Na zdjęciu chłopiec dostaje arkusz egzaminacyjny.
W sieci krąży masa testów uznawanych za "pewniaki" zdjęcie wygenerowane przez AI

"Mam arkusz od znajomego z CKE", "znam lekturę", "wyślę ci odpowiedzi" – tuż przed egzaminem ósmoklasisty internet znów zalewają rzekome "przecieki". Eksperci ostrzegają, że większość z nich to próba wykorzystania stresu uczniów, a część materiałów może być wygenerowana przez AI.

REKLAMA

"Mam arkusze od cioci z CKE" — schemat, który wraca każdej wiosny

Najpierw pojawia się sensacyjny wpis typu: "mam arkusze od cioci z CKE", a potem uczeń dostaje link do grupy, prywatnej wiadomości albo prośbę o szybki przelew czy płatność BLIK-iem za pełen arkusz.

Skala emocji wokół egzaminu ósmoklasisty jest dziś tak duża, że oszuści mają w zasadzie roboty pod dostatkiem. Pisaliśmy o tym w tekście 3 rzeczy do powtórzenia przed egzaminem 8 klas z matematyki, tego twoje dziecko boi się najbardziej — analizując dane z platformy Math Eddie pokazaliśmy, że niemal dwóch na trzech uczniów ma realne problemy z konkretnymi działami, a poziom stresu rośnie wraz ze zbliżaniem się terminu egzaminu.

To właśnie ta presja sprawia, że nastolatki w ostatnich dniach przed maturą czy egzaminem ósmych klas są skłonne uwierzyć dosłownie we wszystko, co obiecuje "szybki sposób na lepszy wynik".

"Pewniaki" to nie przecieki

Przy tej okazji warto też odróżnić informacje publikowane na temat przecieków od tzw. "pewniaków", o których także znajdziemy informacje w sieci. W internecie często krążą przewidywania dotyczące lektur, tematów wypracowań czy typów zadań. Zwykle są one oparte na analizie wcześniejszych egzaminów, intuicji nauczycieli albo szkolnych trendach. To jednak nadal tylko zgadywanie, a nie dostęp do prawdziwego arkusza egzaminacyjnego czy faktycznie potwierdzonych informacji.

Warto też pamiętać, że w sieci można znaleźć legalne materiały takie jak arkusze próbne, przykładowe i archiwalne publikowane przez Centralną Komisję Egzaminacyjną. To nie są przecieki, ale legalne publikacje, dostępne dla wszystkich. To często na ich podstawie oszuści przygotowują rzekome "przecieki".

Arkusze egzaminacyjne są mocno zabezpieczone

Wbrew internetowym teoriom, arkusze egzaminacyjne nie krążą swobodnie po szkołach ani nie trafiają wcześniej do nauczycieli. Treść egzaminu zna bardzo wąska grupa osób odpowiedzialnych za jego przygotowanie.

Materiały są też objęte ścisłymi procedurami bezpieczeństwa. Przesyłki z arkuszami trafiają do szkół zabezpieczone, a część z nich posiada specjalne nadajniki rejestrujące moment otwarcia paczki. Jeśli przesyłka zostałaby naruszona przed czasem, system może odnotować zarówno godzinę, jak i miejsce zdarzenia.

Dodatkowo około pół godziny przed rozpoczęciem egzaminu przewodniczący zespołu egzaminacyjnego ponownie sprawdza, czy materiały nie zostały wcześniej otwarte. Dopiero wtedy arkusze trafiają do sal.

Procedury przewidują nawet sytuacje kryzysowe, np. zaginięcie przesyłki lub nielegalne ujawnienie zadań. W takich przypadkach decyzje podejmuje dyrektor CKE.

Co naprawdę "wycieka" — i kiedy

To zresztą nie znaczy, że przecieki w ogóle nie istnieją. Z reguły jednak pojawiają się one w trakcie trwającego już egzaminu, gdy zdający wynoszą zdjęcia arkuszy w telefonach. Pisaliśmy o tym szerzej w tekście matura 2026 z aferą, arkusz z języka polskiego wyciekł 17 minut po starcie oraz w analizie uczniowie pobili rekord przecieków na maturze, MEN straszy egzaminami w centrach bez internetu — kilkunastu maturzystom unieważniono egzamin właśnie z powodu wniesienia telefonu na salę. Ale to są wycieki w trakcie egzaminu, nie przed nim. Jeśli ktoś twierdzi, że ma arkusz dzień wcześniej — to z dużym prawdopodobieństwem kłamie.

Coraz trudniej odróżnić fałszywki od prawdziwych materiałów

W tym roku problem jest jeszcze większy niż wcześniej, ponieważ powszechnie mamy dostęp do coraz to doskonalszej sztucznej inteligencji. AI potrafi dziś bardzo realistycznie odtworzyć układ arkusza egzaminacyjnego, styl poleceń, przygotować typowe, bardzo prawdopodobne zadania, a nawet przygotować wygląd zdjęcia, jakby zrobionego ukradkiem na ławce.

