczniów

Resort tłumaczy, że celem zmian jest "wzmocnienie motywacji uczniów do samodzielnej pracy własnej". Jak podkreślono w uzasadnieniu projektu, "Projektowana zmiana umożliwi nauczycielom docenienie wysiłku wkładanego przez ucznia w wykonanie pracy domowej". To kolejny krok ministerstwa w sprawie zadań domowych – niedawno informowaliśmy, że MEN przywraca prace domowe, ale z jedną zmianą, bo nauczyciele będą dawać informację zwrotną, bez tradycyjnych ocen cyfrowych.

Nauczyciele obawiają się lawiny dodatkowej pracy

Choć pomysł ma wspierać uczniów, wielu nauczycieli patrzy na niego z dużą rezerwą. Problemem ma być przede wszystkim sposób oceniania prac domowych.

Pedagodzy zwracają uwagę, że nadal nie wracają tradycyjne stopnie za zadania domowe. W ich miejsce obowiązuje opisowa informacja zwrotna, która wymaga znacznie więcej czasu.

"Muszę przydźwigać do domu 30 zeszytów"

Jedna z nauczycielek, pani Anna, opisuje swoją sytuację bardzo konkretnie:

"Przypuśćmy, że zadaję pracę domową w klasie 30-osobowej (w takiej uczę). Przed reformą zbierałam losowo 3-4 zeszyty i je oceniałam. Po wprowadzeniu obowiązku sprawdzenia i zapisu informacji zwrotnej, muszę zebrać 30 zeszytów. Muszę to przydźwigać do domu i zarwać 4-6 godziny, by to ocenić i opisać. Kto wpadł na tak «cudowny» pomysł?".

Frustracja pedagogów nie jest nowa – głośno było już o tym, że walka o powrót prac domowych trwa, a nauczyciele wskazują, że "rodzice proszą na zebraniach" o ich przywrócenie w klasycznej formie, z ocenami i bez konieczności pisania długich komentarzy do każdego zeszytu.

Sprawdzenie wszystkich prac może być nierealne

Wielu nauczycieli wskazuje, że po zmianach uczniowie mogą zacząć bardziej regularnie odrabiać zadania domowe, licząc na lepszą ocenę końcową. Paradoksalnie może to jeszcze bardziej zwiększyć liczbę prac wymagających sprawdzenia.

Jeden z pedagogów zwrócił uwagę, że przy dużej liczbie uczniów wykonanie tego obowiązku może być praktycznie niemożliwe.

"Przy systematycznym zadawaniu prac domowych, np. z matematyki, nie jest fizycznie możliwe aby nauczyciel sprawdził pracę każdego ucznia. Taki nauczyciel ma cztery lub pięć klas, w każdej po około 25 uczniów. Na sprawdzaniu musiałby spędzać całą dobę" – podkreśla.

Reforma zostaje, mimo nacisków

MEN konsekwentnie podkreśla jednak, że nie planuje powrotu do zasad sprzed reformy. Pisaliśmy o tym w tekście "koniec marzeń o powrocie starych zasad, MEN mówi jasno, że obowiązkowe prace domowe nie wrócą" – minister Barbara Nowacka stwierdziła w nim wprost, że dawny model "przerzucał odpowiedzialność na korepetytorów i rodziców". Także wiceministerka Katarzyna Lubnauer w wywiadzie dla RMF FM wprost zapowiedziała, że wojna o prace domowe, czyli nowa deklaracja MEN na przekór nauczycielom, wskazuje na utrzymanie kierunku reformy mimo opinii środowiska.

Co czeka nauczycieli w praktyce?

Projekt MEN wywołuje silne emocje w środowisku nauczycielskim. Najwięcej pytań dotyczy tego, jak nowe przepisy będą wyglądały w codziennej praktyce. Wielu pedagogów już dziś szuka własnych rozwiązań – pisaliśmy o tym, że nauczyciele znaleźli sposób na zakaz prac domowych, a uczniowie mierzą się z nową presją – kartkówki na początku lub końcu każdej lekcji stały się w wielu szkołach niepisaną normą.

Nauczyciele obawiają się, że bez dodatkowych rozwiązań organizacyjnych ich obowiązki mogą znacząco wzrosnąć. I trudno im się dziwić.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl