
Trzy dni egzaminów ósmoklasisty oznaczają w wielu szkołach zamknięte budynki i brak zajęć dla młodszych uczniów. Dla dzieci to przerwa w nauce, z której się cieszą, ale dla pracujących rodziców często poważny problem organizacyjny. W praktyce system edukacji ponownie zderza się z codziennością rodzin, które muszą na szybko układać logistykę całego tygodnia.
3 dni wolne, bo trwają egzaminy 8 klas
Zamknięta szkoła czy przedszkole oraz rodzice, którzy w tym czasie muszą pracować, to temat, który co jakiś czas wraca jak bumerang. Egzamin ósmoklasisty jest ważnym sprawdzianem dla uczniów, ale w praktyce staje się również sprawdzianem organizacji życia całych rodzin. I nie chodzi tu o stres dzieci, ale o codzienną logistykę, która dla wielu rodziców w tych dniach zwyczajnie przestaje działać.
Tydzień bez zajęć w pierwszej klasie podstawówki
W tym roku sytuację, na którą wielu rodziców narzeka od lat, poczułam bardzo konkretnie na samej sobie. Szkoła mojego syna, który chodzi do pierwszej klasy, będzie zamknięta na trzy dni egzaminów, a potem doszły jeszcze dwa dni wolne dyrektorskie. W praktyce oznacza to cały tydzień bez zajęć dla uczniów całej szkoły podstawowej.
Sytuacja może nie jest niczym niezwykłym dla rodziców dzieci w klasach IV-VIII – ot, uczniowie mają przerwę, zostaną w domu, odpoczną. Gorzej z rodzicami młodszych dzieci, których raczej nie powinniśmy jeszcze zostawiać na całe dni samych w domu. Dla mnie, która pracuje zdalnie, sytuacja jest do opanowania, choć nie jest to komfortowe. Syn jest już na tyle samodzielny, że potrafi zająć się sobą przez część dnia, ale nawet przy pracy z domu czuć, że rytm dnia jest całkowicie zaburzony.
Zaczęłam jednak myśleć o rodzicach, którzy pracują stacjonarnie, nie mają możliwości pracy zdalnej i nie mogą liczyć na pomoc dziadków czy innych bliskich. Co oni właściwie mają zrobić w takich dniach? Wziąć tydzień urlopu, żeby potem brakowało im dni wolnych w wakacje?
Przecież nie zostawią ośmiolatków samych w domu na cały dzień. Z drugiej strony wzięcie kilku dni urlopu tylko dlatego, że szkoła zamknęła drzwi, też nie wydaje się rozwiązaniem, które można powtarzać co roku. Urlop jest przecież na wakacje i prawdziwe potrzeby, a nie na systemowe przerwy w funkcjonowaniu szkół. Przypomina to zresztą sytuację sprzed kilku tygodni, kiedy dzieci cieszyły się z tygodnia wolnego na Wielkanoc, a opiekunowie przeżywali to jako kolejny logistyczny koszmar. Rodzice nie powinni musieć korzystać z urlopu dlatego, że szkoła ma więcej dni wolnych w roku niż oni mają dni urlopu.
Rodzice mają mniej wolnego niż dzieci w szkole
W takich momentach uderza mnie pewien paradoks. Chodzi właśnie o to, że dzieci w Polsce mają bardzo dużo dni wolnych w ciągu roku szkolnego, a rodzice nigdy nie mają tyle urlopu, żeby to wszystko pokryć. Przerwy świąteczne, ferie, wakacje, dni dyrektorskie, egzaminy. W kalendarzu szkolnym tych wolnych dni jest naprawdę dużo, ale w kalendarzu pracy dorosłych już nie.
No chyba że jesteś nauczycielem. Ale nawet tyle wolnego nie wynagradza tego, jak kiepskie warunki zatrudnienia mają pedagodzy – wystarczy zerknąć w zestawienia pokazujące, ile zarabiają nauczyciele na poszczególnych szczeblach awansu, żeby zrozumieć skalę problemu. System edukacji działa tak, jakby w tle zawsze ktoś był dostępny, żeby przejąć opiekę nad dzieckiem. W rzeczywistości ten ktoś często nie istnieje – szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy dziadkowie są daleko albo sami jeszcze też pracują.
Najbardziej uderza mnie to, że egzamin ósmoklasisty, który dotyczy tylko jednej grupy uczniów, automatycznie wyłącza z normalnej pracy także młodsze klasy i wszystkich nauczycieli. Szkoła zamknięta, bo starsi piszą testy. I w tym czasie całe rodziny muszą improwizować, brać wolne, łączyć obowiązki, szukać rozwiązań na szybko. Może faktycznie egzaminy powinny być organizowane poza szkołą, jak to sugerowała niedawno wiceministra Lubnauer?
Wielkomiejska logistyka i koszty po stronie rodzin
Zastanawiam się, jak to wygląda w większych miastach, gdzie rodzice często pracują na pełen etat, dojeżdżają, nie mają elastycznych godzin pracy. W dniach egzaminu przecież nawet nie działa świetlica szkolna, więc 3 dni rodzice muszą stawać na głowie, żeby mieć opiekę do uczniów pierwszych klas podstawówki. Nic dziwnego, że to właśnie rodzice zostają z problemem opieki — kalendarz szkolny zwyczajnie nie liczy się z ich grafikami. Dla wielu z nich takie kilka dni w maju to nie jest drobna niedogodność, ale realne wyzwanie organizacyjne, a często też finansowe. Nie każdy może sobie pozwolić na elastyczność w pracy, nie każdy ma wsparcie w rodzinie.
Piszę to z pozycji osoby uprzywilejowanej, która może po prostu pracować w tym czasie zdalnie. Coraz więcej badań zresztą pokazuje, że praca zdalna zwiększa szanse na dziecko, bo zdejmuje z rodziców część codziennej presji organizacyjnej – ale to wciąż przywilej, nie standard. Nie jest w porządku, że system uważa, że rodzice jakoś sobie poradzą w czasach, kiedy mało kto ma przywilej pomocy ze strony dziadków czy innych członków rodziny. Coraz częściej zresztą dziadkowie wolą wolność niż opiekę nad wnukami i wprost mówią dorosłym dzieciom, że na emeryturze chcą żyć po swojemu. Dziś coraz częściej mamy więc do czynienia z samodzielnymi rodzicami albo takimi, którzy oboje pracują i muszą dzielić urlopy na raty.
Egzamin z logistyki, nie z wiedzy
Egzaminy ósmoklasisty są ważne, tego nikt nie kwestionuje. Ale warto czasem spojrzeć szerzej i zadać sobie pytanie, czy ich organizacja nie przerzuca zbyt dużego ciężaru na rodziców młodszych dzieci. Bo dla nich te dni nie są egzaminem z wiedzy, ale egzaminem z logistyki, cierpliwości i elastyczności, którego nikt im nie zapowiadał.
Źródło: rmf24.pl
Zobacz także