Dlatego też w sieci pojawiają się materiały wyglądające niemal identycznie jak prawdziwe arkusze. Część z nich może być wygenerowana jeszcze przed rozpoczęciem egzaminu i puszczana do sieci np. o 9:01. To zresztą tylko wariant szerszego problemu — oszuści coraz częściej wykorzystują AI w bardzo wyrafinowany sposób.

Świetnie pokazał to portal natemat.pl w analizie paskudne oszustwo metodą na mObywatela, nawet bardzo przezorni dadzą się złapać, gdzie fałszywe SMS-y od rzekomej aplikacji rządowej trafiały dokładnie do tych samych wątków co prawdziwe powiadomienia. Mechanizm jest zawsze ten sam: nadać wiadomości pozory wiarygodności i wywołać silną emocję — strach, ekscytację, presję czasu. W przypadku ósmoklasistów ta emocja to "muszę zdać, żeby dostać się do dobrego liceum".

Ósmoklasiści są łatwym celem

Egzamin ósmoklasisty to dla wielu uczniów pierwszy tak stresujący sprawdzian w życiu. Od liczby punktów zależy dostanie się do wymarzonego liceum albo technikum. Nic więc dziwnego, że część nastolatków szuka ostatniej szansy na poprawienie swojego wyniku i zwiększenia liczby punktów. To właśnie najlepszy punkt zaczepienia dla oszustów.

Mechanizm takiego oszustwa jest bardzo prosty, podobny do typowych działań marketingowych. Najpierw pojawia się emocjonalna obietnica, potem presja czasu ("tylko dziś"), a na końcu prośba o kliknięcie w link, podanie danych albo szybki przelew.

Problem w tym, że taka pomoc przed egzaminem może skończyć się utratą pieniędzy, danych logowania albo pobraniem złośliwego pliku. Tym bardziej, że ósmoklasiści mają dziś realny dostęp do BLIK-a i swoich pieniędzy — opisaliśmy to w tekście rodzice śledzą każde 5 zł wydane przez dziecko, najmłodsi nie mają żadnej wolności. Z drugiej strony — dziecko, które zna BLIK, jest też dzieckiem, które potrafi w 30 sekund przelać oszustowi 50 zł bez wiedzy rodziców. I właśnie na ten mechanizm liczą cyberprzestępcy.

Szczególną ostrożność powinny wzbudzać wpisy:

  • powołujące się na "znajomego z CKE",
  • obiecujące komplet odpowiedzi,
  • wymagające płatności,
  • wysyłające podejrzane linki,
  • proszące o numer telefonu, mail czy kod BLIK.
  • To dokładnie te same czerwone flagi, które od lat opisują eksperci ds. cyberbezpieczeństwa — i to dokładnie te same flagi, które pojawiały się przy aferach z przeciekami na maturze.

    Przypomnijmy, że arkusze maturalne 2026 wyciekły, wiemy, co teraz grozi tym, którzy je ujawnili — adwokat Joanna Parafianowicz tłumaczy, że publikowanie prawdziwych arkuszy w sieci wiąże się z odpowiedzialnością karną (art. 266 i 267 KK), a w przypadku nauczycieli czy dyrektorów może to być nawet kilka lat pozbawienia wolności. Dla uczniów — unieważnienie egzaminu i strata roku.

    Warto uprzedzić o tym dzieci przed egzaminem

    Eksperci podkreślają, że przed egzaminem warto po prostu porozmawiać z dziećmi o tym, jak działają takie internetowe mechanizmy. Jeśli ktoś twierdzi, że ma tegoroczny arkusz egzaminacyjny przed rozpoczęciem egzaminu, najprawdopodobniej kłamie. A jeśli dodatkowo chce za niego pieniędzy, możemy mieć tej pewności.

    Warto też w tym kontekście przypomnieć dzieciom inny ważny fakt — ten egzamin, choć ważny, nie decyduje o całym życiu. Pisaliśmy o tym w analizie "przestańmy powtarzać, że matura to najważniejszy egzamin, niszczymy tym młodych od pokoleń". Gdyby uczeń wiedział, że wynik egzaminu ósmych klas to nie wszystko, presja na zdobycie "ostatniej szansy" przed egzaminem byłaby zauważalnie mniejsza — a w konsekwencji szansa na oszustwa też.

    A jeśli mimo wszystko dziecko trafiło już na taką "ofertę" — najlepiej zrobić zrzut ekranu, zgłosić sprawę nauczycielowi i ewentualnie zespołowi CERT Polska (incydent@cert.pl). Jednorazowa rozmowa z 14-latkiem o tym, jak działają takie schematy, może realnie zaoszczędzić rodzinie kilkuset złotych — i sporo nerwów.

    Źródło: strefaedukacji.pl